DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: ANDY29-03-2006
Palec Hubertowy


Uganiamy się po kniei za bykami już kilka tygodni. Zawsze coś przeszkodzi, a plan goni, choć nie cierpię tego określenia. To wiatr nie ten, to znów ktoś wlazł nie tam, gdzie mu kazano. Słowem bryndza.

Na zbiórce stawia się kilku tych samych zapaleńców i po przetropieniu decydujemy się na przepędzenie fragmentu łowiska, gdzie wynik rekonesansu wskazuje na obecność jeleni. Pierwsze pędzenie jest puste, ale tropy wyraźnie wskazują, że leżały i wyszły z miotu. Takie wieści przyniosła zbiórka po skończonym pędzeniu. Marian z naganką pójdzie teraz popędzić od tzw. "Gęsiej Szyi", a my staniemy wzdłuż "Dylowanki" - ścieżki biegnącej wzdłuż poletka w kierunku paru zabudowań. Przed sobą mam głęboki wąwóz i stanowisko z numerem dwa. Spokojnie kontempluję ośnieżony krajobraz. Po lewej mam ubocze z wylotem głębokiego potoku z odnogą prowadzącą pod moje nogi. Stoję u jej zwieńczenia. Coś w rodzaju esowatej ścieżki wyprowadzającej na linię. Chwilę jest spokój i nic nie wskazuje na inny niż w poprzednim miocie rezultat. Do czasu. Nagle wybuchają głośne okrzyki – uwaga, coś się dzieje! Uboczą nad wylotem potoku z mej lewej strony widzę 5 byków idących jeden za drugim i obierających kierunek między stanowisko 1 i 2. Pierwszy idzie piękny byk o dużej, jak na to łowisko, masie poroża. Rozdygotany nawet nie staram się policzyć, ani za bardzo ocenić z czym mam do czynienia. Drogo za to zapłaciłem... Jelenie wchodzą w głęboki parów na wprost mego stanowiska i leciutko się rozsypuja na stoku. Kątem oka widzę sąsiada po lewej, jak z drylinga przez lunetę składa się do pierwszego byka, którego ma na blat. Następne zresztą też.... Ja mam je wszystkie idące praktycznie na sztych i do tego w tym momencie wchodzą w dół potoku. Widzę, jak lufa sąsiada przeskakuje na kolejnego byka i strzela. Byk robi zwrot do tyłu i zrywa jak szalony, a pierwszy kieruje się w moją stronę i zaczyna wychodzić w górę. Przeszkadzają mi gałęzie w potoku, więc przyklękam i w momencie jak pokazuje bok, pomyślałem: musisz być mój. Byk rusza w lewo, a ja prowadząc go lufami ściągam spust. Byk wystrzeliwuje badylami w górę, robiąc klasyczną rakietę i rozpryskując śnieg i mija mnie w odległości ok. 30 kroków. A ja czekam, aż się wywróci niepomny o kuli w drugiej lufie i o tym, aby poprawić. Byk wpada w młodnik. Po skończonym pędzeniu idę za nim. Ani śladu farby. Po 200 krokach i nawet najmniejszej oznace zwolnienia postanawiam wrócić na zestrzelał. Byłem tak pewny swego, że nie zrobiłem tego od razu. Idę tropem, aż do miejsca, gdzie widać jak strzelił w górę. Nie ma nawet jednego włoska ścinki. Idąc tropem, farby w ogóle nie widziałem. Zrezygnowany i wściekły na siebie zezuję, jak koledzy wyciągają z rozpadliny byka. Wolno wracam na swoje stanowisko, aby popatrzeć, co się stało i zanalizować, gdzie zrobiłem błąd. Do miejsca, gdzie stałem mam 15-20 kroków pod górę i nagle widzę świeżą ranę na sporym buku - 3 cm od krawędzi pnia. Prowadząc lufami idącego szybko byka nie zauważyłem w tle tego cholernego buka i za późno ściągnąłem spust. Miałem czas poprawić a stałem jak sparaliżowany czekając, aż to piękne zwierze padnie u mych stóp. Za bardzo chciałem Go dostać, był na wyciągnięcie ręki. Nie mógł nie zostać...

Wiele lat później zrozumiałem zbawienną dłoń Patrona, który dobitnie pokazał mi, że trzeba zawsze z pokorą czekać na to, co otrzymujemy. I to On kule nosi, nie myśliwy pewny swego...




09-04-2006 19:53ANDYaarcim
Szkiełko i oko?
Mozna . Pytanie czy widziałeś potok 30 m głeboki i ubocz na 50 m .Jako oparcie .
08-04-2006 18:53aarcimWszystko byłoby dobrze z tym opowiadaniem gdyby nie ta pozycja strzelecka. Od kiedy to klękamy do strzału?
30-03-2006 08:17ANDYSerdecznie dziękuję za te piękne komentarze do wszystkich moich zamieszczonych w tym dziale opowiadań .
Wszystkim ,którzy zechcieli się wypowiedzieć ,dziękuję i Darz Bór .
29-03-2006 22:54wsteczniakStałem nad pięknym, czarnym jak noc odyńcem po pewnym strzale na kulawy sztych z 15 m. Już widziałem jego okazały chyb na podłodze przed kominkiem.
Wstał, przeszedł przez linię na wyciągnięcie ręki. O wiele za dużo spóżnioną poprawkę z biodra w gęsty młodnik za linią - zignorował.
Przed kominkiem leży inna skóra, niekiedy z kulawki pokropiony świadek wielokrotny wspomnień o koledze.

29-03-2006 20:41TrapperSorry,powinienem byl napisac bardzo ladne opowiadanie.
W tym roku spudlowalem dwa wilki. Raz trafilem w odlrosle topolowe(widzialem je w lunecie ale myslalem ze kula przejdzie) na zrebie a drugim razem poslizgnal mi sie lokiec na lodzie i strzelilem ponad wilka.
DB
29-03-2006 20:34TrapperLadne opowiadanie.
DB

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.