DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: ANDY18-01-2007
Sylwester

Szampańska zabawa przeciągnęła się do trzeciej nad ranem. Z lekkim szumem w głowie położyłem się do łóżka. Gdy załomotał budzik pierwszym odruchem było go wyrzucić... i spać. Ale rzut oka w okno stawia mnie na nogi. Jest śliczny poranek z prószącym śniegiem, który oblepia gałęzie i którego nadmiar obsypuje się strącany przez spore stadko gilów urzędujących na jarzębinie. Błyskawicznie składam niezbędne rzeczy i szybko się ubieram, koledzy nie będą czekać. Wybiegam na ulicę i już widzę podjeżdżający samochód. Jedziemy…

Dość jednak uciążliwa ta jazda, ślisko i ogromny śnieg. Jak zwykle służby zostały zaskoczone a do tego Nowy Rok i syndrom nocy sylwestrowej... Na podjeździe obok mleczarni trzeba jednak opuścić ciepłe wnętrze i zamienić się w katorżnika wypychając samochód ze śniegu. Długo to trwa, ale jakoś dojeżdżamy do naszego domku. Za nami po długiej chwili dojeżdżają jeszcze dwa kolejne samochody i pojawia się p. Marian z synem oraz psami. Z powodu opóźnienia i trudności z dostaniem się w określone rejony łowiska, rezygnujemy z tropienia i wybieramy część obwodu do której można się jakoś dostać, nawet kosztem ogromnego wysiłku związanego z wypychaniem samochodów z zasp.

Naganka zostaje obok leśniczówki na Berdechu, myśliwi jadą na Niedźwiady, na zjeździe hamując własnym ciałem i butami zsuwające się na lodzie auta. Po przybyciu schodzą obok „Zamczyska” i brnąc w ogromnym śniegu zajmują stanowiska wzdłuż potoku, który płynie poprzez "Długą Łąkę". Mam przedostatnie stanowisko i ogromny szmat drogi w kopnym śniegu. Łowczy ma ostatnie i przez spory kawał czasu oglądam Jego plecy przed sobą, później zmieniamy się na torowaniu i w końcu zezwalający na pozostanie gest. Jaka ulga... Stoję praktycznie na środku łąki mając przed sobą wylot ogromnego potoku podchodzącego w okolice leśniczówki a tworzący coś w rodzaju ogromnej "bramy" z zboczami po mej lewej i prawej ręce. Ta część po prawej tworzy wklęsłą powierzchnię, którą mogę obserwować na dużej przestrzeni. Ta z lewej jest zasłonięta tak, że nie widzę jej środka. Jeśli coś z tej strony wyjdzie to pojawi się niespodziewanie i szybko. Trzeba mocno uważać.

Z oblepionych śniegiem drzew od czasu do czasu obsypuje się śnieg i w promieniach słońca rozbłyskuje jak najdroższe klejnoty. Olbrzymia przestrzeń, którą widzę przed sobą nie ma najmniejszej skazy. Nie widać najmniejszego tropu. Cudowna ponowa po burzliwej i zasobnej w olbrzymi opad śniegu sylwestrowej nocy.

Stoję oczarowany tym zjawiskiem i kątem oka widzę jak łowczy podchodzi pod prawe ramię potoku i staje. Standardowy ceremoniał ‘kokoszenia’ się na stanowisku, wygrzebanie dołka i obłamanie paru przeszkadzających gałązek, po chwili zastyga w oczekiwaniu. Cisza aż dzwoni w uszach przerywana jedynie szelestem obsypującego się śniegu. Póki co od strony naganki nie dochodzi żaden dźwięk. Milczą też psy.

Stoję jak świecznik na śnieżnobiałym obrusie widoczny z daleka i pełen obaw, że jak coś wyjdzie to każdy mój nawet najmniejszy ruch zwierzyna z pewnością zauważy. Kurczę się w sobie i staram stanowić jak najmniejszą powierzchnię równocześnie pilnie popatrując w głębię potoku z wąwozem, którego czeluść mam przed sobą. Nagle słychać ą..ąą..ą. To Mucha. Głos dochodzi przytłumiony z lewej strony od olbrzymiej półki obecnie dla mnie zasłoniętej zupełnie. Staram się wzrokiem przebić tę ścianę, którą mam przed sobą bowiem w górnej części tej półki są młodniki z gęstych jodełek i tam często z tej sypialni korzysta czarny zwierz. Dziś po takiej burzliwej nocy mógł się tam zatrzymać olbrzymi pojedynek, którego tropy już od jakiegoś czasu widujemy tu i tam pomiędzy Berdechem a Niedźwiadami. Rozmiar tropu i odległość między nimi wywołuje przyspieszone bicie serca. Mam z sobą jedynie śrutówkę i parę brenek, a to zmusza to strzału z bliskiego dystansu. Zresztą konfiguracja terenu i fakt, że stoję na wylocie potoku logiczne się kojarzy z tym, że jeśli będzie to pójdzie na mnie...

W lufach mam jak zawsze śrut i kulę. To niemal rytuał dla mnie. Zawsze tak ładowałem i dopiero w sytuacji gdy widziałem idące na linię dziki doładowywałem drugą kulę... jak był czas...

Mucha dalej głosi coś pętając się w górnej części młodników po lewej mej ręce ale sądząc po przytłumionym odgłosie jeszcze daleko. I wtedy na białą przestrzeń zza lewego skrzydła ‘bramy’ wypada lis. Na tym białym ekranie jego suknia jest prawie czerwona. Wygląda fantastycznie i sadzi w tym ogromnym śniegu wyraźnie zmierzając na wylot potoku w moim kierunku. Stoję jak skamieniały pomny, że stanowię coś w rodzaju słupa na jego drodze, dodatkowo odbiegam strojem od wszystkiego co w lesie jest na miejscu. Mam do niego ok. 50 m gdy robi zwrot w lewo i przeskakując potok sadzi na prawą stronę w ogromnym pędzie podbiegając na stromą ubocz. Na końcu tej stromizny przykurczona postać czeka na swoją szansę. Nadaremnie chyba, bowiem lis odchodzi w lewo i zwiększa odległość od strzelca. Wtem strzał klaska o zbocze, jednak odległość jest zbyt duża, ja miałem bliżej i nie strzelałem... Ale lis to wtedy był przedmiot nie tylko łowieckich wzruszeń... łowczy później stwierdził, że strzelał aby go zawrócić...

Dosłownie na ogonie rudzielec robi zwrot i po swoim tropie z niesamowitą szybkością zaczyna sadzić w moim kierunku. Stoję już z bronią w dłoniach gdy czerwona wstęga, prawie nie dotykając śniegu dopada brzegu potoku i wystrzeliwuje w powietrze chcąc osiągnąć zbawczy lewy brzeg zasłoniętego potoku. Strzelam z przerzutu i widzę jak ruda wstęga łamie się w powietrzu i kręcąc młynka znika mi z oczu za krawędzią zbocza. Nie znam rezultatu tego strzału i stoję jak na szpilkach popatrując jednak pilnie w czeluść zaśnieżonego wąwozu. Przecież to nie koniec miotu. Padły dwa strzały i to też mogło ruszyć grubego zwierza z ciepłej pierzynki. Nic jednak nie widać, psy ucichły, jedynie słychać okrzyki naganki, które dziwnie miękko i stonowano brzmią w tej ośnieżonej przestrzeni. Z ostatniego stanowiska zaczyna schodzić łowczy i wyciągając szyję stara się przebić wzrokiem brzeg potoku aby zobaczyć rezultat. Ja też nie znam rezultatu i pomny tego co miało miejsce dwa tygodnie temu na Łazienkach, nic nie mówię. Dochodzi do mnie i mówi – chodź – zobaczymy co z tym lisem. Idzie pierwszy i zsuwamy się do potoku. Po ekwilibrystyce na bryłach lodu drapiemy się na lewą stronę potoczku i na skraju jego w śniegu ruda plama. Na zboczu widać wybitą dziurę – tam uderzył rozpędem, w dół długa rynna zakończona czerwienią sukni. Łowczy bierze go za stawki i z szerokim uśmiechem wyciąga dłoń... Odwzajemniam, ogromnie szczęśliwy, a w oczach jeszcze mam tę czerwoną smugę na roziskrzonej białej powierzchni...


Długa Łąka 1980




26-01-2007 19:11ANDYDzięki Jasiu za uprzejme słowa . Wiele razy pisałem ,że tutaj gosciem jestem . Ja nie ustalam tutaj reguł . Piszę i czekam .
26-01-2007 12:02wsteczniakCzemu to dopiero teraz dałeś ?
"Syndrom nocy" tak mnie zniewolił, że żadnego budzika bym nie słyszał.
Zresztą - tak kłującyh w oczy, swoim srebrem igieł śniegu - nie było.

Jednak czytając to ...... byłem tam. Może to nawet ja, a nie Twój łowczy strzelał.
21-01-2007 23:12JERZOŃwczoraj i dziś przeczytałem wszystkie Twoje opowiadania (od sylwestra do szpona). Wielkie dzięki jestem Twoim fanem -czekam na książkę D.B.
18-01-2007 14:23BrakarzScenerię zimową przedstawiłeś bardzo pięknie i malowniczo. Polowanie w takich warunkach pamięta się do końca życia, a tym bardziej jak Patron był łaskawy. Zimy nadal nie widać, za oknem plucha deszczowa, więc chociaż można pomarzyć i cieszyć się Twoimi zimowymi wspomnieniami. Pozdrawiam serdecznie Darz Bór – wybrakowany.
18-01-2007 12:17Deer35Fajne opowiadanie.Tylko się zastanawiam jak tam z zawartością z wydmuchanym powietrzu.Są tacy co proponują używania alkomatu na zbiorowych polowaniach ha ha ha DB.

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.