DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: marcino04-08-2005
Tryplet(?) dziczy

Sobota na Wolinie była szczególnie gorąca, po całym upalnym dniu miałem ochotę usiąść na ambonie, coś mnie tam pchało – blisko rzepaki, szkody duże, ambona wśród łąk i zakrzaczeń.
Już byłem spóźniony, nawet nie zdążyłem pojechać po psa – tym bardziej nie pasowało za wiele się włóczyć po polach więc czym prędzej obrałem kierunek na ambonę. Wcześniej jeszcze przebierając się, obserwowałem lochę z prosiakami, wyszła z traw i na gołym polu przeparadowała z całym sznurkiem paciorków – widok przedni – polowanie już mogłem zaliczyć do udanych:)

Żwawym krokiem doszedłem do ambony, wchodząc zobaczyłem trzy dziki paradujące jakieś 150 – 200 metrów od ambony. Starając się zachować ciszę (a robiąc jak to zwykle bywa kupę hałasu) wszedłem na ambonę – lornetka do oczu i już wiedziałem, wszystkie do strzelania:) )
Było trochę daleko ale dziki nieduże, odległość zmalała kiedy wyrównały się z linią ambony – szybka decyzja bo dość żwawo oddalały się – sztucer przez okno, dziki w lunecie ..czekam …..na chwilę przystanęły …wybrałem środkowego…. strzał.
Dzikiem aż zarzuciło, zakręcił się w kółko i kwiknął
- cholera, pomyślałem, mięśniowy strzał
Trochę się zdziwiłem gdy ruszyły w kierunku ambony, przerepetowałem - miałem jeszcze dwie kulki ( zawsze ładuję trzema). Jeden dzik wyraźnie z przodu – pierwszy dobiegł do rowu nad którym stała moja ambona i zniknął w krzakach, dwa kolejne biegły za nim, jeden wyraźnie osłabiony – co ciekawe ten zdrowy czekał za tym rannym. Kiedy dobiegły do rowu wymieszały się i straciłem orientacje który jest który, zanim na dobre znikneły w krzakach w ostatnim momencie gwizdnąłem, stanęły jak wryte, krzyż lunety spoczął na jednym z nich …strzał ..cisza …nawet nie wiem czy dostał. Przerepetowałem … nagle po drugiej stronie rowu pokazał się dzik, lornetka do oczu – tak to jeden z nich, jeszcze chwila obserwacji, dzik się zatrzymał i zawrócił zrobił parę kroków wracając się w stronę rowu, stanął, chwost do góry, gwizdem starał się wychylić ponad trawy – czekał na pozostałe?
Dalej obserwowałem go przez lunetę podszedł jeszcze kawałek, wyszedł na czyste, stanął…huknął strzał – w lunecie zobaczyłem jak przewraca się pod „ciężarem” kuli.
Spojrzałem w kierunku rowu za tamtymi dwoma ..cisza.. znowu rzut oka na drugą stronę rowu a tam… dzik powoli ale zdecydowanie ucieka w stronę rzepaku
- chyba z rowu wyszedł – pomyślem- niech idzie, dosyć tego, zresztą i tak nie mam kulek w broni.
Szukam wzrokiem ostatniego strzelanego…kurcze gdzie to było …spodziewałem się czarnej plamy a tu tylko trawy .

Uspokoiłem emocje, które sięgały zenitu. Wszystko trwało może dwie minuty. Doładowałem broń, zszedłem z ambony
- musi gdzieś tu leżeć- pomyślałem
Na pomyśleniu się skończyło, tam gdzie mi się wydawało, że strzelałem pusto , nie ma dzika, zdeptałem wszystko - pustka
- ale przecież musi gdzieś leżeć, trawy wysokie, już robi się ciemno –porostu go nie widzę
Szukając analizowałem sytuację
- skoro jeden poszedł to strzelałem do dwóch, czyli drugim strzałem strzelałem do tego samego co pierwszym i jeśli trafiłem to leży w rowie jeśli nie to ranny ( po pierwszym strzale) poszedł i trzeba go będzie szukać, ten ostatni powinien gdzieś tu leżeć ….tylko gdzie???
Dalsze szukanie nie miało sensu, trzeba jechać po psa, sprawdziłem jeszcze po drugiej stronie rowu czy ten pierwszy tam nie został – w miejscu zestrzału go nie było – dalej nie szukałem żeby nie utrudniać pracy psu. Dosyć, że zdeptałem pierwszy zestrzał.

Pojechałem po psa, żałowałem, że nie miałem go przy sobie, jak nigdy został na Zagrodzie (w tumakowie:) ). Po prostu musiałem przed polowaniem pilnie jechać do domu i nie zdążyłem po niego wrócić, jeszcze bardziej żałowałem, że go nie miałem w drodze powrotnej kiedy to okazało się, że na lesie złapałem gumę i na domiar złego nie mam zapasu – to znaczy mam tyle tylko, że dziurawy bo niedawno przebity na trasie – szlag by trafił. Telefon do Zygiego, akurat po polowaniu jechał do domu, za 10 minut był ze swoim zapasem, ratując mi tym samym cztery litery:). Jeszcze tylko mordęga z pozapiekanymi śrubami i koło zmienione.

Razem pojechaliśmy szukać dzika. Ustaliliśmy, że szukamy tylko tego pod amboną bo to tylko formalność, w końcu padł w ogniu i na 100% tam jest więc Hasz tylko pokaże gdzie leży i po sprawie. Tamtego w rowie miałem szukać rano w razie jakby był ranny żeby nie poszedł – przemawiało za tym także to, że miałem wrażenie jakby coś tam w tym rowie się poruszyło kiedy bez psa przeczesywałem teren przed amboną. No i jeszcze jedna sprawa – trzeba było sprawdzić chociaż kilka metrów czy nie ma farby na przejściu tego, który poszedł bo po głębszym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że szedł jakby wolniej – zreszta może mi się wydawało – tak czy siak sprawdzić trzeba.
Doszliśmy do ambony, zapiąłem Hasza na otok. Na hasło szukaj ruszył do przodu, nakierowałem go w okolice zastrzału. Przeszedł kawałek dalej pokręcił się po trawach i……..ruszył tropem tego „zdrowego”. Nie przeszkadzałem mu, ponoć psa się nie poprawia.
Przystanął na chwilę, coś nawąchiwał, Zygi przyświecił latarką…farba. Zgłupiałem do reszty.
Hasz w całkowitej ciemności prowadził mnie jeszcze jakieś 200 metrów, przyspieszył i za chwilę stanął …. nad dzikiem. Zygi zaznaczał miejsca gdzie widzieliśmy farbę, zawołałem go moim ulubionym „leży!!!” :)
Pochwała dla psa, który swoim zwyczajem przestał interesować się dzikiem po szybkim wytarzaniu się w atrakcyjnym zapachu ( jakaś taka dziwna maniera), gratulacje, oględziny i ….zdziwienie ….wlot kuli z góry z prawej na komorę lekko spóźnioną wyjście niżej z lewej – strzał wątrobowy i to na pewno ten trzeci, bo tylko trzeciego strzelałem do prawego boku – Czyli z rowu nie wyszedł żaden!!! A ten to jest ten, który niby to miał leżeć pod amboną – jeszcze raz z wdzięcznością spojrzałem na psa.

Wróciliśmy do samochodów, Zygi pojechał o domu, ja czekałem do rana. Księżyc wychodził praktycznie nad ranem, więc te trzy godzinki jakie mi zostały postanowiłem przespać w samochodzie – tylko jak ? mimo, że zmęczony cholernie nie mogłem zmrużyć oka. Myśli tłukły się po głowie, co znajdę rano? Jednego, dwa , a może nic? Z pewną ulgą myślałem o tym że jednego już mam:).

W pół do czwartej byłem już na ambonie, poczekałem ze dwie godziny, pogapiłem się na ładnego kozła, i postanowiłem przejść z psem na otoku tak żeby przeciąć trop dzików miedzy pierwszym a drugim strzałem, ważne było żeby Hasz wszedł na trop jeszcze na łące bo przy rowie trawy były wysokie a gdy biegły łąką jeden na pewno był ranny więc nie powinno być kłopotu.
I nie było. Hasz złapał trop doprowadził mnie na zestrzał, parę kroków dalej leżał dzik, na brzegu rowu, pogłaskałem Hasza i w tym samym momencie coś poruszyło się w krzakach obok. Rów jest cały zarośnięty krzakami dlatego nie zobaczyłem go od razu jakieś 10 metrów dalej w rowie mignęła mi sylwetka dzika. Przeskoczyłem rów, i ruszyłem w jego kierunku – poczułem ostry zapach treści – wszystko było jasne – to ten pierwszy – dostał na miękkie, jeszcze chwila i już go widziałem, stał w rowie, dookoła krzaki, nie mogłem strzelić - za dużo gałęzi, chciałem podejść jeszcze kawałek, skoro stał całą noc to znaczy, że już nie ma sił, przeliczyłem się, wystartował jak z procy zniknął w trawach prawie tak wysokich jak ja. Puściłem za nim psa, dzik nie duży krzywdy mu nie zrobi, zniknęli oboje. Ruszyłem przed siebie, nie miałem pojęcia gdzie iść, wzrokiem szukałem Hasza. Jest pies! Biegnie wzdłuż rowu, po krótkiej gonitwie dobiegłem do dzika, którego Hasz obiegał. Dzik w desperacji ruszył na mnie, stanął na chwilę, chyba byłem dla niego za duży, krótka ocena sytuacji, pies odskoczył, broń do oka, cholera – za blisko i zabrudzona od biegu przez trawy , ale łeb widzę …strzał dzik się zwalił, trafiłem trochę z boku ale czasu na czyszczenie i przestawianie krotności nie było, gdyby ruszył wszedł by w gęste krzaki. Hasz usiadł z boku, nawet dla niego wrażeń było za dużo jak na jeden raz.
Dziki wypatroszyłem, zatknąłem ostatni kęs, spojrzałem w kierunku samochodu, ledwie go było widać
- rowy, łąki, pola, wszystko przedemną.

P.S.
Dodatkowego smaczku całej przygodzie nadaje fakt, że dziki potrzebne były jak nigdy dotąd. Impreza na jaką pójdą pieczone, z rożna , w bigosie i z rusztu nad ogniskiem w piecu chlebowym zapiekane, ma szczególny charakter, bo nie tylko, że będzie to myśliwska impreza pełna jadła i popitki w myśliwskiej ostoi wśród lasów do białego rana ale przede wszystkim będzie to moje i mojej drugiej połowy wesele a to okazja nie lada.
Ot, wiedział świety Hubert jaki prezent mi zrobić.




12-11-2006 20:23adam 86siema Marcin,tu adam z tumaka,kandydat. gratuluje wspanialego polowania.mam nadzieje ze niedlugo juz ruszymy razem w nasze piekne tereny wyspy Wolin i św. hubert bedzie dla nas równie łaskawy, a jest gdzie polowac "DARZ BÓR"
05-08-2005 04:26Jozef StarskiGratuluję emocjonującego polowania i ciekawego opowiadania. Skasowałbym jednak to zdanie..."Doładowałem broń, zszedłem z ambony..." Zapewnie domyślasz się dlaczego.
Darz Bór - Joe
04-08-2005 21:04Jeger...A wesele było takie jak polowanie...:) Darz Bór Młodej Parze..:)
04-08-2005 16:25CYJANEKPiękny prezencik, oj piękny. Św. Hubert darzy tylko dobrym myśliwym. Gratuluję przygody i opowiadania. DB
04-08-2005 15:01luki13Naprawde wspaniała przygoda. Myśle ze jak ja zostane juz myśliwym tez będę na tak ciekawych polowaniach.
DB

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.