DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Urtica28-01-2009
Z pamiętnika psa myśliwskiego. Cz. I

Poniedziałek

Witaj wielki świecie! Jestem Korek, pies Korek, a nie jakaś tam zatyczka od butelki. Spaniel angielski złoty. Nie rudy, tylko właśnie złoty, żeby nie było nieporozumień. Mam swoją panią, swój koszyk koło jej fotela i swoje upodobania. Nie taki zwykły ze mnie spaniel, ja mam charakter, no cóż, "jaki pan taki kram", jak mówi stare, psie porzekadło. Właściwie tylko tak sobie napisałem, że niby wielki ten świat, bo tak na serio, to wcale nie jest on taki ogromny. Wiem, bo nieraz tam chodzę z moją panią. Włóczymy się po tym świecie raz jesteśmy związani takim paskiem, a raz nie, grunt, że jest wesoło. Ona, czyli moja pani ma na imię Kaśka, albo Mama. A skąd wiem? Bo nieraz w domu taki jeden (mówię na niego Mały), woła na panią Mama, a jak przyjdą różni goście to mówią Kaśka, albo Kasia. Ja mówię Pani, albo Ona. A z tym wielkim światem to jest tak: nagle pada takie słowo na „L” (las), kocham to słowo i zawsze o tym informuję cały świat skacząc i piszcząc, a pani spokojnie stoi. Stoi i czeka. Z otokiem w ręku, z torbą, lornetką czeka aż mi przejdzie. Ale to nie jest takie łatwe! Chodzenie w wielki świat jest tak cudowne i przyjemne, że za każdym razem kiedy tam idziemy, muszę temu światu pokazać jak się cieszę. Pani wtedy mówi, że „dostaję korby”. Jak już trochę ochłonę to pani bierze mnie na otok i prowadzę ją w wielki świat. W moim wielkim świecie jest dużo drzew. Tyle, że jak bym chciał porządnie obsikać każde, to chyba bym się odwodnił i pęcherz wywróciłby mi się na lewą stronę. Pani kiedyś myślała, że nie spodoba mi się w wielkim świecie, ale to bzdura, pewnie, że kiedyś przeżyłem w nim coś, o czym chciałbym zapomnieć, ale to się stało chyba tylko po to, żebym mógł poznać moją panią. Bo ja jestem psem znalezionym w lesie, ale do tego etapu mojego życia nie chcę już wracać....

Wtorek

Do czego jest woda? Woda jest do wszystkiego. To najlepsze lekarstwo na psie smutki, wszelkiego rodzaju choroby i złe samopoczucie. Nie rozumiem tych, którzy nie widzą ile radości może przynieść wejście do kałuży. W lesie, po deszczu zawsze jest dużo kałuż i w nich wyjątkowo urocze błotko. Jak tylko mi się uda, to natychmiast korzystam z możliwości kąpieli. Nie ważne, że po powrocie będę musiał tkwić jak kapeć w przedpokoju, a piasek będzie ze mnie się sypał przez trzy dni. Ważne, że będę czysty! Co ciekawe, kąpiel w brodziku, z użyciem mydła, jakoś nie sprawia mi takiej radości. Koty mojej pani, Kissa i Sasza są jakieś dziwne, bo same, z własnej woli wchodzą do brodzika, a Kissa, jak był młodszy, to nieraz spał w kuchennym zlewie. Wywrotowcy. Nie ma jak solidne błoto. Szkoda, że mamy z moją panią różne poglądy na pojęcie czystości.

Środa

Gorące dni, niedługo zaczną się polowania na kaczki. Może mnie ktoś zaprosi? Większość czasu spędzamy w lesie, albo nad stawem, Pani twierdzi, że mnie uczy, ciekawe czego może mnie nauczyć kobieta, która sama nigdy nie podniosła z wody kaczki? Skąd ona ma wiedzieć jaka to przyjemność najpierw przetrzepać przybrzeżne oczerety, a później wpaść do wody jak bomba i płynąć tak długo, aż poczuje się zębach smak kaczego pierza. Potem trzeba lekko zacisnąć zęby, zawrócić i dopłynąć do brzegu. Już wiem, że kaczkę najpierw się kładzie, a potem można się dopiero otrzepać. Nigdy odwrotnie! Nie ma co się martwić o to, że pani w tym czasie kaczkę odbierze! Spokojnie, jeszcze się taki nie narodził, co by bez lęku podszedł do mnie, kiedy moje uszy latają jak śmigła helikoptera i rozrzucają litry wody. Kiedyś zrobiłem odwrotnie i przyznam się szczerze, że ciężko mi było potem pierze z zębów wyciągać.
______________
Kilka dni temu, kiedy byłem z panią w lesie, spotkaliśmy mykitę. Rudego paskudnika, który kręcił się w pobliżu zabudowań. Wydaje mi się, że go kiedyś wywęszyłem w pobliżu naszego domu, wtedy kiedy zginęła nam kura bażanta, ale nie jestem pewien. Już chciałem podbiec i przetrzepać mu to rude futro, ale pani mnie powstrzymała. Zupełnie niepotrzebnie, już ja bym mu pokazał gdzie raki zimują!

Czwartek

Ale było super! Pani zabrała mnie na prawdziwe, myśliwskie spotkanie i wszyscy mnie podziwiali! Podobno niezbyt często spotyka się spaniela angielskiego w łowisku. No pewnie, że rzadko, ja jestem “egzemplarz nie do podrobienia”, tak mówi pani. Mogłem szczekać do woli w klubie myśliwskim i wszyscy zachwycali się jak ja pięknie głoszę. Wprawdzie rozchodziło się tylko o wypchanego tchórza, a ja o tym świetnie wiedziałem (no dobra, dowiedziałem się jak już go oszczekałem), ale co mi szkodziło zrobić myśliwym przyjemność i poszczekać sobie jeszcze trochę. Pani mówi, że nie był wypchany, tylko spreparowany, taaaa, tylko ciekawe, że czuć było futrzaka trocinami na kilometr! Pani opowiadała jak ja świetnie pracuję w wodzie, a ja przecież tylko robię to, co każdy porządny spaniel robić powinien. Elegancko, łuczkiem, łuczkiem, wzdłuż brzegu, od strony wody, coraz bardziej się oddalam od pani, ale wiem, że jak wrócę, to pani będzie ze mnie zadowolona. Nieraz nic tam w tych trzcinach nie ma, ale zazwyczaj, z łopotem skrzydeł, zrywa się jakiś pierzak. Nie wiem po co to robię, mama mi mówiła, że tak ma być i już. I jeszcze mówiła, że to jest przyjemne. No pewnie, że przyjemne! Nie ma nic przyjemniejszego, niż brodzenie wśród trzcin! Cieszę się, że mojej pani też to się podoba. A mi się najbardziej podoba, jak pani wrzuca mi do wody jakiegoś sztucznego ptaka (choć wolałbym żywego) i mówi, żebym go przyniósł. Ona nic nie musi mówić! Ja sam wiem, co mam robić! Przyniosę, oddam, otrzepię się i tak w kółko! Ja tak mogę cały dzień! Nieraz jest tak, że nad staw przychodzą ludzie z długimi kijami i wtedy pani bierze mnie na smycz. To niesprawiedliwe! Oni wrzucają coś do wody, a przecież ja mógłbym to przynieść!

Wtorek

Ja to się mam z tą fryzurą. Co chwilę coś mi się wczepia w kłaki. Dziś sobie biegałem po sadzie i czuję nagle, że coś mnie kłuje w okolicy ogonka. Początkowo sam sobie chciałem to wyciągnąć, ale nie dałem rady. Potem przyszła pani i spytała dlaczego tak tańczę. A co mam robić, jak mi się malinowa gałązka przyczepiła do dupki??? Pani najpierw nadepnęła na patyk, a potem rzuciła moją ulubioną, piszczącą zabawkę, żebym za nią pobiegł. A czy ja głupi jakiś jestem? Nie wiem, że ten patyk mnie szarpnie za tyłek tak, że cały kłąb włosów i pół ogona mi wyrwie??? Oooooo, nie, nie pobiegłem za piszczałką, sama niech sobie biegnie, mądrala jedna. Ciekawe czy jak by jej tak ktoś doczepił patyk do ogona, nadepnął i kazał biec, to by się dała nabrać. No, może raz by się dała, ale więcej nie. Ja też się tylko raz dałem wpuścić w takie maliny, ale to było dawno temu. Potem pani usiłowała tego patyka połamać, ale też nic z tego, bo całkiem spory kawałek wciąż tkwił między moimi tylnymi łapami. Co dałem krok, to ostre końce boleśnie wbijały mi się tu i ówdzie, a najbardziej właściwie TAM. Już nawet rozważałem wygryzienie intruza, albo pozwolenie sobie na manewr nożyczkami w okolicy ogona, kiedy zobaczyłem, że pani niesie sekator. Coooo? Ona chce mi tym operować w okolicy, ten, tego pod ogonkiem? Oooo, nieeee! Pal diabli patyk, niech się wbija gdzie chce, wieczorem się nim zajmę, ale teraz muszę zmykać czym prędzej!

Środa


Dziś to chyba z dziesięć razy usiłowałem przekonać moją panią, żebyśmy do lasu poszli, ale bez efektów. Ciągle mówiła, że jej zawracam, coś na literę d. Może jednak pójdziemy? Wstałem rano i takie piękne słońce mnie przywitało, że od razu zachciało mi się siusiu. Pobiegałem po sadzie, napisałem list do Volvego i do Brutusa (podałem przez siatkę), pogadałem z wroną (nierozgarnięta jakaś) i wróciłem osuszyć łapy na korytarzu. Ostatnio długo mi schną, bo obrosłem. Pani coś wspominała o fryzjerze, tylko nie wiem czy to o mnie chodziło czy o nią. Jeśli o mnie, to uprzedzam, że bez walki się nie poddam. No chyba, że same uszy, bo już mi się zaczynają robić ciężkie. Jak pani jest w domu, to pilnuje i przed jedzeniem spina mi uszy w taki kretyński kucyk na czubku, żeby nie wpadały do miski. Może to i głupio wygląda, ale potem nie chodzi za mną zapach żarcia przez kolejne trzy godziny. Jak pani wyjeżdża, to nie pozwolę, żeby ktoś ze mnie robił pajaca i uszy swobodnie spływają mi do zupy. Potem pani mówi, że mam w uszach wykopaliska archeologiczne, z których można wywnioskować co jadłem nawet trzy dni temu. Jak to wszystko przyschnie i gustownie się zeskorupi, to nawet szczotka nie pomaga i wtedy pani robi mi podstrzyżyny. Kiedyś, jak żeśmy się z panią znaleźli w lesie, to miałem podobno trzy pary uszu i pani nie wiedziała, które mi wyciąć, bo przecież tylko jedne były właściwe, tamte to były kołtuny! Dobrze, że tego nie zrobiła, bo wujek Rysiek, mój osobisty lekarz, powiedział, że to co chciała mi obciąć, to były moje własne uszy… Zobaczymy co przyniesie dzień; może las, a może fryzjer - orzeł czy reszka? Jedno jest pewne, na obiad będzie moja ulubiona zupa warzywna. Na 100%!



C.D.N.




01-02-2009 07:43daras6022Powiem tak, lepiej się nigdy nie bawiłem czytając cokolwiek. Powinnaś wydać jakiś tomik opowiadań w wydaniu opowieści Korka. Naprawdę przednie opowiadanie z psiego żywota, czekam na pozostałe części i oby się nigdy nie kończyły podobnie jak "wenezuelskie horrory typu tasiemiec lub moda na sukces" Darek B
28-01-2009 19:25doktor nieludzkidobre!! :)
28-01-2009 15:04saimonSympatyczne.Fajne masz pioro spanielku angielski :-).
Podobna fantazje miala tez zlotowlosa niejaka Ania z Zielonego Wzgorza.
Moze Ci zlotowlosi tak maja? :-)
28-01-2009 12:44ULMUS:) milusie

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.