DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: cezetka52713-07-2010
Pierwszy kozioł

Od początku maja wraz z ojcem jeździłem po łowisku upatrując jakiegoś ciekawego kozła. W całym łowisku aż roiło się od przeróżnych koziołków, od których można było dostać oczopląsu. Po kilku wyjazdach znaleźliśmy sporo całkiem ciekawych kozłów, którym warto się było przyjrzeć bliżej. Kolejne wyjazdy i skrupulatne notowanie formy poroża przybliżonego wieku kozła oraz godziny i miejsca wyjścia pozwoliły nam na opracowanie pewnego grafiku i rozplanowania następnych wyjazdów. Mijały kolejne dni maja a 11 zbliżał się nieustannie dużymi krokami.

Nigdy nie zapomnę dnia, w którym pozyskałem swojego pierwszego kozła. Umówiłem się wtedy z ojcem na poranny wyjazd w łowisko za kozłem. Ojciec powiedział, że przyjedzie o 4:00 i już na wstępie zaskoczył mnie do tego stopnia, że pomyślałem, że to chyba żart, bo kto mnie obudzi o tej godzinie, a wiem od żony, że nawet wybuch bomby atomowej nie jest mnie w stanie obudzić. Spać poszedłem około 23:00 a sen był na tyle nerwowy, że budziłem się co chwilę i spoglądałem nerwowo na zegarek. Wstałem na minutę przed budzikiem i cichutko udałem się do szafy po sztucer. Po 5 minutach byłem gotowy i nerwowo patrzyłem na zegarek myśląc: co jest? zaspał czy co? Wtem widzę jak ojciec stoi na schodach i sprawdza dokumenty.

- Jedziemy na Wilczak zobaczyć tego starego szóstaka, który będzie za 10 min schodził do lasu. Jedź, może jeszcze zdążymy, powiedział. Nie trzeba było mówić dwa razy, gaz do dechy i nim się obejrzeliśmy staliśmy obok łąki, a na niej jakieś 150m od nas ów kozioł w asyście kozy. Obaj patrzymy przez lornetki i cicho dyskutujemy, upewniając się, na 100 % że to ten kozioł. Tu zostałem zaskoczony cichym szeptem ojca, no i jak strzelasz? Popatrzyłem na niego i zapytałem - a ty nie strzelasz? Eeeee ty strzelaj, to piękny stary szóstak. Rozłożyłem pastorał, złożyłem się do strzału, ale jakoś bez przekonania. Mijały sekundy, minuty, a tu cisza. W końcu ojciec pyta - strzelasz czy jedziemy za jakimś innym? Strzelam, odrzekłem trzymając kozła w krzyżu lunety. Uważaj. Po czym padł strzał. Kozioł upadł w jasnozielone trawy obok charakterystycznego, bo jedynego na tej łące, krzaczka. Dziękuję św. Hubercie. Ojciec pogratulował mi pierwszego kozła i pięknego strzału i dodał - to teraz się zaczyna praca, synu.

Kozioł stary i ciężki a na dodatek 150 m od nas, trawa niczego sobie, bo po same kolana i mokra, jak to z rana zazwyczaj bywa, więc portki mokre mimo wysokich gumiaków.

Wpisałem kozła w odstrzał na dachu samochodu, lecz pisząc zauważyłem innego kozła po prawej stronie i tak się nim zainteresowałem, że wsadziłem odstrzał do dokumentów, które nadal leżały na dachu auta a potem... Po rozpoznaniu niestrzałowego kozła, lornetka na siedzenie, kluczyk w dłoń, odpaliłem samochód i naprzód ujechaliśmy jakieś 200 m do najbliższej polnej krzyżówki by zawrócić. Podczas zawracania ojciec zauważył, że z dachu auta spadł długopis. O kurcze, zapomniałem zabrać papiery z dachu. Wysiadam i patrzę a tu nie ma odstrzału, tylko odstrzału. Ale jaja powiedziałem, a co powiedział ojciec to nawet nie powtórzę, bo cenzura i tak by to wycięła. Zawracaj i jedź powoli. Patrzyliśmy obaj za odstrzałem po oby stronach drogi i znaleźliśmy go niedaleko miejsca gdzie staliśmy samochodem. Leżał, jakby na nas czekał. Dzięki Bogu, powiedziałem i włożyłem go wraz z innymi dokumentami do kieszeni. Potem to już patroszenie i odbijanie łba, kurs do punktu skupu dziczyzny i jazda do domu.

Tak wyglądał mój pierwszy raz na kozła. Dzięki ci św. Hubercie za te wspaniałe i niezapomniane chwile i pięknego kozła. Darz Bór.





Brak komentarzy do tego opowiadania

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.