DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: cezetka52712-01-2011
Pierwszy Daniel byk.

Opisane przez mnie wydarzenia działy się 4 stycznia 2011 r. Tego dnia postanowiłem udać się na polowanie na sarny gdyż do wykonania planu brakowało jeszcze kilka sztuk.

Był to piękny poranek, śnieg mokry, temperatura powyżej zera stopni i czyste przejrzyste powietrze. Słońce wychodząc ponad horyzont ogrzewało drzewa, z których parowała wilgoć. To, co chcę wam opowiedzieć wydarzyło się naprawdę i było jak piękny sen - do tej pory w to nie mogę uwierzyć. Gdy udałem się w zaplanowane przez siebie miejsce widok wschodzącego słońca oczarował mnie jak nigdy dotąd i choć widziałem w swym życiu wiele pięknych wschodów i zachodów słońca ten był jakiś inny, coś w nim było innego.

Nie uwierzycie, ale do teraz wydaje mi się, że to sen a ja zaraz się obudzę. Gdy zaczynam o tym myśleć to wydaje mi się, że to się jeszcze nie wydarzyło. Wszystko potoczyło się szybko a trwało tak długo, że bałem się, że nie zdążę doczekać końca tego snu i obudzę się w najgorszym dla mnie momencie. Nigdy nie zapomnę dnia, o którym piszę, ten dzień zostanie w mojej pamięci na wieki, nie może się powtórzyć a jeśli już tak będzie to nie będzie już nigdy ten sam. Długo zastanawiałem się czy to jest jawa czy sen, ale to prawda i to najprawdziwsza prawda jak może być.

Z początku, gdy dotarłem na miejsce, w którym planowałem zapolować byłem olśniony porankiem i pięknem tej całej natury. Widziałem chyba wszystko tylko nie to, co powinienem był od razu zobaczyć, ale cóż może tak właśnie miało być. Dopiero po jakimś czasie zauważyłem sarnę żerująca na rżysku kukurydzy, odległość zbyt duża do oddania strzału, nie mówiąc już o precyzyjnym strzale.

Instynkt łowcy jest w każdym z nas i to bardzo silny, sam się o tym przekonałem na własnej skórze, to właśnie ów instynkt obudził we mnie zmysły, o których chyba sam nie wiedziałem. Pierwsza moja myśl to pochód, podobno pierwsze myśli są zawsze najlepsze, więc postanowiłem podchodzić owa sarnę. Podczas podchodu do sarny zauważyłem, że na następnym polu znajduje się kilka sztuk o wiele większych zwierząt niż owa sarna, co to? Pomyślałem, jelenie czy daniele, zaciekawiony przykucnąłem i podniosłem powoli lornetkę. Daniele, bo na jelenie za małe pomyślałem. Okazało się, że na sąsiednim polu żerują trzy sztuki danieli, byk, łania i cielak. Po dłuższych oględzinach postanawiam podejść bliżej i zorientować się czy ów byk kwalifikuje się do odstrzału. Wszystko byłoby pięknie z jednym małym "ale". Przede mną była jeszcze sarna, która uciekając mogłaby spłoszyć żerujące daniele. Postanowiłem szerokim łukiem ominąć sarnę która niestety i tak mnie już zauważyła, stała jednak i patrzyła na mnie myśląc sobie pewnie co on do diaska wyprawia?

Kiedy byłem już poza zasięgiem wzroku danieli sarna podskoczyła i uciekła do lasu. Łania z cielakiem nic sobie z tego nie robiły, ale byk był nieco poirytowany jej zachowaniem, a do oddania celnego strzału musiałem podejść jeszcze około 100 m. Tylko jak to zrobić, pomyślałem. Padłem więc na kolana i na czworakach szybciutko, lecz cicho jak kot, podkradłem się około 100 m a zrobiłem to w tak krótkim czasie że sam nie mogłem w to uwierzyć i mówiłem sam do siebie w myślach – stary ale jesteś szybki.

Najpierw wziąłem lornetkę i patrzę, cały czas gadając sobie w myślach sam do siebie - nadaje się czy nie? Tak to ten byk, co go kiedyś oglądaliśmy z ojcem podczas bekowiska. W myślach sobie mówię: teraz poszukaj sobie podpórki i zajmij odpowiednią postawę, teraz przygotuj się do oddania strzału, i tak szukam i szukam i tak sobie mówię, nie no jest nie źle, byk odpowiedni, kulochwyt jest i tak myślę nie kombinuję, bo przedobrzę i będą nici.

Byk stanął mi na blat lewym bokiem do mnie, ale coś mu wyraźnie nie pasowało, złapałem go w światło lunety a kropka szybko znalazła się na łopatce, mierzę i myślę, co on teraz zrobi? Ruszy czy nie? Eeeee lepiej zaczekam jeszcze chwilę, ostatni raz zrobiłem kilka oddechów i jestem zdecydowany by oddać strzał swojego życia. Wtem byk obraca się o 180 stopni i stoi na blat, z tym że widzę prawy bok i wyraźnie umiejscowioną kropkę krzyża na łopatce. Delikatnie dotykam palcem spust i czuję to napięcie. Adrenalina sięgnęła zenitu i w końcu padł strzał, byk zwalił się w ogniu więc szybko przeładowałem i czekam, bo kto wie co się dalej wydarzy. Widzę łopaty i połowę sylwetki leżącego byka, trzymam go cały czas w lunecie, bo kto wie? A jak mu na myśl przyjdzie wstać? To ja nie wiem co będzie... Mijają kolejne minuty a byk jak leżał tak leży i się nie rusza, radość, jaką wtedy odczuwałem była tak wielka, że nie jestem w stanie tego opisać żadnymi słowami. Wstałem powoli i wolnym krokiem udałem się na miejsce gdzie leżał pierwszy w moim życiu pozyskany byk daniela, ten pierwszy i ten niezapomniany.

Gdy dotarłem na miejsce mym oczom ukazał się piękny byk w całej swojej okazałości, który leżał na lewym boku. Radość, jakiej wtedy doznałem była ogromna i nie do opisania. Chciałem zadzwonić do kogoś i podzielić się ta informacją, nagle... telefon mi dzwoni w kieszeni, kto to? pomyślałem a gdy odebrałem i usłyszałem głos Ojca miałem łzy w oczach. Nie mogłem zrozumieć jak to się stało że Tato zadzwonił do mnie pierwszy, tak jakby wiedział, jakby czuł że strzeliłem. Moje pierwsze słowa do niego brzmiały: "Tato strzeliłem byka daniela" i zaraz po tym pomyślałem, że ten telefon to chyba jakaś telepatia. Najpierw odebrałem telefoniczne gratulacje a po przyjeździe wprost z jego rąk. Tak więc pierwszą osobą, z która się podzieliłem tą informacją był mój Tato, któremu tak wiele w swoim życiu zawdzięczam, od którego tak wiele się nauczyłem, który jest moim przyjacielem i najlepszym kompanem do leśnych wędrówek.

Oto prawdziwa historia, która skończyła się niesamowitymi przeżyciami i piękną przygodą. Dla jednych być może ta historia jest niewiarygodna, dla innych szokująca, dla mnie najprawdziwsza z prawdziwych, czego dowodem jest trofeum i wydobyta na pamiątkę kula.

Darz Bór.




30-01-2011 10:57mikeszFajnie się czyta, luźno swojsko :)
D B
13-01-2011 13:36SzelestPierwsze trzy akapity bez sensu, reszta obleci.
Darz Bór
12-01-2011 22:59sympatyk321Kurcze ja myslę sobie tak: był piękny byk daniela, łania, cielak. Myśliwy przeżył chwile którym towarzyszyły ogormne emocje, zastrzelił pięknego byka, pozyskał trofeum, teraz pewnie będzie chciał więcej i więcej żeby podobne emocje przeżywać. Tylko jakoś tego pięknego byka mi szkoda, ale ja się może nie znam. mnie tam szkoda każdego zwierzęcia, a czy to daniel złpany na wnyki, czy strzelony z honorami i całą tą otoczką to zwierzęcia w łowisku nie ma.
12-01-2011 21:03ULMUSO Bracie :) ... trzyma Cię ciągle jak w termosie :)))

Opowiadanie takie jak lubię - prawdziwe, kipiące masą tego wszystkiego czego słowa nie są w stanie oddać.
Gratulacje !

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.