DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: wyżeł niemiecki19-08-2011
Przepis na kaczuchy

Sierpień – dla mnie to był jeden z najpiękniejszych miesięcy w łowisku. Zawsze niecierpliwie czekałam na ten miesiąc i na nasze wyprawy na kaczki. To były najlepsze ze wszystkich polowań. Nie było kłótni które zdarzały się na zbiorówkach czy braku organizacji. My zawsze mieliśmy swój plan, no i nie trzeba było czekać na Kolegów myśliwych, którzy lubili się spóźniać, bo Im nie zawsze chciało się ganiać za piórem… (bażantami). To były polowania najlepsze ze wszystkich – to były „nasze polowania”...

Za każdym razem to była niezwykła łowiecka przygoda, odskocznia od dnia codziennego, od szarej rzeczywistości. Wiele razy nie spałam w nocy (jak prawdziwy myśliwy), kiedy nie mogłam się już doczekać kolejnego wyjazdu w łowisko. Nam nie chodziło przecież tylko o to, by wrócić do domu z łowieckim trofeum, jak być tam znów – zobaczyć wschód słońca w kniei, posłuchać o świcie niezwykłych dźwięków przyrody czy chociażby poczuć ten dreszczyk kiedy przeszywał nas chłód sierpniowego poranka.

Wiele niezapomnianych emocji dostarczały nam również te chwile, kiedy oczekiwaliśmy na kaczki na wieczornych zlotach – ta niewiadoma, ta loteria – czy one dzisiaj akurat tutaj przylecą? A kiedy nie było kaczek mieliśmy coś jeszcze – ten magiczny blask księżyca, który odbijał się w wodnych oczkach. Nic nie mogło nam wtedy przeszkodzić w tych wyprawach na kaczki, nic nie mogło zatrzymać nas w domu, kiedy tylko zaczynał się kaczy sezon – żadna siła, jedynie tylko pogoda. Nie mogło być wówczas nic gorszego – kiedy wstajesz, jeszcze noc ciemna, chcesz już jechać, a za oknem okropna ulewa...

W ostatnich latach kaczek coraz mniej widywaliśmy w łowisku, choć przez te lata doskonale poznaliśmy ich zwyczaje. Może to ptasia grypa, drapieżniki, a może cieplejsze lata, które wysuszyły ulubione kacze oczka (ostoje) zrobiły swoje – nie wiem. Zawsze wspominaliśmy te pierwsze nasze wspólne wyprawy na kaczki i pierwsze aporty naszej wówczas młodej wyżlicy, która sprawiała nam niespodzianki – te jej porywczą pasję, którą nieraz trzeba było temperować. Ona nie potrafiła z początku odróżnić kaczki od kury czy od indyka... kazali jej przynieść – to niosła, wszystko jedno co, przecież też miało pióra!

Moje najbardziej niezapomniane przeżycie z tamtych dni – niektórym może się wydać śmieszne – to były pierwsze kaczki, które musiałam samodzielnie oskubać. Spróbujcie to sobie wyobrazić – ja wychowałam się w mieście i wcześniej nie miałam do czynienia z oporządzaniem zwierzyny. W dodatku tamte kaczki strzelone na samym początku kaczego sezonu nie były jeszcze całkiem wypierzone i dużo było z nimi roboty, ale później jaka to była satysfakcja i przyjemność, radocha dla podniebienia po ich przyrządzeniu...

Kiedy przychodziły święta lub inne uroczyste okazje (imieniny, urodziny, przyjazd kogoś z rodziny) wyciągaliśmy z zamrażarki nasze kaczuchy i po rozmrożeniu szykowaliśmy je na różne sposoby… Dzika kaczka pieczona z jabłkami czy w czerwonej kapuście i winie gościły wówczas na naszym odświętnym stole. Moim specjałem (ulubionym) była jednak dzika kaczka pieczona nadziewana rodzynkami i migdałami. Przepis na nią dawno temu znalazłam w internecie – dziś nie tak jak kiedyś, tych przepisów jest mnóstwo, i nie tylko na stronach o łowiectwie...

Szykowałam ją według tego przepisu:

◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►

Dzika kaczka nadziewana rodzynkami i migdałami

Składniki:
Kaczka,
100 g słoniny,
1 łyżka masła,
po ćwierć łyżeczki tymianku i majeranku,
szczypta jałowca,
sól,
pół szklanki gęstej śmietany,
sok z cytryny.
Nadzienie:
2 cebule,
pół łyżki masła,
wątróbka z kaczki,
2 łyżki przesianej tartej bułki,
50 g migdałów,
50 g rodzynek,
pół łyżeczki cukru,
szczypta gałki muszkatołowej,
sól,
szczypta pieprzu,
1 jajko.

Sposób przyrządzenia:
Sprawioną i umytą kaczkę natrzeć wewnątrz i z zewnątrz solą, tymiankiem, majerankiem, jałowcem, skropić sokiem z cytryny, zostawić na 2-3 godziny w chłodnym miejscu.
Przygotować nadzienie: wątróbkę drobno posiekać, migdały i rodzynki sparzyć. Migdały obrać ze skórki, posiekać. Drobno pokrojoną cebulę zeszklić na maśle, przestudzić, wymieszać z tartą bułką, wątróbką, migdałami, rodzynkami, jajkiem i solą, pieprzem, gałką i cukrem.
Nadziać kaczkę, zaszyć, ułożyć na wysmarowanej tłuszczem blasze i piec w nagrzanym piekarniku, często polewając masłem. Pod koniec pieczenia polać śmietaną.

◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►*◄►

Ta dzika kaczka, za którą trzeba się było najpierw porządnie nachodzić, ustrzelić, a potem samemu oskubać i wreszcie przyrządzić, to był prawdziwy smakołyk. Jakiś czas temu upiekłam zwykłą kaczkę kupioną w hipermarkecie według tego samego przepisu, wyszła równie smaczna, ale smakowała już zupełnie inaczej, nie tak jak ta dzika...

Przepis wszystkim, którzy polują na kaczki, polecam!




19-08-2011 12:07ULMUSdzięki ... o to chodziło :)

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.