DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: postrzałek27-06-2011
Ostatni raz

Ostatni dzień polowania na łanie, lochy. Mimo to według nauki nestora łowiectwa odstrzał tych zwierząt powinien kończyć się wraz z końcem grudnia. Niestety łowczy grzmi o niewykonane łanie, lochy wiadomo maja całoroczną ochronę. Maciej ma łańkę w odstrzale, jednakże nie bardzo ma ochotę na nią polować. Zostało 8 łań a dziś ostatni dzień... Może jednak nie wyjdą. Wiadome strzelać nie musi, ale...

Dojeżdżamy do książki, ta znajduje się u łowczego. Tego właśnie Maciej się bał, spotkania z łowczym, który gorąco prosi o strzelanie łani, jeśli nadarzy się taka możliwość. Młody myśliwy jest zły, bo jak prosił na początku sezonu o odstrzał na tego zwierza to go nie otrzymał, bo przecież strzelił byka... Zobaczymy.

Wpis na 1, niemalże same łąki, na środku niewielka kępa lasu, środkiem płynie niewielki rów, tutaj nigdy nie widzieliśmy jeleni, więc może i dziś nie wyjdą. Zgodnie z umowa, jak będą to strzelam, jak nie to trudno :). Dochodzimy na ambonę, wiatr prosto w twarz, niby dobrze, ale zwierz ewentualnie może nas wyczuć. Zasiadamy o 15-stej, a już 10 minut później na śniegu pojawia się mykita. W tym obwodzie bywają bażanty, które koło stara się wsiedlać w łowisko. Kula to na lisa nie bardzo, ale niestety, lis tego dnia nie ma szczęścia. Maciej niedawno zmienił stan cywilny a futerko dla żony będzie jak znalazł. Ma ich juz z 7, a więc niedługo będzie można już myśleć o prezencie. Strzał z nowego sztucera kończy życie rudego zwierzaka. Zostaje na krystalicznie białym śniegu. Ale cóż to, w kępie za nami jakieś trzaski... Nie wiemy co to, przed nami jest pole rzepaku, pokrywa śnieżna ma ok. 10 cm grubości, a więc raczej nie dziki, chociaż to właśnie dla nich tu jesteśmy. 60 m obok znajduje się zeszłoroczna kukurydza, a żeby na nią dojść czarnuchy musiałyby przejść przez nasze pole. A więc cóż, pokot już jest, a my czekamy na dziczki. Po ok. 20 minutach od strzału na rzepaku pojawia się byczek, młody dziesiątak w pierwszej klasie, za nim drugi, starszy, myłkus, a więc ma szczęście, że plan wykonany, za nimi kilka kolejnych i podążają ku środkowi pola. Rzepak to dla nich niezły żer w zimowy wieczór, ale nim byki chowają się za górką, na polu rzepaku, 80 m od nas pokazuje się łania z cielakiem, jest drugi i trzeci cielak, a więc będzie ich więcej, a przecież nigdy wcześniej nie widzieliśmy żadnego jelenia na tym rewirze. Po ok. 10 minutach na polu mamy 9 łań i trzy cielaki. No cóż, nie było chęci ale była umowa, łowczy przecież prosił.

Maciej składa się do strzału, naciąga przyspiesznik, jeszcze raz mierzy i strzela. Całe towarzystwo rusza z powrotem w las. O dziwo byki również wracają mimo iż huk odbiegał od lasu. Na bielutkim śniegu zostaje łania. Maciej jakoś nie cieszy się z tak udanego dnia. Nawet zastanawia się, czy jeszcze nie poczekać na dzika, ale stara nauka jego wprowadzającego mówiła, ze jelenie i dziki niechętnie się spotykają, a przecież za nami jest bardzo mała kępa lasu. W pierwszej kolejności Maciej podnosi lisa, całe szczęście kula nie uszkodziła zbytnio futerka, a więc do czegoś się nada. Teraz przyszła kolej na patroszenie jelenia. Kiedy się do niego zbliżamy Maciej staje się jakiś nerwowy, cały posmutniał. Zapytałem, co się stało, odpowiedział że jeszcze nic.

Maciej rozpoczął patroszenie, wycięty odbyt, grdyka, rozciął brzuch i stało się najgorsze. W oczach myśliwego pojawiły się łzy, a ja dokończyłem patroszenie. Ze środka brzucha wyciągnąłem płód, to tego fryc obawiał się jak najbardziej. Teraz już nic się nie liczy. Pakujemy zwierza do samochodu i odjeżdżamy.

Przy wpisywaniu wyników polowania ponownie zaczepia nas łowczy, który jest bardzo zadowolony ze strzelonej łani. Ale tu nie ma miejsca na radość. Maciej opowiada o zaistniałej sytuacji łowczemu i kończy się wszystko. Maciej stwierdza tylko, że nigdy więcej. Jednak pan Mieczysław miał racje. Żal młodego myśliwego i jednocześnie ostra lekcja kończy ciężki dzień z życia łowieckiego kolegi Macieja. Szkoda, że za jednym strzałem myśliwy kończy życie dwóch istot. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca, jednak nie popełnia błędów ten, kto nic nie robi...




29-09-2011 21:38Manek67Z całym szacunkiem, dla szacunku zasad tego forum: Megaton jesteś książkowym przykładem "mundralińskiego mądrali", nie chciałbym nigdy z tobą zapolować, ale jeżeli już, to zapoluję na twoją wątpliwą inteligencję :-P
11-08-2011 16:15postrzałekmegaton to jest spowiedź z nadzieją na rozgrzeszenie ale tylko i wyłącznie twoje...:/
06-07-2011 20:07megatonCzy to wspomnienia czy spowiedź z nadzieją na rozgrzeszenie?
29-06-2011 10:36AdrianoooTaka łania czy 30-35kg przelatek z identyczną "niespodzianką" skutecznie zabiera chęci do polowania na długi czas. Ostatnie zdanie jest życiową prawdą, choć marne to pocieszenie. Opowiadania gratuluję, zgrabnie napisane. DB
27-06-2011 14:33R.D.Smutne, te dwa tygodnie wczesniej płodu by pewnie nie było...
jakie to szczęście, że lisów się nie patroszy, szczenną liszkę można zostawić na polu i nie ma takich rozterek.
Uwielbiam egzaltację w każdej postaci.

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.