DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: madma23-12-2005
Do czego służy statyw fotograficzny

Poniedziałkowy poranek przywitał nas pięknym, świeżym śniegiem. W pracy czas się dłużył szczególnie, kiedy niebo stawało się bezchmurne i naszła mnie myśl ruszenia do łowiska. Ok. 15.00 zagadnąłem Dugasa - może wyskoczymy wieczorem na dziki?
Nie trzeba było namawiać. Zapalony do wspólnych wypadów na polowania, autor m.in. pięknej fotki „strzał do dzika” /w galerii/ spytał; o której jedziemy?

W łowisku byliśmy ok. 20.00. Wybór miejsca, zapis w książce i… na ambonę pod lasem przy przykrytym śniegiem ściernisku po kukurydzy, której dziki „zżarły" nam na kwotę ok. 10.000 złotych. W pobliże ambony jednak dojechać się nie dało. Zaspy, które potworzył wiejący wiaterek spowodowały ugrzęźnięcie samochodu tuż za domostwami Prądów. Musieliśmy się wycofać, zmienić lekko plany i utartą drogą dotrzeć do sąsiedniej ambony. Tu czekała nas jednak przykra niespodzianka. Drabina ambony nie nadawała się do wejścia i tak, przez pola doszliśmy do wcześniej ustalonej ambony. „Jak tu coś strzelę, czeka nas forsowne ciągnięcie” powiedziałem - ale Dugas - przypominając sobie moje opowieści, jakby moimi słowami odpowiedział; martwić będziemy się później! Usiedliśmy. W ruch poszedł sprzęt fotograficzny, na którym zostały utrwalone sceny z pięknej, księżycowej nocy. Ustaliliśmy, że siedzimy do 21.30, bo rano trzeba być w pracy.

Dziki się nie pokazywały, jelenie też jakby zaspały, robiło się nam zimno. Ostatni rzut okiem przez lornetkę i….są!
Cztery sztuki buchtowały w pobliżu ambony, na której mieliśmy siedzieć. Przez pół godziny obserwowaliśmy je spokojnie żerujące, zimno połączone z emocjami dawały się we znaki. Nie decydowałem się na pochód, bo nie miałem pastorału, a dziki były na otwartym polu. Dziesięć minut później zdecydowaliśmy się zejść – trudno, wystarczy, że pooglądaliśmy. Pakujemy sprzęt, na zakończenie jeszcze raz do lornetki a tu… dziki ruszyły w naszym kierunku! Najpierw powoli, wsadzając co parę kroków gwizd w śnieg, po chwili „świńskim truchtem” wprost na nas. Emocje w tym momencie rosły strasznie. Przygotowałem się do strzału, są na 50 metrów! Nagle dostały wiatru i stanęły! Przyspiesznik, huk, dzik zostaje w ogniu. Teraz dopiero ogarnęła mnie „trzęsiawka”. Zimno w połączeniu z emocjami trzęsie jak w febrze - poczułem, że nie tylko mnie…

Zeszliśmy, warchlak na szczęście nie okazał się ciężki do ciągnięcia i ruszyliśmy w kierunku samochodu swoimi śladami. Przystawaliśmy co kilkadziesiąt kroków i podczas takiego kolejnego krótkiego odpoczynku, w pobliżu ambony, na której mieliśmy wcześniej zamiar usiąść zobaczyłem spokojnie buchtującą watahę – to locha z siedmioma warchlakami. Małe baraszkowały w śniegu, locha trzymała się skraju lasu. Widok piękny, na przemian podziwiany przez nas przez lornetkę. „Możesz strzelać?” spytał Dugas. Mogę, ale nie mam pastorału, a z wolnej ręki trochę za daleko. „Mam myśl - rzekł po chwili – rozłożę… statyw, będzie łatwiej. Statyw stanął, oparłem broń długo mierząc i wybierając pomiędzy ruchliwymi warchlakami, wreszcie skrajny, ustawiony na blat znalazł coś w śniegu. Przyspiesznik, huk, świst kuli i wyraźne uderzenie. Leży…

Tak to na rozkładzie znalazły się dwa warchlaki. W domu byliśmy o pierwszej, zmęczeni i pełni wrażeń…
Dugas, dzięki za pomoc i fotki.
Darz Bór





Brak komentarzy do tego opowiadania

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.