DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: CYJANEK26-12-2005
KWADRUPLET ?

Pięknie ubrana choinka mieni się w pokoju. Gwar, wspaniałe zapachy, pełny łakoci stół......... jednym słowem pierwszy dzień Świąt. Rodzinka w komplecie. Czas spędzamy przy stole z króciutkimi przerwami na obejrzenie ciekawego programu w TV. Brzuchy są na granicy wytrzymałości.

Co chwila dyskretnie wyglądam za okno. W świetle ulicznej lampy widzę drobne płatki śniegu. Na termometrze minus pięć. Zapowiada się nieźle, pomyślałem. Głośny dzwonek telefonu wyrywa mnie z zadumy. Odbiorę! Na pewno do mnie. Nie mylę się; w słuchawce głos Macieja
- Oczywiście jutro jesteś. Nie po to uchwaliliśmy polowanie w drugi dzień Świąt abyś obrastał w sadło!
- Będę, będę powiedziałem cichutko i odłożyłem słuchawkę.

- Kto dzwonił? - usłyszałem zza pleców. Odwróciłem się gwałtownie stając oko w oko z teściową.
- Kolega z mojego koła łowieckiego odparłem cicho - opuszczając oczy pod wpływem świdrującego wzroku.
- Chyba się jutro nigdzie nie wybierasz?!
- Ależ skąd mamusiu. Wyskoczę jedynie na pół godzinki zawieźć siano do paśnika i złożyć życzenia kolegom po strzelbie. Zanim wstaniecie z łóżek będę z powrotem i wspólnie zjemy świąteczne śniadanie.
- No to dobrze, odparła udobruchana.

Raniutko wstałem na palcach, aby nikogo nie obudzić. Kawa, kniejówka w rękę, w kieszeń kilka naboi i na ....... paluszkach do garażu. Po kilku minutach byłem już w lesie.

Pięknie!, cudownie!, wspaniale !!, tylko takie myśli przelatują przez łepetynę. Otaczała mnie zaśnieżona knieja mieniąca się w słońcu i kontrastująca z błękitem nieba. Jechałem leśnymi liniami wypatrując świeżych tropów, kierując się jednocześnie na miejsce zbiórki. „Obrazek” .... w to miejsce każdy z naszych myśliwych trafi bez trudu nawet po omacku w środku nocy. Miejsce owiane legendą. Wiele lat temu młoda dziewczyna szła przez las z ciastem weselnym. W tym miejscu znikła. Na pamiątkę ktoś przybił do wiekowego dębu święty obrazek. Często pojawiają się kwiaty. Kto je przynosi? To jedna z wielu tajemnic naszego łowiska.

Jestem już blisko. Z oddali widzę samochód Marka. Przyjeżdżam jednocześnie z Adrianem, Maciejem i Maćkiem. Bez słowa każdy z nas wyciąga przygotowane wcześniej smakołyki. Układamy je na przyczepie wypełnionej pachnącym sianem. Wesoło błyska ognisko. Czekamy jeszcze na Jasia, który obiecał, że przyjedzie saniami ciągniętymi przez parę koni. Niestety, nie przyjechał. Rozpoczynają się „łowy”. Opowiadaniom nie ma końca. Jedynie Maciej nie odzywa się i przestępuje z nogi na nogę. W końcu nie wytrzymuje. „Wy tu sobie polujcie, a ja się rozejrzę.” Wsiadł w „Jeepka”, którego pieszczotliwie tak nazywał i pojechał.

Szybko zapomnieliśmy o nim wracając do całorocznych wspomnień. Jednakże po godzinie wraca podekscytowany. „W sąsiednim oddziale jest spora wataszka dzików, gdy je zachodziłem zaczęły przesuwać się w waszym kierunku!” Wyszedłem z Maćkiem na linię oddziałową. W tym momencie zobaczyliśmy watachę dzików przechodzącą do sąsiedniego oddziału. Niewielki warchlak z numerem trzynastym zamykał peleton.
Szybka decyzja. Obstawimy w trójkę niewielki miot a Maciej i Marek z pieskami i prawem strzału wchodzą do środka. Moje stanowisko jest na samym końcu starego, nieczynnego torowiska. Z prawej strony w oddali stoi Maciek, a za nim Adrian. Gruba okiść tłumi wszelkie odgłosy. Otoczyła mnie całkowita cisza. Z zadumy wyrwał mnie głuchy strzał. Ścisnąłem w rękach kniejówkę i próbowałem przebić wzrokiem znajdujący się przede mną młodnik.

Zagrały psy, jakby bliżej mnie i zaraz padł drugi strzał. W tym momencie usłyszałem łamanie chrustu i czterdzieści metrów po lewej stronie na torowisko wyjechał „tramwaj” dzików. Prowadziła duża locha a za nią sypały się przelatki wymieszane z „warchołkami”. Szybki skład. Złapałem w lunecie przelatka, korekta i strzał. Dzik nie zaznaczył. Breneką „pociągnąłem” do ostatniego warchlaka. Również bez efektu. Cholera, ale ze mnie „pudlarz” ! pomyślałem i stanąłem bezradnie. Oczyma wyobraźni widzę uśmiechnięte miny kolegów i ironiczne słowa pocieszenia. W tym momencie kątem oka widzę dorodnego przelatka zbliżającego się do linii z mojej prawej strony. Szybko łamię broń i zdążam jedynie wrzucić kulę. Dzik jest już na linii. W lunecie widzę, że cały bok ma z farby. Grot na gwizd i ciągnę za spust. Roluje w ogniu. Dobra jest, honor uratowany! W końcu każdemu zdarza się spudłować. Podchodzę do strzelonego dzika. Dobrze ulokowana za uchem kula zakończyła bezboleśnie jego żywot.

Podchodzą Adrian z Maćkiem. Krótkie gratulacje i idziemy w miejsce strzelanych pierwszych dzików. Na nieskazitelnie białej tafli śniegu znajdujemy kropelkę farby wielkości główki szpilki. Jednak po paru metrach leży warchlak. Dublet! W tym czasie przychodzi do nas Maciej z psiakiem. Strzelił w miocie warchlaka i postrzelił przelatka. Pokazujemy mu go. Naprzeciw nas w młodniku odzywa się pies. Wyraźnie trzyma zwierza! Zostawiam kolegów i podchodzę. Pod świerkiem stoi mocno postrzelony dzik. Dostrzeliwuję go uważając, aby nie zrobić krzywdy psu. Tryplet! Koledzy kręcą głowami. Takiego wyniku polowania nikt nawet w najśmielszych myślach się nie spodziewał. Wyciągamy wszystkie dziki na linię. Analizujemy sytuację. Niepokoi nas jeszcze farba za warchlakiem strzelonym po lewej stronie. Koledzy biorą się do patroszenia, a ja z Adrianem idziemy sprawdzić jeszcze raz to miejsce. Rzeczywiście, są krople farby wskazujące kierunek przeciwny do miejsca dostrzelonego dzika. Po pięćdziesięciu metrach leży ! Warchlak strzelony breneką na wysoką komorę. Czyżby to był kwadruplet!?.

Układamy pokot. Patrzę na pięć dzików leżących w rzędzie.
- Coś się tak zasmucił - pyta Marek.
- Nie! Cieszę się - skłamałem, bo jednak jakaś „zadra” siedziała we mnie. Gdybym znał efekt końcowy z pewnością nie ciągnąłbym tyle razy za spust.
A potem......... rozwieźliśmy siano do paśników, zważyliśmy dziki, wypisali protokoły i ........do domu!
Wracałem przez las. Śnieg zrobił się niebieski, gdyż słońce schowało się za drzewami. Zaparkowałem samochód pod domem. W domu panowała już poświąteczna cisza. Rodzinka rozjechała się w swoje strony.
- Mieliśmy piękne polowanie ... powiedziałem do wychodzącej żony,.....mam fajnego dziczka.
- Domyślam się, powiedziała patrząc wymownie na zegarek.




25-01-2009 23:58KociskoObrazek???? Tam Kola na mnie czekał. Może nie warto dociekać kto te kwiaty przynosi?????????? Są takie miejsca których spokuju nie warto zakłócać........
I niech tak zostanie.
26-08-2008 00:44Simex96Gratulacje!;)
I nie ma się co smucić to "tylko" dziki;)
Darz bór
27-12-2005 18:37SzymonPiotrze.Moje gratulacje.
DB. Szymon

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.