DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Stanisław Pawluk02-07-2007
HISTORIA PEWNEGO POLOWANIA

Bywa, że palec zagięty zbyt wcześnie skutkuje przygodą łowiecką, której żaden z myśliwych na swym koncie zapisać by nie chciał. Rzecznik dyscyplinarny, sąd łowiecki i dalsze nieprzyjemności, to konsekwencje surowe do zdarzeń, które miały miejsce z KŁ nr 18 „Ponowa” w Białej Podlaskiej.

Dwaj koledzy korzystając z faktu, iż plan dzików na jednym z pobliskich łowisk nie został mimo kończącego się sezonu wykonany, jeździli wspólnie na łowy. Jedynie jeden z nich, Arkadiusz P. miał ze sobą broń, a drugi, Marian Tadeusz P. posiadał odstrzał, którego termin ważności wygasł i dlatego bez broni asystował tylko swemu koledze, ale do książki wyjść wpisywali się obaj.

Wracając tego feralnego styczniowego dnia, po zakończeniu siedzenia na ambonie, udali się „wypisać” w książce ewidencji, gdy niespodziewanie na głębokim śniegu zauważyli dwa dziki. Arkadiusz P. szybko opuścił samochód i pobiegł, aby przeciąć dzikom drogę. Znajdując się w odległości ok. 130 m od samochodu oddał dwa strzały w kierunku dzików. Jeden dzik padł. Po dojściu do leżącego dzika stwierdzili, że jest to locha. Obaj bardzo się zdenerwowali, a najbardziej Arkadiusz P. od którego celnego strzału locha padła. Na domiar złego żaden z nich nie posiadał noża. Zapakowali więc dzika do samochodu udali się w kierunku Białej Podlaskiej. Po drodze pożyczyli nóż i wjechali do lasu, gdzie po wypatroszeniu dzika powiesili go na drzewie dla schłodzenia, chroniąc tusze, żeby nie dostały się do niej lisy. Postanowili, że Arkadiusz P. odwiezie towarzyszącego mu Mariana Tomasza P. do domu, a następnie zajmie się odstawieniem dzika do skupu. Marian Tadeusz P. - jak wykazuje przebieg rozprawy przed OSŁ w Białej Podlaskiej - od dawna był na oku prezesa koła Ryszarda Mączyńskiego, który żywił do niego osobiste urazy. Dlatego obaj myśliwi nie chcieli, aby obecność na pechowym polowaniu wykorzystana była przeciwko – jak twierdzą – niewinnemu Marianowi Tadeuszowi P. Ustalili więc, że Arkadiusz P. sam zawiezie dzika do skupu, a na drugi dzień rano zgłosi pozyskanie prezesowi.

Prezes KŁ nr 18 „Ponowa” Ryszard Mączyński, informację o wydarzeniu w łowisku otrzymał natychmiast od łowczego Andrzeja Skutnickiego. Andrzej Skutnicki twierdzi, że został poinformowany przez anonimowego informatora, iż dwu myśliwych zastrzeliło dzika i bez patroszenia wrzucili go do samochodu. Prezes R. Mączyński i łowczy Andrzej Skutnicki natychmiast podjęli działania śledcze. Obaj udali się do miejsca zamieszkania Arkadiusza P., gdzie na stojącym pod blokiem samochodzie stwierdzili ślady farby. Wywołany z domu Arkadiusz P. przyznał się do zastrzelenia lochy, którą odstawił do skupu z wagą 92 kg.

Prezes R. Mączyński złożył obu propozycję nie do odrzucenia: mają natychmiast złożyć podania o zwolnienie z koła, jeśli nie to on zadzwoni na policję i do rzecznika.
"Napiszecie podania sprawa zostaje w kole" - obiecał prezes.
Nalegania te były ponawiane wielokrotnie, a prezes argumentował, że obaj wylecą z PZŁ, ale „po zwolnieniu się z koła”, sprawy nie będzie. Straszeni strasznymi konsekwencjami prokuratorsko-rzecznikowymi, obaj w końcu jednozdaniowe prośby o skreślenie na kolanie napisali. Na rozprawie przed sądem łowieckim prezes potwierdza taki przebieg wydarzeń oraz fakt, że obiecywał, iż nie doniesie do organów ścigania. Mimo to, R. Mączyński powiadomił ORD i organy ścigania.

Rzecznik dyscyplinarny Waldemar Szpiler obwinił Arkadiusza P. "o to, że: w dniu 30.01.2007r. polując w obwodzie łowieckim nr 36 w uroczysku Dąbrówka KŁ nr 18 "Ponowa" w Białej Podlaskiej pozyskał lochę w okresie ochronnym ,a następnie wspólnie z Marianem Tadeuszem P. starał się ten fakt ukryć nie odpisując go w "Książce ewidencji pobytu myśliwych na polowaniu indywidualnym" oraz mylnie udzielając informacji Prezesowi Koła co do efektu polowania tj. o popełnienie przewinienia łowieckiego z art. 42b ust 1 "Prawa Łowieckiego""

Art. 42 ust 1 mówi: "Polowanie może być wykonywane za zgodą dzierżawcy lub zarządcy obwodu łowieckiego". Arkadiusz P. posiadał ważne pozwolenie tzw. "odstrzał" i zapisany był do książki ewidencji. Polował więc legalnie. W tym przypadku bardziej adekwatnym wydaje się być art. 53 pkt 3 stwierdzający: "Kto: (....) poluje w czasie ochronnym, (....) - podlega karze pozbawienia wolności do lat 5.

Sądy Łowieckie nie mogą rozpatrywać naruszeń prawa zagrożonych przepisami karnymi. Do osądzania takich wykroczeń upoważnione są jedynie sądy powszechne. Aktualnie z doniesienia złożonego przez prezesa koła trwa postępowanie policyjne i przesłuchiwani są świadkowie. Wkrótce należy się spodziewać zakończenia dochodzenia.

ORD Waldemar Szpiler postawił także zarzut obwiniający Mariana Tadeusza P. o treści następującej: ...„obwinionego o to, że w dniach 20.01.2007r. i 30.01.2007r. polował w obwodzie łowieckim nr 36 KŁ nr 18 „Ponowa” w Białej Podlaskiej, pomógł Koledze Arkadiuszowi P. w ukryciu faktu pozyskania lochy tj. o popełnienie przewinienia łowieckiego z art. 42 ust 2 i 8 oraz art. 42b ust 1 Prawa Łowieckiego"... oraz ..."w dniach 08.01.2007r., 24.01.2007r., 26.01.2007r. i 28.01.2007r. polował w obwodzie łowieckim nr 15 nie posiadając uprawnień do polowania tj. o popełnienie przewinienia łowieckiego z art. 42 ust 2 i 8 Prawa Łowieckiego”...

W aktach sprawy brak jest jakichkolwiek dowodów na to, aby Marian Tadeusz P. we wskazanych datach przebywał w łowisku z bronią. Żaden ze świadków w tym strażnik łowiecki, który na zlecenie telefoniczne Arkadiusza P. dokonywał wpisów do książki ewidencji na polowaniach indywidualnych nie stwierdził, aby obwiniony posiadał w tym czasie broń ze sobą. Arkadiusz P. potwierdza zeznania towarzysza łowów, że Marian Tadeusz P. nigdy nie zabierał ze sobą broni. Obaj zgodnie twierdzą, że zapisywania nie polującego kolegi dokonywali w obawie przed szykanami prezesa, który od dawna szukał na niego „haków”.

Na rozprawie zarówno prezes jak i łowczy zeznają, iż nie było żadnych powodów, dla których odmówiono by przedłużenia ważności „odstrzału” Marianowi Tadeuszowi P. Łowczy Andrzej Skutnicki wręcz stwierdził, że gdyby kol. Marian zgłosił się do niego bez problemów przedłużyłby mu ważność odstrzału, gdyż była to zwykła formalność i nie było w kole praktyki, aby komuś odmówiono tej rutynowej jego zdaniem czynności.

Orzeczeniem z dnia 30 maja 2007 Okręgowy Sąd Łowiecki w Białej Podlaskiej w składzie: Jan Sroka - przewodniczacy, Lech Santus i Krzysztof Wojdanowski uznał obu obwinionych winnymi zarzucanych im czynów i orzekł następujące kary:

Arkadiusza P. ukarał karą zasadniczą zawieszeniem w prawach członka Zrzeszenia na okres 3 lat oraz karą dodatkową, ogłoszenie prawomocnego orzeczenia w miesięczniku „Łowiec Polski” na koszt ukaranego i zwrot kosztów postępowania na rzecz ZO PZŁ w kwocie 96,15 zł.

Mariana Tadeusza P. ukarał zawieszeniem w prawach członka Zrzeszenia na okres 2 lat.

Na podstawie mojej relacji przebiegu wydarzeń, Kierownik Działu Organizacyjno-Prawnego Zarządu Głównego PZŁ Marek Duszyński wyraża watpliwość, co do prawidłowości wskazania naruszonych przepisów prawa łowieckiego. Zastrzega się jednak, że swoje zdanie powinien wypowiedzieć po obejrzeniu akt sprawy. Przyjmując, iż moja relacja właściwie oddaje stan rzeczy kusi się o opinię, że udział w przewinieniu Marka Tadeusza P. został potraktowany nieproporcjonalnie czyli zbyt surowo.


PS
Niedawno opisywaliśmy polowanie zbiorowe z naganką na dziki, jakie urządzili sobie członkowie super elitarnego Lubelskiego Towarzystwa Prawidłowego Myślistwa KŁ nr 9 w Lublinie, na którym w lutym strzelono trzy dziki. Główny Sąd Łowiecki potraktował obwinionych naganą. Odpowiedź na pytanie, czy kary w obydwu zdarzeniach są porównywalne pozostawiam czytelnikom.

Relację i wynik z rozprawy odwoławczej jaka winna się odbyć z wniosku Mariana Tadeusza P. który nie zgodził się z orzeczeniem I instancji i złożył odwołanie, przekażemy naszym czytelnikom.





20-07-2007 18:51 czarny1 Mam to samo u siebie w KŁ z największego nieroba zrobił się wielki prezes co swe doświadczenia zdobył na PEGEERACH i w ten sam sposób chce roz....ć nasze koło kryje tych co popełniają przestępstwa a tych co je wykrywają karze bo on i jego świta to ludki nie do tknięcia: jeszcze tkwi w tym błędzie, ale to już nie długo
06-07-2007 13:17 łowiec33 Kolega Prezes traktuje Koło jak prywatny folwark. Odznaczenia dostają myśliwi, którzy z racji swojej kariery kłusowniczej powinni dawno opuścić Polski Związek Łowiecki.
04-07-2007 23:28 FraM Prezes R. Mączyński powinien zrezygnować ze swojej funkcji w zarządzie koła .Szkoda , że tacy ludzie sprawują funkcje w organach kół .Przynoszą wstyd naszej organizacji i jej szkodzą . Ciekaw jestem czy prezes też chciałby zamieść pod dywan zranienie lub zastrzelenie człowieka ? Prywata , układy i układziki panoszą się w PZŁ .
03-07-2007 17:13 gekon Artykuł oddaje sedno sprawy. Prezes Mączyński jest zapatrzony w Sacharuka jak w gwiazdę. Czasem go nienawidzi, jak choćby za oddanie stanowiska łowczego okręgowego Laszukowi, ale generalnie jest urzeczony zamordyzmem uprawianym przez prezesa koła 63. Chciałby też próbować wyrzucać myśliwych u siebie w kole i jest bardzo zaskoczony, oczywiście niemile, że to nie takie łatwe.Przeżywa z tego powodu frustrację. Chciał pozbyć się myśliwych z koła metodą szantażu, udało się połowicznie, dlaczego nie spróbować w OSŁ? Trzeba było tylko metodą Antka poprosić o pomoc spolegliwego Szpilera-rzecznika dyscyplinarnego i "przekonać" o swoich racjach skład orzekający. A teraz pławić się z rozkoszą w zwycięstwie! No może jeszcze zbyt wcześnie, ale efekt propagandowy jest. Można się chwalić przed Antkiem Sacharukiem, bo ten ostatnio zbiera same cięgi, a końca jeszcze nie widać. Zapomnieli tylko obaj że odbywa się to wszystko kosztem myśliwych, w atmosferze skandalu i łamania prawa, ale za to przychylności łowczego okręgowego Laszuka i przewodniczącego ORŁ Kompy. Biada nam myśliwym że mamy takich prezesów, rzeczników i sądy.
03-07-2007 15:31 MariuszG Mam pewne wątpliwości do przebiegu zdarzeń przedstawionego w felietonie. Nie lubię ukrywania faktów a takie miało miejsce. Może w dobrej wierze ale... Na pewno nie będę zatem wypowiadał się o winie czy nie winie i wielkości kary. Na pewno jednak męczy mnie rozbieżność kar, jakie serwują Sądy Łowieckie. W tym przypadku kara jest bliska tej za przypadkowe pozbawienie życia człowieka. Myślę, że przyczyna jest prosta: okres transformacji, który w PZŁ przebiega wyjątkowo powoli.
02-07-2007 23:00 selekcjonerXXL Tych myśliwych sąd skazał na surowe kary za zabicie lochy w okresie ochronnym, domyślam się, że za strzał do nierozpoznanego celu /jednego/ i współudział /drugiego/.
Fenek sugeruje, że rozmaiar kary jest odwrotnie proporcjonalny do szerokości "pleców", inaczej stopnia udziału w śmierdzącym układzie towarzyskim okręgu bialskiego. Dodam, że wobec strategii strusia prezentowanej przez prezesa ORŁ, za tzw. "pysk" wystraszoną resztę próbuje trzymac, bo innej metody na zdobycie autorytetu nie zna, słynny już S. z trzema innymi członkami ORŁ, których wspomaga lojalny tylko wobec specgrupy łowczy okręgowy i jeden zarozumiały członek ZO, który mówi o sobie, że może wszystko. /do czasu towarzyszu/.
Cuda dzieją się wokól sprawy o skłusowanie!! i kradzież, a nie pomyłkę, jak tu, dzika w kole 63 "Dąbrowa". Po stronie oskarżonego stoi jak opoka prezes S. i wielki brat, przewodniczący KR. Zrobia chyba wszystko, aby sprawę zagmatwać i uratować swego człowieka, wbrew myśliwym z koła,którzy go przyłapali i którzy doskonale znają braci Ż. Już udało się sprawę odroczyć. Mam nadzieję, że kolejne rozprawy będą "monitorowane" przez łowiecki. Bo o naciskach na sędziów już w okręgu wszyscy wiedzą, bo sami sędziowie o tym mówią. Więcej w o tym wie jeden bardziej znany forumowicz, lecz mówi, że ma to wszystko w d... To co się tutaj ostatnio dzieje, w tym okręgu przypomina coraz bardziej cuchnące bajoro. Niestety. DB
02-07-2007 14:51 fenek W tym kole w ubiegłyum roku duża grupa myśliwych i strażników leśnych, w czasie rutynowego przeszukiwania obwodu pod kątem kłusownictwa natrafiła na śniegu na ślady skłusowania jelenia. Po śladach dotarli do położonej na skraju lasu willi jednego z prominentnych członków koła, przewodniczącego komisji rewizyjnej koła. Tam po zawiadomieniu dodatkowo prezesa koła dokonano oględzin podzielonej już tuszy byka ukrytej w garażu. Sam prominent, lokalny działacz partyjny przyznał się w obecności prezesa do czynu i zaproponował podobno ustąpienie z funkcji w kole. Świadkowie, myśliwi w okręgu i sam prezes mówili głośno o kłusownictwie, złodziejstwie, wstydzie i pewnym wykluczeniu z PZŁ. Do czasu. Niedługo potem sprawa przestała być taka oczywista, jeleń robił się coraz mniej ważny, a strzelec przeciwnie. W końcu prominent przestał być przewodniczącym, a sprawa zawędrowała pod dywan.
Morał? Jest morał dla ukaranych. Trzeba się było wcześniej zapisać do partii lub wcześniej zbierać haki na prezesa.
Poważnie jednak pisząc nie ma mowy o sprawiedliwości, kiedy czyny ocenia się wybiórczo, w zależności od szerokości "pleców". DB
02-07-2007 14:39 Deer35 To co się dzieje w naszym związku to już przechodzi w horror.Na temat działalności sądów i rzeczników dyscyplinarnych powiedziano już wiele co daje efekt walenia głową o mur. Nic nie dociera do decydentów tak jakby byli przykuci do foteli a w zimie do kaloryferów.Do czego to doprowadzi nie trudno zgadnąć. Skarga na RD przez myśliwego do prezesa sądu
skutkuje tym, że myśliwy nie jest stroną w zgłoszonym wcześniej przez tego myśliwego przestępstwie łowieckim.Łamanie prawa łowieckiego a zgłoszone do RD jest gładko pomijane i cedowane na ZK bo to on powinien takie sprawy rozpatrywać.Opisane zdarzenie
jasno wskazuje, że i tutaj mamy daleko posunięte kolesiostwo i prywatę.Juz za samą próbę szantażu przez członków zarządu powinni odpowiadać przed organami do tego powołanymi. No bo jak to inaczej nazwać,,że jak napiszą podanie o zwolnienie z koła to sprawy nie ma”
To już zaczyna być straszne.
02-07-2007 13:23 niedzwiedz30 Jeżeli przyjąć taką wersję wydarzeń jaka została przedstawiona w artykule to pozostaje mi tylko stwierdzić że kumoterstwo i układziki nadal istnieją. Pozdrawiam

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.