DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Janusz Kibic19-02-2009
Jak dobro w Łomży, ze złem walczyło, cz.VII

Aktywność Wiesława Szlońskiego, prezesa OSŁ w Łomży w walce ze złem nie ustawała. Wprawdzie nie udało mu się jeszcze, pomimo pomocy ORD w Łomży Wiesława Bagana i całego aparatu sądownictwa dyscyplinarnego, ukarać swoich dwóch kolegów z koła, to jednak nie zasypiał gruszek w popiele. Dnia 5 grudnia 2007 r. sporządził pismo do ZO PZŁ w Łomży, w którym wniósł o uchylenie uchwały NWZ członków KŁ "Orlik" z dnia 8 maja 2005 r., czyli podjętej 2,5 roku wcześniej, w sprawie wyboru Marka Lisa, łowczego koła, na delegata na Okręgowy Zjazd PZŁ w Łomży. Aż niewiarygodnym jest, że dobro tak długo mogło tolerować zło w swoim kole, ale w końcu sekretarz tego koła postanowił zrzucić z siebie ten ciężar i udowodnić, że łowczy nie został prawidłowo wybrany. Zwrócił się więc do ZO PZŁ w Łomży o uchylenie uchwały NWZ KŁ "Orlik", a w konsekwencji wykluczenia Marka Lisa z ORŁ, do której wybrali go delegaci podczas Okręgowego Zjazdu Delegatów. Oczywiście zupełnie przypadkiem łowczy koła i delegat na zjazd, wybrany na nim do ORŁ w Łomży, był tym, którego wcześniej Wiesław Szloński bezpodstawnie oskarżył o strzelenie 11 grudnia 2005 r. dzika w innym rejonie, niż ten był zapisany. W ten sposób, na 6 dni przed rozprawą w GSŁ, która miała przypieczętować orzeczenie zawieszenia w PZŁ na 18 miesięcy Marka Lisa, zabezpieczył się na wypadek, gdyby rozstrzygnięcie, które miało tam zapaść było niekorzystne dla jego oskarżeń. I miał rację, bo odwołanie Marka Lisa zostało przez GSŁ uwzględnione.

W swoim piśmie do ZO PZŁ w Łomży, Wiesław Szloński podniósł, że o WZ, na którym wybierany miał być delegat na zjazd okręgowy, wiedziało tylko 17, z 25 członków koła, bo poinformowano ich podczas zebrania 10 kwietnia 2005 r., a pozostałych 8 członków o NWZ nie poinformowano. Nie napisał już, że to on był sekretarzem w kole i do jego obowiązków należało zawiadomienie członków koła o zwołaniu WZ. Nie napisał również o tym, bo może zapomniał, a może liczył, że zapomnieli inni członkowie koła, że w dniu 21 kwietnia 2005 roku, jako sekretarz w KŁ "Orlik" sporządził notatkę następującej treści:

...."Po przeanalizowaniu listy członków koła łowieckiego "ORLIK", w sprawie zawiadomienia ich o terminie zebrania w dniach 8.05.05, - stwierdziłem iż wszyscy obecni w kraju członkowie zostali o tym terminie poinformowani na zebraniu w dniu 10.04.05 oraz kol. Lis - poinformował kol. (...), kol. (...) - kol. (...), kol. (...) - kol. (...)"...
Czyli przed zebraniem, które miało wybrać delegata na zjazd okręgowy, stwierdził, że wszyscy byli poinformowani, a w 2,5 roku później oświadczył się wobec Zarządu Okręgowego, że absolutnie nie i nie wszyscy członkowie koła o NWZ byli poinformowani.

W w/w piśmie do ZO PZŁ w Łomży wysunął również drugi zarzut, że podczas wyborów delegatów na zjazd okręgowy nie było kworum, bo głosowało tylko 10 członków na 25 członków koła, a więc uchwała o wyborze była nieważna. Zapomniał widać w swoim zacietrzewieniu, że w roku 2005 nie obowiązywał jeszcze obecny Statut PZŁ, który bezwzględnie wymaga, żeby w każdym walnym zgromadzeniu brało udział co najmniej 50% członków koła. Do końca 2005 r. koła łowieckie miały swoje własne statuty, w większości wzorowane na tzw. statucie ramowym, który w art.34 przewidywał możliwość obradowania w II terminie, kiedy to wymóg kworum już nie obowiązywał. Tak właśnie było w KŁ "Orlik" i dlatego wybór dokonany przez 10 członków wystarczał, bo NWZ odbywało się właśnie w tym II terminie i Marka Lisa wybrano 9 głosami, przy jednym głosie nieważnym.

Zarząd Okręgowy nie mógł oczywiście stawać po stronie zła i podjął 27 lutego 2008 r. uchwałę dot. WZ KŁ "Orlik", uchylając uchwałę o wyborze Marka Lisa na delegata na okręgowy zjazd delegatów. Kolejny już raz ZO w Łomży, pod przewodnictwem Jerzego Włostowskiego nie odmówił Wiesławowi Szlońskiego i jego dęte zarzuty zaakceptował. Pomimo tego Marek Lis jest dalej członkiem ORŁ, a nawet jest v-ce przewodniczącym tej rady, bo nie wiadomo jak tu wzruszyć uchwałę okręgowego zjazdu delegatów, o wyborze członków ORŁ.

Wiesław Szloński jednak tym się nie zraził. W trzy dni po doniesieniu do ZO PZŁ o czym wyżej, skierował do Okręgowego Rzecznika Dyscyplinarnego w Łomży, swojego kompana w gnębieniu kolegów z zarządu KŁ "Orlik", kolejne zawiadomienie o przewinieniu łowieckim oskarżając Marka Lisa i Zygmunta Wiktorzaka o to, że bez wiedzy całego zarządu podjęli działania mające świadczyć o przyjęciu do koła byłego stażysty Mariusza Makowskiego, po zdaniu przez niego egzaminów łowieckich, na które samo koło go skierowało, poprzez to, że dali mu odstrzały i przyjęli na polowanie zbiorowe, na którym odebrali od niego ślubowanie. Nie omieszkał przy tym zaznaczyć, że chodzi o osobę zięcia Zygmunta Wiktorzaka. Równocześnie dołączył do tego doniesienia kopię deklaracji Mariusza Makowskiego na staż członkowski z 20 października 1999 r., której zarzucił, że nie była podpisane ręką zainteresowanego. Zasugerował również, że opłata wpisowego do koła została w tajemnicy przed prezesem i sekretarzem przejęta przez Marka Lisa i Zygmunta Wiktorzaka.

Postawił również Markowi Lisowi dodatkowy zarzut, że ten odebrał z sekretariatu PZŁ w Łomży zawiadomienie skierowane do zarządu koła o wszczęciu przeciwko niemu i Zygmuntowi Wiktorzakowi postępowania i ukrył je nie przedstawiając go zarządowi. To rzeczywiście bardzo poważne przewinienie łowieckie i prezes jak najbardziej słusznie zło tkwiące w Marku Lisie próbował zwalczać. Może trochę późno, bo minęło już 20 miesięcy od wszczęcia tego postępowania dyscyplinarnego, w którym sekretarz doniósł na łowczego oraz skarbnika i świadkiem był prezes, a więc wszyscy członkowie zarządu brali w nim udział, a tu nagle zarzut, że pismo informujące o tym postępowaniu zostało podstępnie ukryte przed zarządem. Starania dobra o tępienie wszelkiego zła godne najwyższego uznania, co Wiesław Szloński zaakcentował w zakończeniu swojego doniesienie następująco:
..."W mojej ocenie obaj koledzy po raz kolejny dopuścili się rażącego naruszenia Statutu PZŁ dlatego proszę o wszczęcie w tej sprawie postępowania dyscyplinarnego."...

Jak wiemy już z wcześniejszych felietonów, prośba prezesa OSŁ była dla ORD w Łomży Wiesława Bagana rozkazem. Natychmiast wezwał Mariusza Makowskiego do złożenia wyjaśnień, bez podania powodu wezwania, bo powód ten nazwał...."w sprawie zawiadomienia Kol. W. Szlońskiego".... Wszyscy myśliwi w okręgu łomżyńskim powinni wiedzieć, że jak są wzywani w sprawie doniesienia Wiesława Szlońskiego, jest to wystarczający powód, żeby zacząć się bać. I rzeczywiście, wyjaśnienia Mariusza Makowskiego musiały być dla Wiesława Bagana niesatysfakcjonujące, bo zawiadomił po nich natychmiast prokuraturę rejonową w Łomży, że na deklaracji Mariusza Makowskiwego widnieje podpis złożony przez inną osobę niż M. Makowski. Do wniosku tego doszedł, porównując podpis złożony przez M. Makowskiego na protokole przesłuchania i porównaniu go z podpisem na deklaracji. To więcej niż czujność czekisty, ale jeżeli w PZŁ ma panować dobro, to nawet takie podejrzenie powinno być natychmiast kierowane do organów ścigania. Wiesław Bagan zasugerował od razu prokuraturze w doniesieniu, że podejrzewa o fałszerstwo Zygmunta Wiktorzaka lub Marka Lisa. Skąd to wiedział? Można się tylko domyślić, że całe zło w okręgu kojarzyło się okręgowemu rzecznikowi dyscyplinarnemu z tymi dwoma nazwiskami.

Ponieważ złożenie powyższego doniesienia do ORD zbiegło się w czasie z tym, że łowczy i skarbnik zostali przez ZO PZŁ zawieszeni w pełnieniu funkcji, o czym pisałem cztery dni temu, kołem rządził formalnie prezes i sekretarz. Ten ostatni od razu wystosował pismo do Mariusza Makowskiego, w którym poinformował, że nie jest on członkiem koła. W odpowiedzi M. Makowski wyjaśnił, że wpisowe wpłacił w kwietniu 2007 r. Brak odpowiedzi z koła nie był dla niego zaskoczeniem, bo odbywając staż i zdając egzaminy, na które koło go skierowało, uważał złożenie deklaracji i wpłacenie wpisowego jako formalność, po wykonaniu której został pełnoprawnym członkiem koła. W tej sytuacji w piśmie do zarządu KŁ "Orlik" z 24 grudnia 2007 r. z wielkim żalem stwierdził, iż nie miał świadomości, że nie dopełnił jakiś formalności, przeprosił, odesłał odstrzały i myśląc, że może poprzednio wysłana deklaracja nie doszła, bo wysłał ją listem zwykłym, powtórnie wysłał do koła deklarację dla nowowstępujących. Wpisowego powtórnie nie wpłacał, bo miał pokwitowanie przelania w maju 2007 r. wpisowego na konto koła. Jednak nie po to Wiesław Szloński pozbył się z zarządu Marka Lisa i Zygmunta Wiktorzaka, żeby zajmować się przyjmowaniem do koła zięcia jednego z nich. Odpowiedział więc krótko w imieniu prezesa, że złożona deklaracja nie odpowiada wymogom statutowym i nie może być rozpatrywana.

Mam w ręku kopię deklaracji, którą Mariusz Makowski złożył do 2-osobowego w tym czasie zarządu koła. Deklaracja słowo w słowo odpowiada wzorowi, który jest załącznikiem Nr 3 do Statutu PZŁ. Podobnie widział ją Mariusz Makowski, a więc zwrócił się do przewodniczącego ZO PZŁ w Łomży z prośbą o ustosunkowanie się do stanowiska otrzymanego od zarządu KŁ "Orlik", bo zupełnie nie mógł zrozumieć, czego oczekuje od niego zarząd, jeżeli wszystkich formalnych czynności dokonał i powinien otrzymać decyzję pozytywną lub negatywną, a nie odpowiedź, że deklaracja nie spełnia wymogów statutowych, choć równocześnie o zwrocie kwoty wpisowego Wiesław Szloński w swoim piśmie do niego milczy. Przewodniczący ZO PZŁ Jerzy Włostowski zadziałał w tym przypadku wyjątkowo sprawnie i już po 10 dniach odpowiedział:

...."Rozpatrując pismo Mariusza Markowskiego (...) Zarząd Okręgowy PZŁ w Łomży jest zdania, że kłopoty jakie go spotkały z przyjęciem do koła, nie powinny mieć miejsca. Jego deklaracja (...) jaką złożył do koła, wbrew temu co do niego napisano , odpowiada wymogom Statutu PZŁ, gdyż zawiera wszystkie dane i powinna być już dawno przez zarząd koła rozpatrzona. Nie do przyjęcia jest bowiem nie podejmowanie decyzji w tej sprawie, przez tak długi okres czasu, co dla młodego człowieka, który uzyskał już członkostwo PZŁ, jest co najmniej upokarzające. Dlatego zobowiązujemy Zarząd Waszego Koła, aby w najbliższym czasie rozpatrzył sprawę członkostwa Kol. M. Makowski i ze swej strony sugerujemy, pomimo różnicy zdań wśród zarządu koła, przyjęcie go w poczet Waszych członków "...

Napisane ładnie, ale chyba bez wiary w pozytywną decyzję o przyjęciu Mariusza Makowskiego w poczet członków KŁ "Orlik" bo dokładnie tego samego dnia, pismem o kolejnym numerze dziennika korespondencji, ZO PZŁ poinformował Mariusza Makowskiego o przyjęciu go w poczet członków niezrzeszonych. Czyli pokazaliśmy jacy to jesteśmy w ZO dobrzy, ale znając realia, wiemy, że i tak członkiem koła nie zostanie. No ale co najmniej będzie dobrze myślał o działaczach w zarządzie okręgowym. Rzeczywiście, sprawa rozpatrzenia deklaracji Mariusza Makowskiego stanęła na posiedzeniu zarządu KŁ "Orlik". Przeciw złu, które musiał nosić w sobie zięć Zygmunta Wiktorzaka stanął prezes Ludwik Chełstowski i sekretarz Wiesław Szloński i dobro kolejny raz wygrało, bo głosy łowczego i skarbnika, którzy za kilka dni mieli zostać odwołani, nie wystarczyły. Mariusz Makowski do koła nie został przyjęty, ale wpisowego dalej mu nie zwrócono. Zainteresowany złożył oczywiście odwołanie do walnego zgromadzenia członków koła, ale jego odwołanie ma szansę być rozpatrzone dopiero na wiosnę tego roku.

Nie próżnował za to Wiesław Bagan. W czerwcu 2008 r. wszczął postępowanie przeciwko Markowi Lisowi i Mariuszowi Makowskiemu w sprawie ....... oczywiście ...."zawiadomienia Wiesława Szlońskiego".... Jak widzą to czytelnicy, to żelazna regułka rzecznika w Łomży, pozwalająca rozpocząć każde postępowanie. Obu podejrzanych określił jako członków KŁ "Orlik", czyli kolejny raz pokazał swój wielki profesjonalizm i przywiązanie do szczegółów, nie zauważając, że Mariusz Markowski nigdy przecież nie stał się członkiem tego koła. Obu podejrzewał, że popełnili przewinienie łowieckie polegające na posłużeniu się jako autentycznym dokumentem, co do którego miał wątpliwości, że jest prawdziwy. Oczywiście chodziło o deklarację Mariusza Markowskiego, której "fałszywym" podpisem zajmowała się prokuratura z donosu Wiesława Bagana już od 5 miesięcy, więc ORD postanowił, że sam wytropi przestępstwo, że pod tą deklaracją podpis za Markowskiego złożył Lis. Dobro rzeczywiście wytropiło wielkie przewinienie łowieckie, bo deklaracja ta nawet, gdyby podpis na niej złożył jeden za drugiego, przeleżała się w dokumentacji sekretarza Wiesława Szlońskiego od października 1999 r. i dopiero po 9 latach zaniepokoiła tego obrońcę dobra.

Wiesław Bagan dobrze przewidywał, że trzeba wszcząć postępowanie dyscyplinarne przeciwko Markowi Lisowi i Mariuszowi Makowskiemu, bo prokuratura umorzyła dochodzenie przeciwko nim o fałszowanie deklaracji. Teraz tylko na jego barkach leżała odpowiedzialność, żeby złu dać pełen odpór. Postępowanie to jeszcze się toczy, a o jego wynikach oczywiście poinformujemy naszych czytelników.

Tak w tym, jak i w poprzednich odcinkach walki dobrego ze złem w Łomży, pokazałem przede wszystkim działania zainicjowane przez dobro. Nie myślcie jednak drodzy czytelnicy, że zło nie potrafiło się odgryzać. Jakie były tego rezultaty, będzie można przeczytać w ostatnim odcinku cyklu, do którego zapraszam w poniedziałek, 23 lutego.


PS - na stronie głównej jest ankieta, w której można wyrazić swoją opinię nt. bohaterów tego cyklu.
Redakcja




22-02-2009 16:29 drwal2 Ad. czarny flet, lelek_nowy
Podzielam pogląd, że jest to choroba systemowa. Podzielam też, że Koledzy, którzy mają świadomość, iż dali się w to wciągnąć, mają przymknięte usta. Jednak to można naprawić. Nie mam natomiast cienia wątpliwości, że nieprawidłowości na "dole" są konsekwencją wykształcanych i utrwalanych przez całe lata mechanizmów. Tylko jest taka różnica, że na sytuacje w kole, w przeciwieństwie do tego co dzieje się "na górze", mamy wpływ i możemy, a nawet powinniśmy to zmieniać. Mogą to zmieniać również ci, którzy zrozumieli, że nie zawsze poprawnie w przeszłości postępowali i wyciągnęli właściwe wnioski. Bo w przeciwnym wypadku może się okazać, że pod pozorem dokonania rewolucyjnych zmian na lepsze przez innych, zamiast oczekiwanej poprawy "wpadniemy z deszczu pod rynnę" i "aparat represji" tylko zmieni szyld i ludzi, a nasza sytuacja jeżeli się nie pogorszy, to z pewnością się nie poprawi. Bo trudno nie zauważyć takich ciągot w postach niektórych uczestników forum. Nie zgadzam się natomiast, że ci, którzy dali się wciągnąć w drobne nieprawidłowości, nie mogą potępiać stosowanych przez władzę praktyk gnojenia ludzi. To najwyższy czas zrozumieć swoje błędy, wyciągnąć właściwe wnioski i zmienić sposób postępowania. Większość chorób można leczyć. Tylko musi być postawiona właściwa diagnoza i wyeliminowane źródło rozprzestrzeniania się "epidemii" . DB
22-02-2009 15:26 lelek_nowy drwal2, te 50 kg to nie sprawa koła i panujących w nim "porządków", tylko przykład choroby, w która wpędził nas PZŁ, tak samo jak w latach PRL kradzież państwoewego była sankcjonowana, bo okradało się "ich", a nie nas. W ten sam sposób wykształcone mechanizmy w PZŁ pozwalają każdemu (prawie każdemu) godzić się na zaniżenie wagi w kole, bo zysk jest mój, a strata koła nie ma znaczenia, bo to i tak jest nasze. Członkowie PZŁ podmiotowo traktują siebie, żadko koło, a już zupełnie nie organa PZŁ. Dokładnie sytem schyłkowego socjalizmu.
22-02-2009 13:59 czarny flet Ad, Drwal2.
Ja nie napisałem nic przeciwko waszym komentarzom. Tylko o jednej z przyczyn "przechodzenia do porządku dziennego i słabej reakcji na skandale", które Kolega słusznie zauważył wcześniej.
Myślę, że nie o koło, ale o wiele więcej, w tym odosobnionym pewnie, przykładzie chodzi, chociaż była w "Łowieckim" w tym temacie potwierdzająca obawy, dyskusja.
Monopol się umacnia. Nie ma wyboru. Wielu jest wciągniętych w nieczyste gierki i ma zamknięte przez to usta. Od kamyczka do rzemyczka. A przykład idzie z góry. Jeśli za "największe" sprawy opisywane w "Łowieckim" żadnemu działaczowi ani urzędnikowi nie spadł włos z głowy. A ZG i skupione wokół "wodza" różne rady naczelne i sądy nie pozwolą na krzywdę "swojego" to kawałek dzika "przekręcony", wydaje się drobnostką, nie wspominając już o całych dzikach.DB
22-02-2009 12:19 drwal2 ad. czarny flet
Jeżeli Kolega czytał mój post w całości, to z pewnością się zorientował, że pisząc o podzieleniu stanowiska Kol. gekon, nie miałem na myśli cytatu z mojego poprzedniego wpisu. Co do kwestii poruszonych przez Kolegą odnośnie pokotu i zachowania podłowczego po polowaniu zbiorowym, to też sprawa koła i panujących w nim "porządków". Jeżeli obecnym na polowaniu członkom, ewidentne okradanie koła nie przeszkadzało i nie podważyli "życiowej", decyzji prowadzącego polowanie na ZK, to także nie można z tego powodu szukać winnych "na górze". Oni mają dostatecznie dużo sobie do zarzucenia, że nie trzeba im przypisywać nieodpowiedzialnych działań na szczeblu kół. Bo w opisanym przez Kolegę przypadku, "podarowanie" jednemu członkowi 50 kg.(róznicy w wadze dzika) jest okradaniem innych członków koła. I jeżeli komuś odpowiada status okradanego, to ani ja, ani Kolega, ani "panujący" nie są w stanie tego zmienić.
Chyba, że zdaniem Kolegi należy wrócić do "odgórnego" narzucenia kołom regulacji w tych kwestiach. DB
22-02-2009 11:43 czarny flet Drwal2. Gekon w pierwszej części cytował Twój post, więc nic dziwnego, że się zgadzasz.----------------------------
Autentyczna rozmowa w bardzo znanym na "Łowieckim", kole. Na ostatniej zbiorówce.------
Podłowczy, a zawodowo podleśniczy, do młodego myśliwego, który przed chwilą strzelił pierwszego w życiu dzika. Dzik na oko ponad 90 kilo:------------
Podłowczy /imienia młodego nie pamięta /: Eeeeee! Piszem 40 kilo. Może być?----------------------
Młody: Mina świadząca o zaskoczeniu: ???????--------------------
Podłowczy, lekko poirytowany: Jak się nie podoba to bedziem ważyć.---------------------
Podłowczy ma opinię bardzo "ludzkiego" i wybrany zostanie na drugą kadencję na 100%. Mówią, że ma dobre do "ważenia" oko. Może nawet zostanie łowczym albo jeszcze dalej, kiedyś trafi do ORŁ albo na delegata.----------------------------
Młody myśliwy już jest lekko "umoczony". Ptrzed młodym podłowczy "ważył" już wszystkim w kole. Jakże im teraz krytykować wady systemu i represje?
22-02-2009 10:21 drwal2 ad. gekon
Z pierwszą częścią stanowiska Kolegi pełna zgoda. Dla wszystkich, którzy czytają „Łowiecki” nie powinno być wątpliwości, że istnieją mafijne powiązania władców PZŁ pozwalające wykreować jednych, nie zawsze tych właściwych, i jednocześnie zrównać z ziemią innych, bardzo często niewinnych ludzi. Że stworzono aparat szykan i represji temu służący oraz, że nie ma alternatywy, która pozwalała by polującym na dokonanie wyboru. Z pozostałą częścią Kolegi spostrzeżeń niestety zgodzić się nie mogę. Za sprawy gospodarki w obwodach i tp. jak dokarmianie, ważenie tusz, sprawozdawczość na dołach pełną odpowiedzialność ponoszą ZK. I jeżeli była to fikcja, czego na podstawie swojego Koła nie mogę potwierdzić, odpowiedzialność spada na tych, którzy ją tworzyli. W obecnych warunkach jedynym i , moim zdaniem optymalnym rozwiązaniem, jest ustawowe powołanie innego, oprócz PZŁ, podmiotu, w którym polujący mogli by się zrzeszać. Po analizie niektórych wpisów i wizji łowiectwa pokazanej przez niektórych, stosunkowo młodych myśliwych, nie widzę możliwości jego prywatyzacji. Wówczas karty będzie rozdawać inna grupa. Lecz aparat represji pozostanie, tylko w innych rękach, a nie o to chodzi. Nie po drodze jest mi również z tymi, którzy przy wykorzystaniu ułomności w systemie prawnym, czy w inny niedozwolony sposób się dorobili i obecnie "czują się właściwi" do przejęcia władzy nad łowiectwem. Tu uczciwi, z biegiem czasu, także nie znajdą dla siebie miejsca.
DB
21-02-2009 11:13 gekon Ad. drwal2. Ty słusznie napisałeś:
"stworzono, za pieniądze członków, dobrze funkcjonujący aparat szykan i represji, a ze strony czytelników nie ma zdecydowanej krytyki potępiającej takie działania, nie oznacza nic innego, jak przejście nad tym do porządku dziennego."

To jeszcze bardziej skomplikowane i przewrotne.
Z jednej strony system represji, a z drugiej monopol uniemożliwiający jakikolwiek wybór. Pozwolenie na broń, które można stracić. Presja pajęczyny powiązań biznesu, polityki i hobby na lokalnych szczeblach, która jednostkę może wykreować albo zmieść na margines. Do tego mruganie okiem i wciąganie w jekieś "lewe" obszary nieczystej gry z Państwem.
Ważenie tusz zwierzyny bez wagi. Ile to setek ton w skali kraju? Liczenie z sufitu. Dokarmianie pod publiczkę. To wszystko obciąża wielu zwykłych myśliwych, którzy dali się wciągnąć w taką "szarą strefę". Teraz głupio potępiać represje, tym bardziej, że zwykle dotyczą nieznajomych myśliwych z dalekich okręgów, a samemu się w porządku nie jest.
To zaszło za daleko. Potrzeba ingerencji Państwa i rozpędzenia tego całego kierownictwa z doktorem B. na czele. DB
21-02-2009 07:07 drwal2 ad. mała myszka
Kolega nie do końca chyba zrozumiał treść mojego wpisu. Przytoczony przez Niego przykład, że złożono wniosek o pozbawienie Bagana funkcji ORD w Łomży, nic w tej kwestii nie zmienia.
Jeżeli pod opisami obrazującymi stosowane przez różne organa Zrzeszenia metody ewidentnego wyniszczania niewinnych Kolegów, do czego stworzono, za pieniądze członków, dobrze funkcjonujący aparat szykan i represji, a ze strony czytelników nie ma zdecydowanej krytyki potępiającej takie działania, nie oznacza nic innego, jak przejście nad tym do porządku dziennego. Jest więc milczącą akceptacją takiego stanu rzeczy. I samo złożenie wniosku o pozbawienie funkcji Bagana, jednego z ogniw w całym tym łańcuchu, które jeszcze nie oznacza odwołania go z tej funkcji, w sytuacji gdzie wg opisu zdarzeń stanowiska powinno stracić przynajmniej kilka osób, to twierdzenie Kolegi, że nie może być mowy o milczącej aprobacie i znieczulicy jest pozbawione logiki. O mechanizmach wyborów władz PZŁ, gdzie stawia Kolega tak wiele znaków zapytania, można poczytać w innych tematach portalu. Pozdrawiam
20-02-2009 17:31 mała myszka Jeden wart drugiego .
Naginanie prawa, dorabianie prawa - osoby zaufania społecznego.
Ale ktoś (?) ich wybrał .Czyżby tak samo uczciwy??????
20-02-2009 17:05 drwal2 ad. mała myszka
Do poprzedniego wpisu Kolegi odniosę się trochę później, bo mam ograniczony czas, proszę tylko jeżeli można, napisać dleczego tylko Bagana, a nie obu. Moim zdaniem ten drugi drapieżnik jest jeszcze groźniejszy. DB
20-02-2009 16:21 Wiesław Nitka Przecie MY wszyskie braty są , w atmoswerze słowa "kolego" wiele znaczeń zaczyna się mieścić i trzeba słuchać oraz wierzyć , że to "kontynuacją" jest tego co myśliwych w PZŁ dawno temu zespoliło.
20-02-2009 13:32 mała myszka O milczącej aprobacie , znieczulicy - nie może być mowy.
Wniosek o pozbawienie Bagana funkcji ORD jest znany ORŁ od dawna .
A skala problemu jest dużo, dużo większa.To nie tylko historia Lisa i Wiktorzaka - to całe tomiska spraw załatwianych ,,po znajomości ''.
I o tym wiedzą władze.
20-02-2009 11:02 drwal2 Szanowni Koledzy, lekcje z tego musimy wyciągać wszyscy. Nie można bydlackich metod nie dostrzegać i przechodzić obok nich obojętnie. Dziś Wiktorzak, Lis, Maziarz i inni, a jutro nas może to spotkać, jeżeli nie zechcemy podzielić się upolowaną zwierzyną, czy spróbujemy eliminować zauważone nieprawidłowości. To, że chcemy spokojnie polować, i z tego tylko względu udajemy, że nic nie dostrzegamy i nic wokół nas się nie dzieje, nie może usprawiedliwiać "znieczulicy", bowiem z czasem może się obrócić przeciwko nam. Dobrze jest czasem hipotetycznie założyć sytuację, że na miejscu Wiktorzaka, Maziarza i innych zaszczutych przez organa Zrzeszenia, znaleźliśmy się my. Jak byście się czuli widząc, że zdecydowana większość znających podłoże Waszych problemów, milcząco aprobuje takie działania. Rozważmy to, czy zachowujemy się racjonalnie, choćby tylko wobec siebie, i jakie z naszego milczenia wnioski wyciągają "panujący". Takie działania, hańbiące całe Zrzeszenie, jakie serwują nam panujący "działacze", można starać się co najwyżej rozumieć, nie można ich jednak akceptować. Pozdrawiam i DB.
20-02-2009 08:27 192326w Proponuje powiadomić o mentalności i sposobach postępowania nowego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego .
Powinno to być w formie skargi..........
To co robi Szloński i inni w tej sprawie uważam za prześladowanie......
Pozdrawiam
20-02-2009 03:38 kaliber 243 Witam kolegow.Nawiazujac do wypowiedzi"Aleja" ktorego witam ponownie i dziekuje za komentarz chcialbym powiedziec ze trzeba tu powiadomic odpowiednie organy,a mysle tu o glownym inspektorze weterynarii,gdyz "WSCIEKLIZNA" w Lomzynskim Zarzadzie Okregowym nie jest juz jednostkowa,koledzy to epidemia "zakazeni"sa wszyscy dzialacze okregu i rzadna szczepionka tu nie pomoze.Szkoda tylko ze to my widzimy, czytelnicy a reszta "prominentow" z NRL nic nie dostrzega (mysle ze widzo tylko tak jest im wygodniej i bezpieczniej by zachowac swoje cieple "posadki" zreszto tylko jeden "zwierzak sra"-przepraszam za slowo ale nie moge uzyc innego czytajac to wszystko- we wlasne gniazdo-"swinia") co wiecej pomaga w szezeniu tej"epidemi".Jedynym lekarstwem na to paranoje by ja przerwac jest milosciwie panujacy Prezes NRL,ale i On chyba mial kontakt i zostal pogryziony przez "naszych oddanych walce ze zlem ",ktorzy to"pokasali"wszystkich i dalej probujo gryzc.Ciekawi mnie bardzo czy wkoncu "ktos" zalozy im kaganiec na"pysk" by nie stwazali zagrozenia dla jeszcze"zdrowych"w tym Okregu,tak jak Jerzy Kubrak,prokurator w stanie spoczynku i sedzia OSL w Lomzy,ktory zlozyl rezygnacje(szlachetny gest)co dalo mu szanse by nie zostac"zainfekowanym"i wciagnienty przez to"cuchnace kolo wzajemnej adoracji"w walce "dobra ",ktore to tak zazarcie i bezinteresownie walczy ze "zlem" osmieszajac sie do konca i brnac coraz dalej w "szambo"topiac sie w nim przyokazji pokazujac nam, jakich to mamy wybitnych i wyksztalconych pogromcow "zla"i strozow prawa nie tylko Lowieckiego.A propo kwalifikacji ciekawi mnie,gdzie mozna zdobyc "aplikacje prokuratorskie"posiadajac takie predyspozycje do scigania "zla"- mysle ze na budowie. Zastanawia mnie jeszcze ,jak czujo sie nasi "pogromcy zla"w Lomzy ,w ktorej to jak w kazdej miescowosci jeden wie o drugim,kiedy nawet ten drugi"piardnie"!!!!No ale przeciez jak to mowio "pluj swini w oczy,a ona powie ze deszcz pada".Na koniec nasowa mi sie jescze jedno pytanie, na ktore moze "ktos" pomoze mi udzielic odpowiedzi:Co to jest??? PZL czy prywatny "folwark" Wieslawa Szlonskiego i Wieslawa Bagana wraz z poplecznikami typu "Ludwik Chelstowski" wokol ktorego wszystko"smierdzi"--- oj! Kol.Ludwiku zastanow sie gdzie zabrnoles??? Pozdrawiam wszystkich "zdrowych" i "niepokasanych" DB kaliber 243.
19-02-2009 15:06 Deer35 Nie skończyłby jeść i padł zimnym trupem...........Panie doktorze Bloch
na co pan czeka ???????????????? o już wiem. Jest pisany kodeks
honorowy jak się mają na wzajem w całym Okręgu wystrzelać albo zatruć
padliną. Scenariusz do filmu gotowy do dzieła filmowcy!!!!!!!!!
Główna rola wysoko płatna dla kol. Przewodniczącego Naczelnej Rady Łowieckiej. Na wymioty mi się zbiera.
19-02-2009 12:49 Alej..... Ciekawe, czy jakby pies to zjadł, to by się wściekł?
Założył bym się (gdybym się oczywiście zakładał), że tak.
I to pomimo, corocznych, szczepień dobrymi szczepionkami.

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.