DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Janusz Kibic23-02-2009
Jak dobro w Łomży, ze złem walczyło, cz.VIII

We wszystkich poprzednich odcinkach cyklu, przedstawiłem przede wszystkim inicjatywy dobra, reprezentowanego w okręgu łomżyńskim przez prezesa OSŁ Wiesława Szlońskiego, sekretarza w KŁ "Orlik", oddanego mu bez granic ORD Wiesława Bagana oraz wspierających ich nad wyraz skutecznie, łowczego okręgowego Jerzego Włostowskiego i prezesa KŁ "Orlik" Ludwika Chełstowskiego. Ten kwiat łomżyńskiej organizacji łowieckiej starał się jak tylko mógł, żeby zło odkryte w Marku Lisie, v-ce przewodniczącym ORŁ i łowczym w w/w kole, Zygmuncie Wiktorzaku członku OKR i skarbniku tegoż koła oraz zięciu Zygmunta Wiktorzaka Mariuszu Markowskim, wyplenić.

W tej sytuacji Marek Lis nie miał również żadnych obiekcji, żeby postawić wobec Okręgowej Rady Łowieckiej w Łomży, której jest v-ce przewodniczącym, wniosek, o odwołanie z funkcji prezesa OSŁ Wiesława Szlońskiego i ORD Wiesława Bagana. Taki wniosek złożył w styczniu 2008 r. i napisał w nim tak:
..."Postępowanie wyżej wymienionych kol. uznaję za niegodne i stojące w rażącej sprzeczności ze sprawowanymi na rzecz Polskiego Związku Łowieckiego funkcjami. Nie zostali oni przecież powołani do działania w ochronie interesów wybranych tylko członków PZŁ lub osób piastujących określone "ważne" stanowiska. (...) Nie wiem tylko, czy motywem tego postępowania jest brak kompetencji i kwalifikacji do wykonywania ww. funkcji, czy działanie "pod dyktando" i z inspiracji innych osób. Niezależnie od tego, obie przyczyny dyskwalifikują przecież takiego człowieka.

Mam nadzieję, że takiemu organowi PZŁ jak Okręgowa Rada Łowiecka nie jest obojętne prawidłowe funkcjonowanie organu powołanego do rzetelnego prowadzenia postępowania dowodowego. W przeciwnym wypadku uznałbym, że podniosłe słowa odnoszące się do przestrzegania i kultywowania wielowiekowych zasad i etyki łowieckiej czy działania dla dobra Polskiego Związku Łowieckiego, wypowiadane przecież często przez członków takich organów min. na uroczystościach łowieckich i w trakcie obrad są tylko pustym frazesem, kierowanym "pod publikę". Z racji tego, że jestem wieloletnim członkiem PZŁ i uznaję się za aktywnego członka społeczności łowieckiej, trudno byłoby mi ten fakt zaakceptować"...


Wydaje mi się, że Marek Lis, będzie musiał jednak opisany przez siebie fakt zaakceptować. Tak prezydium jak i sama rada kierowane przez Artura Ciborowskiego nabrały wody w usta i w sprawie odwołania Wiesława Szlońskiego z funkcji prezesa OSŁ nawet się nie zająknęły, nie próbując nawet podyskutować na temat jego osiągnięć w zwalczaniu zła w okręgu. To wstyd, bo przecież mogły chociaż wystąpić o jakieś odznaczenie, najlepiej "Złom", jeżeli Wiesław Szloński jeszcze nie ma tego odznaczenia. Za to jakby przychylniej spojrzano na możliwość odwołania Wiesława Bagana z funkcji ORD, bo prezydium rady wniosek o jego odwołanie wstawiło do porządku obrad ORŁ. A wstawiło nie raz, tylko na cztery kolejne posiedzenia, bo za każdym razem, punkt ten spadał z porządku obrad, bo przepojona dobrem ORŁ nie chciała zajmować się tą sprawą, pod nieobecność rzecznika, który choć informowany o postawieniu wniosku o jego odwołanie pod obrady ORŁ, po prostu bez żadnego wyjaśnienia nie pokazywał się na jej obradach. Dopiero na czwarte z kolei posiedzenie, w grudniu 2008 r., przysłał prośbę, żeby dać mu możliwość zajęcia stanowiska. ORŁ zgodziła się oczywiście na jego prośbę i rozpatrzenie wniosku o odwołanie ORD znowu odłożyła, do dzisiaj do sprawy nie wracając. W ten sposób minął przeszło rok, od postawienia wniosku o odwołanie Wiesława Bagana, a ORŁ nawet nie rozpoczęła dyskusji na ten temat, zasłaniając się prawem rzecznika do wypowiedzenia się. Trzeba być rzeczywiście bardzo zasłużonym, żeby móc tak długo liczyć na możliwość zajęcia stanowiska, bo szeregowym członkom Zrzeszenia daje się co do zasady najwyżej jedną szansę wypowiedzenia się, o ile i o tym się nie zapomni. Właśnie o takie wypowiedzenie się wnosił dwukrotnie do ORŁ Zygmunt Wiktorzak, który po złożeniu odwołanie od uchwały ZO do ORŁ, chciał w sprawie tego odwołania wystąpić przed ORŁ, ale ta takiej możliwości mu nie dała.

Takie podejście najwyższego organu okręgowych było nie do przyjęcia nie tylko dla sędziego OSŁ Jerzego Kubraka, który jak opisałem to wcześniej, złożył rezygnację w związku ze skandalicznym traktowanie Marka Lisa i Zygmunta Wiktorzaka. Taką samą rezygnację złożył 30 października ub.r. Kazimierz Muczyński, z-ca okręgowego rzecznika dyscyplinarnego w Łomży, czyli zastępca Wiesałwa Bagana. W swoim piśmie do Okręgowej Rady Łowieckiej napisał:

..."Decyzja moja podyktowana jest negatywnym stosunkiem do stanowiska zajmowanego przez Okręgowe Organy Zrzeszenia w temacie tzw. sprawy kolegów Zygmunta Wiktorzaka i Marka Lisa. Znając przebieg sprawy, o której wspomniałem jestem zszokowany i zbulwersowany czasem trwania i stylem jej prowadzenia. W związku z tym nie mogę godzić się, aby moja osoba piastująca to stanowisko była utożsamiana z takim stanem rzeczy"...

Jak się należy domyślać, taka rezygnacja to dla elity okręgowej nic nie znacząca manifestacja, bo trudno jest dobro przekonać, że powinno stanąć po stronie zła. Tym bardziej, że zło nie dawało dobru o sobie zapomnieć. Czytelnicy pamiętają, że w jednym z wcześniejszych artykułów tego cyklu informowałem, że po odwołaniu Marka Lisa i Zygmunta Wiktorzaka z funkcji w zarządzie KŁ "Orlik", wybrano na ich miejsce min. członka koła, dla którego to koło nie było kołem macierzystym. Kłam temu zarzutowi zadał Wiesław Szloński udostępniając z akt koła protokół z posiedzenia zarządu, z którego ma wynikać, że Piotr Klima został przyjęty "na członka macierzystego" 16 listopada 2006 r. Zapis o takiej uchwale znajduje się niby w protokole z tego zebrania, ale jak się spojrzy na ten protokół, to zapis dot. uchwały w sprawie Piotra Klimy jest dopisany po słowach: ..."Na tym posiedzenie zakończono"....

Nic dziwnego, że obecni wówczas na tym posiedzeniu Marek Lis i Zygmunt Wiktorzak od razu zorientowali się, że miało miejsce fałszerstwo protokołu i oskarżyli o to Wiesława Szlońskiego. To on ręcznie pisał protokół, u niego był przechowywany i to jego ręką dopisano o uchwale dot. Piotra Klima, już po zdaniu kończącym protokół. O powyższym fakcie obaj byli członkowie zarządu poinformowali na piśmie ZO i ORŁ PZŁ w Łomży. Wiesław Bagan, tak skory do składania doniesień do prokuratury o fałszowaniu deklaracji zięcia Wiktorzaka sprzed 9 lat, tym razem do prokuratury się nie zwrócił, że prezes OSŁ i prokurator Prokuratury Okręgowej fałszował protokół z posiedzenia zarządu. W tej sytuacji Zygmunt Wiktorzak i Marek Lis sami poinformowali prokuraturę rejonową w Łomży, że prokurator Prokuratury Okręgowej w Łomży Wiesław Szloński sfałszował protokół z posiedzenia zarządu, dopisując do niego podjęcie uchwały, której zarząd nie podejmował. Rejonowe organa prokuratorskie mają teraz problem, ścigania prokuratora wyższej instancji i sprawa jest w toku. W organach dyscyplinarnych PZŁ trwała za to cisza w tej sprawie, żeby po 7 miesiącach od złożenia doniesienia, ORD w Ostrołęce Andrzej Dąbrowski zaprosił w ubiegłym tygodniu Zygmunta Wiktorzaka do złożenia zeznań w sprawie fałszowania protokołu zarządu. Zobaczymy, do jakich wniosków dojdzie też ORD w Ostrołęce i na jakich podstawach umorzy sprawę, bo przecież nie postawi zarzutów tak prominentnej osobie jak prezes OSŁ.

Marek Lis i Zygmunt Wiktorzak poruszeni tym, że Wiesław Szloński podtrzymywał wobec nich oskarżenia w OSŁ, kiedy już sam się przyznawał podczas wizji lokalnej prokuratury, że może się pomylił, a Wiesław Bogan skarżył do GSŁ uniewinniające ich orzeczenie OSŁ w Ostrołęce, złożyli do ORD doniesienie, że ci dwaj i Krzysztof Korzeniecki kłamali w ich sprawie przed sądami łowieckimi. Sprawę powierzono ORD w Białymstoku. Po pół roku od złożenia doniesienia, z-ca ORD w Białymstoku Roman Rumiński odmówił wszczęcia postępowania dyscyplinarnego, uznając, że nie można stwierdzić, że postępowanie dyscyplinarne przeciwko obu myśliwym wykonywano tendencyjnie w jednoznacznie określonym celu doprowadzenia do ukarania pierwotnie uznanych osób za obwinione. Zastrzegł jednak, że ..."Zarówno wydane postanowienie ORD, jak i wniosek oskarżycielski mogą wskazywać na brak profesjonalizmu i elementarnej wiedzy z zakresu celów i metod prowadzenia postępowań dyscyplinarnych. Od decyzji Romana Rumińskiego zainteresowani oczywiście odwołali się do OSŁ i sprawa ciągle trwa.

Kolejny już raz, po stanowisku prokuratury, o którym pisałem w jednym z wcześniejszych artykułów w tym cyklu, Wiesławowi Baganowi zarzucono brak profesjonalizmu, a nawet więcej, bo również brak elementarnej wiedzy z zakresu postępowań dyscyplinarnych. Pomimo tego, ORŁ w Łomży od ponad roku cacka się ze swoim rzecznikiem dyscyplinarnym, nie chcąc go odwołać bez wysłuchania i w ten sposób pozwala na kierowanie postępowaniami dyscyplinarnymi w okręgu przez osobę, bez elementarnej wiedzy w tym zakresie. Nie bierze przy tym pod uwagę nie tylko krytycznej oceny, którą o Wiesławie Baganie wyraził z-ca ORD w Białymstoku Roman Rumiński, ale milczeniem pomija nadzwyczajne sprawozdanie, które Roman Rumiński stworzył obok prowadzonego postępowania, w którym opisał stwierdzone uchybienia dokonane przez ORD w Łomży i które podsumował, że zasadnym jest ich rozstrzygniecie w postępowaniu pozasądowym, czyli właśnie przez odwołanie tego rzecznika z zajmowanego stanowiska oraz może i karnym, za czyny określone w kodeksie karnym. Świadczy o tym przywołane wyżej sprawozdanie, które Roman Rumiński przekazał do głównego rzecznika dyscyplinarnego Tadeusza Andrzejczaka. W sprawozdaniu tym napisał między innymi:

..."zabiegi zarówno Kol. Szlońskiego, jak i ORD w Łomży Kol. Wiesława Bagana mogły stworzyć przesłanki świadczące o popełnieniu czynów karalnych określonych w art. 223 § 1, 234, 235 kk (fałszywe oskarżenia, ściganie na podstawie fałszywych dowodów - przypisek redakcji) (...) W kwestii postępowania dyscyplinarnego stwierdzić można, że sposób jego prowadzenia polegał na wykorzystaniu okoliczności pozyskania dzika przez M. Lisa oraz dopasowanie ich do kryteriów uznania za przewinienie łowieckie (...) prowadzący postępowanie dyscyplinarne na podstawie zebranego materiału dowodowego do czasu napisania wniosku oskarżycielskiego nie miał żadnych podstaw do jego sporządzenia (...) Poza oceną pozostaje także podstawa uznania winnymi popełnienia przewinień i wymierzenie kar przez OSŁ w Ostrołęce 20.04.2007 r., gdzie z braku okoliczności i dowodów świadczących o winie w uzasadnienie tenże sąd najwięcej miejsca przeznaczył na zagadnienia proceduralne. (...) nie jest jasne i uzasadnione rzeczywistą potrzebą, jak również podstawą oprawną podjęcie czynności w dniu 11.12.2005 r. przez zgłaszającego - głównego świadka w sprawie Kol. Wiesława Szlońskiego. Myśliwy Szloński nie miał żadnego szczególnego umocowania prawnego i faktycznego do kontrolowania polujących w łowisku (...) W drodze stosownych wystąpień do właściwych władz Zrzeszenia zasadnym wydaje się zwrócenie uwagi, by osoby, które decydować mają o zagadnieniach związanych z etyką oraz przewinieniami myśliwskimi nie tworzyły same przesłanek do zwątpienia w ich uczciwość.

Powyższe stanowisko zaprezentowane przez z-cę ORD w Białymstoku Romana Rumińskiego, nie powinna zostawiać GRD Tadeuszowi Andrzejczakowi innego wyjścia, jak poparcie wniosków o odwołanie z zajmowanych stanowisk w okręgu nie tylko prezesa OSŁ i ORD, ale również sędziów z Ostrołęki, którzy w pierwszym postępowaniu przed tym sądem orzekli o winie Lisa i Wiktorzaka, bez żadnych podstaw. Czy GRD zdobędzie się na to, bardzo wątpię, choć tak Marek Lis jak i Zygmunt Wiktorzak są dobrej myśli, oczekując oczyszczenia organów PZŁ, co najmniej swojego okręgu, z działaczy nie mających żadnych walorów moralnych i etycznych do pełnienia tych funkcji. Podobnego zdania są uczestnicy ankiety, na stronach portalu "Łowiecki", którzy w zdecydowanej większości nie chcą w organach PZŁ ani Wiesława Szlńskiego, ani Wiesława Bagana. Ale czy wola szeregowych członków ma dla prominentnych działaczy Zrzeszenia jakieś znaczenie?

Marek Lis i Zygmunt Wiktorzak zwrócili się również do głównego rzecznika dyscyplinarnego z powiadomieniem, że łowczy okręgowy w Łomży Jerzy Włostowski tolerował i popierał uchwały zdekompletowanego 2-osobowego zarządu koła w sprawie przyjęcia nowych członków oraz odrzucenie wniosku komisji rewizyjnej o wprowadzeniu pod obrady WZ punktów porządku obrad oraz aprobował zwołanie WZ niezgodnie ze statutem i wybór na nim nowych członków zarządu. W swoim wniosku napisali dosłownie:

..."Kolega Jerzy Włostowski od początku oskarżenia intensywnie uczestniczył w tej ohydnej prowokacji. Uczestniczył aktywnie w przygotowaniu zarzutów, okłamywał członków Zarządu Okręgowego PZŁ, kłamał na posiedzeniach Okręgowej Rady Łowieckiej, opowiadając bzdury, iż niezbitymi dowodami w naszym przestępstwie są zdjęcia, które miał analizować. Przetrzymał złożone na jego ręce zażalenie na niewłaściwe postępowanie ORD Wiesława Bagana. Zażalenie złożone przez Zygmunta Wiktorzaka w dniu 20.05.2006 r., które sam odbierał za pokwitowaniem, przekazał adresatowi dopiero 04.09.2006 r., opóźniając tym samym rozpatrzenie przez Okręgową Radę Łowiecką (...) przedstawiał Zygmunta Wiktorzaka i Marka Lisa, broniących się przed zarzutami, jako pieniaczy oraz tych, którzy działają rzekomo na szkodę Polskiego Związku Łowieckiego. Biorąc pod uwagę powyższe składamy przedmiotowe doniesienie, wnosząc do GRD PZŁ w Warszawie o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego w stosunku do Łowczego Okręgowego kol. Jerzego Włostowskiego. Naszym zdaniem pełniąc tę funkcję w ostatnim czasie skompromitował nie tylko Zarząd Okręgowy, Okręgową Radę Łowiecką, ale również całą społeczność okręgu Łomża"...

Główny Rzecznik Dyscyplinarny Tadeusz Andrzejczak, skierował powyższe doniesienie do Siedlec i tamtejszy okręgowy rzecznik dyscyplinarny PZŁ Kazimierz Nowosielski wszczął postępowanie wyjaśniające i jest ono w toku.

Marek Lis i Zygmunt Wiktorzak nie zapomnieli również o działaniach 2-osobowego zarządu koła, kiedy to na kilkanaście dni zostali zawieszeni w pełnionych funkcjach w zarządzie, przez ZO PZŁ w Łomży. Złożyli do ORD w Łomży, czyli cały czas jeszcze Wiesława Bagana, doniesienie, że prezes Ludwik Chełstowski i sekretarz Wiesław Szloński, kiedy kierowali kołem w zarządzie 2-osobowym, wbrew obowiązkowi wynikającemu z par. 57 ust.2 Statutu PZŁ, nie zamieścili w porządku obrad WZ wniosku komisji rewizyjnej, nie powiadamiając o tym ani członków KR, ani członków koła. Marcin Pasternak cytowany przeze mnie w jednym z poprzednich artykułów tego cyklu wskazał w swojej opinii, że za takie działanie należy wyciągać konsekwencje dyscyplinarne. Zobaczymy jak sobie z ta sprawą poradzi Wiesław Bagan, który od października do dzisiaj nie zdążył jeszcze zająć się tym postępowaniem. W końcu jednak albo on, albo ktoś inny będzie się musiał zmierzyć z tym doniesieniem.

Jak widać, po przeszło 3 latach od feralnego polowania w dniu 11 grudnia 2005 r., „szare myszy" gonione przez „okręgowe koty” zmieniły się w psy gończe i niegodnych zajmowania funkcji w Zrzeszeniu ostro pogoniły. Czy dobro da się zapędzić w kozi róg? Czy złu uda się zwyciężyć? To są pytania nie tylko w tej konkretnej sprawie. To pytania podstawowe dla przyszłości naszego Zrzeszenia, które albo potrafi sobie poradzić z wynaturzeniami w swoich szeregach, albo chowając głowę w piasek doprowadzi do zakrętu swojej historii, na którym po prostu polegnie. Tak jak procesów społecznych w PRL nie dało się zatrzymać, tak i działacze PZŁ nie zatrzymają zmian, które przy ich determinacji do obrony obecnej struktury i procedur sprzed 50 lat, pogrzebią 85-letnią historię Polskiego Związku Łowieckiego.

Jak tylko w okręgu łomżyńskim zapadną jakieś decyzje i zakończone zostaną wszczęte postępowania dyscyplinarne oraz prokuratorskie, przeciwko reprezentantom dobra, o których mowa wyżej, to na pewno wrócę do tych spraw, dając czytelnikom dziennika "Łowiecki" pełen obraz tego, jak Polski Związek Łowiecki w Łomży radzi sobie z konsekwencjami przymykania oczu na działania swoich działaczy, kompromitujących Zrzeszenie w oczach nie tylko rzesz członkowskich, ale również opinii publicznej.


PS - na stronie głównej jest ankieta, w której można wyrazić swoją opinię nt. bohaterów tego cyklu.
Redakcja




28-02-2009 19:01 Jordan Jordanow Kiedyś taki Szloński strzelił by sobie w ten ...... łeb! Ale kiedyś nawet takie Szlońskie posiadali honor! Dzisiaj są członkami WŁADZ i ORGANÓW! Honor zostawili w domu.
27-02-2009 22:49 Wiesław Nitka Wydawać by się mogło, że w niektórych siedzibach organów nie działa internet. Gdyby było inaczej ludzie pełni honoru, których w Zrzeszeniu nie brakuje - sami wiedzieli by co zrobić. Pozdrawiam DB ! WN
26-02-2009 16:42 lelek_nowy Jak trzy lata organa kota goniły biedakom, to sześciu lat trzeba (patrz sprawa Maziarz), żeby udowodnić, kto tak napradę niegodny jest zasiadania w organach, choć i to nie robi wrażenia wśród możnych naszego Zrzeszenia. Ciągu dalszego szybko nie ma co się spodziewać.
24-02-2009 09:19 drwal2 Wypada współczuć Kolegom z okręgu łomżyńskiego, że ostatni uczciwi ludzie, jakim najwyraźniej przez przypadek udało się znaleźć wśród okręgowej "elity" musieli odejść. Można tylko mieć pewność, że ich następcy zostaną staranniej dobrani, aby nie odbiegali od standardów ustanowionych przez doktora. DB
23-02-2009 22:42 nowy21 Krew człowieka zalewa czytając te wszystkie artykuły.Ludzie którzy powinni stać na straży prawa łamią je w tak perfidny sposób.Wydaje mi się,że jedynym rozwiązaniem bo nic innego już nie pozostało jak rozpędzenie tego całego towarzystwa wzajemnej adoracji zaczynając od góry. Panie Ministrze Środowiska,Panie Marszałku Komorowski,Panie Prokuratorze Generalny zróbcie z tym wreszcie porządek. Wszystko w waszych rękach.Dość poniewierania. nami za nasze własne pieniądze.DB.
23-02-2009 18:36 czarny flet Nic nowego. Kolejna elita okręgowa pokazała prawdziwą twarz.
Gdyby Szloński, Bagan czy Włostowski, (Koledzy?.... chyba nie pasuje do oprawców), zostali dozgonnie WYKLUCZENI, (Nie, nie z PZŁ. Ze struktur władzy, aby już nigdy nie mogli szkodzić innym)to napisałbym: skandal w Łomży. A to nie tylko Łomża. To czkawką odbijają się "metody" doktora B.
Czy ktoś zna przypadek, aby GRD Andrzejczak wyciągnął najmniejsze konsekwencje wobec winnych przekrętów ORD?
Czy jakiś łowczy okręgowy, włącznie z Włostwoskim poniósł karę za dowiedzione, bezprawne działanie na szkodę członka PZŁ ze strony doktora B.?
Jedno co warto było przeczytać to nazwiska 3 KOLEGÓW, co w chwili próby zachowali twarz: Kazimierz Gaczyński, Jacek Tadych i Jerzy Kubrak. DB

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.