DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: ANDY27-04-2006
Czarnobyl , koziołek i 9 g S&B.


Kwietniowy, niedzielny poranek obudził się jakiś niemrawy i zamglony. Ta mgła była jakaś taka inna: gęsta i zawiesista. Wywoływała skurcz gardła i drażniąc zmuszała do pokasływania. Po powrocie z porannego spaceru z psem, w telewizorni jakiś smutny pan obwieścił o awarii reaktora w ZSSR i konieczności podania dzieciom preparatu na tarczycę. Ten sam preparat już od dwóch dni otrzymywały potajemnie dzieci prominentów i profilaktycznie ich małżonki...

Ogłoszono całkowity zakaz polowań i zbierania runa leśnego. Była szansa, że luśnie pordzewieją z braku używania. Świat poszarzał i stracił blask. Pojechałem posłuchać jak ciągną słonki i to była jedyna rzecz jaką pamiętam z tego okresu.

Poranek 1 sierpnia 1986 roku był pospolity i jedynie fakt, że trwały wakcje i urlopy, wnosił jakiś luźny akcent. Przeglądając gazetę zobaczyłem króciutką notatkę – po przeprowadzonych przez niemieckie placówki badaniach polskiej dziczyzny zezwala się na polowanie w rejonach kraju: i tutaj zostały wyszczególnione. Mój teren łowiecki był w zezwoleniu.
Natychmiast telefon do łowczego. Jedziemy wieczorkiem w łowisko. Wieści szybko się rozniosły i po przybyciu okazało się, że jest dość sporo myśliwych. Dogadaliśmy rejony i szybko rozjechaliśmy się. Wybrałem Jaworze, a dokładnie okolice tzw. dużego poletka. Mieliśmy tam wtedy solidną wysiadkę zlokalizowaną w gęstym niskim młodniku. Siadłem pełen nadziei, bowiem łowisko było nie penetrowane, a końcówka rui obiecywała spotkanie czegoś ciekawego. Ledwo usiadłem i się rozgościłem usłyszałem głosy. W kierunku wysiadki zmierzało trzech osiłków, z których jeden ciągnął brzęczący i skrzypiący rower. Głośna rozmowa i przekrzykiwania wzajemne z posiłkowym słowem k… w każdym, skutecznie niwelowały przewidywane polowanie. Karawana zmierzała w kierunku wysiadki. Siedziałem cicho, zaskoczony i wściekły. Nie patrzyli w górę, a raczej w dwie butelki jakie niósł jeden z nich. Podeszli do drabiny i pierwszy zaczął się gramolić w górę. Wystawiłem głowę i warknąłem: gdzie leziesz?? Reakcja była dla mnie zupełnie niespodziewana. Rozpierzchli się błyskawicznie i tylko brzęk roweru dochodził przez chwilę. Później zrobiło się cicho. Miałem obawy, jak będę po ciemku wracał, ale nie było jeszcze 19:30. Słońce wysoko. Zobaczymy.

Zrezygnowany zapaliłem papierosa i po chwili usłyszałem popiskiwanie. Od ściany młodnika, przez maliny szła koza. Przeszła popiskując i znikła w trawach. W napięciu popatruję tu i tam, czy coś się nie pojawi i kątem oka w miejscu, gdzie wyszła koza, w łętach i malinach, widzę rudy grzbiet. Z nozdrzami przy ziemi, jak pies na tropie, idzie cap. Przystaje i podnosi łeb. Ciemne parostki ma dziwnie zawinięte do środka, tworząc jakby czarkę. Ich grubość, uperlenie i wysokość świadczą o niezłej masie, są jednak staśmione i to powoduje, że sięgam po strzelbę. Z krzaków wystaje tylko łeb i kawałek szyi. Naprowadzam na nią muszkę i w tym momencie cap rusza. Lekko przesuwam za celem muszkę i wolno ściągam spust. Cap robi zwrot o 180 stopni i wieje własnym tropem, a ja wstaję zupełnie zbaraniały. Strzał w kark i uciekł... coś niesamowitego.
Próbuję przeładować kniejówkę i nie mogę otworzyć broni. Szarpię się z nią i w końcu uderzam w kolano. Puściło. Nie wiedząc, co jest powodem wrzucam nowy nabój i strzelam w ziemię. Myślałem, że pękła iglica i blokuje ciasno spasowaną baskilę. Znów nie mogę otworzyć, ale okazuje się, że kolano pomaga i już wiem, że iglica rozbija spłonkę, tworząc coś w rodzaju wzgórka, a ten skutecznie zakleszcza się w otworze iglicy. Takie wtedy były naboje, niestety. Wrzucam nowy nabój i biegiem na zestrzał. Ogromna farba na trawach i liściach znaczy miejsce i kierunek, gdzie uszedł. Rzucam się w ten szlak i po paru krokach widzę rudą plamę. Leży. Cudowne parostki. Wkładam Mu w pysk ostatni kęs i zaciekawiony oglądam, gdzie weszła kula. Wlot jest powyżej nasady karku, wylotu brak. Dopiero przy patroszeniu okazało się, iż pocisk wszedł powyżej nasady karku i powędrował po kręgosłupie szyjnym, jak po schodach w dół, przeszedł przez płuca, przeponę i utkwił w wątrobie. Kaliber 7x65R, czechosłowacka amunicja S&B, 9 g SP.
Nie ma jeszcze 20-stej. Jasno zupełnie. Wiążę cewki kozła i zarzucam na ramię. Do domku mam ok. 2 km. Przez kilka tygodni bark miałem we wzory dziwaczne jakie wycisnęły pętle sznura, a amunicji tej już nigdy nie używałem.


Jaworze – sierpień 1986




27-04-2006 13:43werbnaBardzo sympatyczna karta z dziennika myśliwego.Pamiętam tamte kozły.Wjechałem do lasu.Słońce skrzyło się w fantastycznie wybujałej zieleni,aż raziło w oczy.Coś mi nie pasowało ,czegoś było brak.Po chwili zdałem sobie sprawę,-kompletna cisza.Nawet nie słychać brzęczenia much nie mówiąc o ptakach.Do dziś noszę w sobie "zapach" tamtych kozłów,a w 99 roku przeszedłem operację usunięcia tarczycy.
Darz Bór

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.