DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: ANDY25-05-2006
Przelatek


Ostatnie dni maja. W kole rozróba na całego, poziom inwektyw i zachowań sięgnął dna, a nawet niżej.

Chcąc się trochę oderwać od tych wydarzeń, po łaskawym otrzymaniu odstrzału jedziemy w kilku do lasu. Obfite opady ostatnich dni sprawiają, że ziemia jest miękka. Wkoło trwa wiosna, młodziutkie listki, jedne jeszcze nie rozprostowane, inne już ukształtowane, lepkie i błyszczące, pachną całym bukietem zapachu.

Po korowodzie wpisów i dmuchania na zimne, jedziemy w łowisko. Wybieram fragment, który mnie interesuje i po umówieniu się z Kolegami, wolno poczynam podchód miękką, piaszczystą drogą. Jest jeszcze wysokie słońce i niespieszno wędruję, przystając i lornetując. Skuszony stojącą na groniku półeczką, postanawiam chwilę przysiąść. Do półki tej prowadzi zarośnięta ścieżka, ale aby się tam dostać, trzeba jeszcze kawałek drogi zrobić. Decyduję się przejść trochę w poprzek niecki. Nie wolno takich rzeczy robić i ten błąd mógł mnie kosztować szansę utraty zwierzyny. Dochodzę do półki i po wejściu, rozsiadam się wygodnie na kurtce, bowiem pień i siedzenie jest wilgotne od deszczu i lepkie od opadających łusek, otwierających się liści. Chłonę otoczenie i dumam nad tym, co mnie czeka w zbliżającym się zabiegu na klinice. Zadumę przerywa jakiś ruch w młodniku. Wlepiam tam wzrok i nagle widzę dziki. Są daleko i w gęstwinie młodnika, ale kierunek mają na mnie. Trwa to długo, o strzale nie ma mowy. Nie wiem co to za dziki, trudno oszacować wielkość. Wolno wędrują defilując w prawo, w kierunku drogi, którą podchodziłem. Kryją je trawy i maliny z ostrężyną oraz niewysokie jodełki, gęste jak szczotka. To właśnie rozmiar tych jodełek pozwala mi ustalić z czym mam do czynienia. To takie ok. 40-50 kg przelatki. Jest ich 4 sztuki i nie ma z nimi nic większego. Złożony w małą lukę na zboczu, między dwoma grubymi bukami, czekam na to, aż wejdą w nią. Dziki idą wolno, żerując i myszkując w trawach. I nagle wyrywają w górę, jak z procy. Migają mi jak czarne zabawki i nikną w gęstej i puszystej szczotce jodełek na obrzeżu drogi, którą powinienem podejść. Poszły w nieckę po drugiej stronie. Co się u diabła stało? - dumam i nagle olśnienie, weszły na mój trop, którym na przełaj schodziłem i zwiały. Zły na siebie, postanawiam, że klamoty zostaną na półce, a ja sam spróbuję podejść za nimi i na gołym lesie będę miał szansę na strzał. Zaczynam schodzić po stopniach drabiny, gdy nagle widzę wypadające z młodnika czarne cienie i po swoim tropie zmykające w nieckę, nad którą góruje półka. Stoję plecami do drabiny, więc opieram się o nią i składam się do dzików. Są na solidnym biegu, a ja mam sytuację linoskoczka i wąską lukę możliwą do strzału w odległości 70-80 kroków. Pierwszy i drugi uchodzi bez strzału, leciutko gwizdam i trzeci staje jak wryty. Nitki lunety na uchu, ściągam spust i w okularze widzę jakiś dziwny taniec grzebiącego w powietrzu biega wolno, coraz wolniej ...... Złożony czekam jeszcze chwilę, ale wszystko zamiera. Wyreperowana łuska jeszcze szeleści w gałęziach i packa o suche liście. Wolno, z ociąganiem zbierając swoje rzeczy idę do dzika. W trawie leży śliczny i w dobrej tuszy, łojny przelatek. Tylko lekka farba w uchu świadczy o skutecznym strzale. Jest już szaro, więc się spieszę z patroszeniem i wychodzę, słysząc samochód na drodze. Jest Ryszard. Szybko schodzimy w potok i dzik po raz ostatni ma kontakt z majowym lasem. Zapada w czeluść bagażnika.

Dobiegł końca jakiś fragment życia kniei.
Pora wracać...


Latoszyn - 2002




28-05-2006 23:46Jozef Starski"Andy" - mam ogromna satysfakcję i to podwójną; raz, że tak ładnie piszesz, a drugie, to, że poniekąd namówiłem Cię do tego. Teraz też mam do Ciebie prośbę w nawiązaniu do pierwszego zdania niniejszego opowiadania. Opisz w końcu taką typowa rozróbę w kole, ze wszystkimi epitetami, bo już dawno tego nie slyszałem odkąd przestałem polować w polskich klubach czy kołach łowieckich. W moim obecnym, w którym poluję od 6 lat jeszcze takie coś się nie wydarzyło, w ogóle to się nie wydarzyło odkąd klub istnieje. Andy - załatw sobie tylko z Adminem zgodę na publikacje epitetów, albo możesz nawet pominąć te epitety, ale naświetl - dlaczego tak myśliwi się kłócą. Czy widzisz jakieś rozwiązanie w tej sytuacji, aby nie dochodziło do takich kłótni między myśliwymi? Leży mi ten temat na sercu i to od wielu, wielu lat. Z tego powodu zrezygnowałem z polowania w towarzystwie takich "myśliwych". Nigdy nie mogłem takiego zachowania się, rzekomo rycerzy Św.Huberta - zrozumieć. Teraz poluję z takimi, którzy o Św. Hubercie nigdy nie słyszeli. Nie kłócą się...Gratuluję pióra!
26-05-2006 20:56ANDYFanie,
całe długie zycie piszę piórem a serca zostało mi 55% ( zgodnie z lekarskim werdyktem) , wzruszony i zażenowany jestem tym wspaniałym cytatem Twej wypowiedzi , którą podparli sie inni wielce Zacni Koledzy.
Pozdrawiam serdecznie
26-05-2006 07:43Alej.....I ja zdążyłem się przyzwyczaić do strof sercem pisanych ... Chyba nawet mogę już mówić o uzależnieniu. Szczęściem wiem, że Nemrod ów spisał co nieco i mam nadzieję, ze nie raz jeszcze swymi wspomnieniami nas obdarzy ....
25-05-2006 23:22krogulecJeszcze i ja powiem dzięki ....a o sercu napisane przez Kulwapa prawda tez tak to odbieram.Pozdrawiam szponiasty
25-05-2006 18:46TrapperPanie Andy, nawet gdyby Pan nie upolowal tego dzika i tak by mi sie badzo podlobalo to opowiadanie. A tu strzal kolo ucha i dzik padl. Prosze, prosze.
Bardzo fine przezycie lowieckie. Gratulacje.
Andy pisarzu, nigdy nie przestawaj pisac.
DB
25-05-2006 17:57wsteczniakAndy - trzy słowa urwanego, ostatniego zdania tego przechrzty FANA .... są i moim komentarzem.
25-05-2006 16:26CYJANEKTakie króciutkie a jakże sympatyczne opowiadanie.
Pozdrówka i DB
25-05-2006 13:53KulwapANDY! Długo zastanawiałem się dlaczego Twoje opowiadania są tak piękne? I nic mi do głowy nie przyszło, oprócz wniosku, że do pisania nie używasz ani pióra ani klawiatury!

Ty piszesz sercem.........

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.