DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: ANDY16-03-2007
Słonka

Parę tygodni temu zakończone zostały zbiorówki i później minął czas indywidualnych łowów. Przedwiośnie zimne i mokre, jedynie coraz dłuższy dzień niesie nadzieję, że jednak wiosna nadejdzie. Po kilku zimnych i wietrznych dniach zrobiło się cieplej i ustał wiatr. Pojechałem z Bimem na Dunajec i łażąc z nim spacerowo oglądam pierwsze nieśmiałe jeszcze zaśniedzienia wikliny oraz kwiat lepiężnika. Gdzieniegdzie widać żółte kwiaty podbiału i jadowite pędy pokrzywy. Nagle widzę jak na kamieniach obok nurtu spacerują pliszki, śmiesznie kiwając ogonkiem. Błyskawiczne skojarzenie, może i ‘długodziobe‘ też już są, ponoć pojawiają się równocześnie właśnie z pliszką.

Po południu pakuję strzelbę i parę naboi. Jazda w łowisko. Jest ono usytuowane kilkaset metrów nad poziomem morza i tutaj resztki po zimie zdecydowanie królują. Stoję cierpliwie jednak z nadzieją, że może już są... Niestety, tylko rożek młodego księżyca wędruje poprzez nieboskłon i gra w chowanego z konarami potężnych buków i jodeł. Słucham wieczorno- nocnych odgłosów i mocno zziębnięty dopadam samochodu. Jeszcze nie dziś...

Kilka cieplejszych dni zrobiło swoje. Drzewa dostają pierwszych pąków, kwitnie magnolia, trawa się mocno zazieleniła. Powtórnie jestem pod tym samym jaworem rosnącym obok miejsca gdzie była leśniczówka. Była, bowiem Niemcy spalili ją w czasie akcji ‘Burza’. Pozostało tylko parę owocowych starych drzew i fragment muru. Nazywa się to miejsce ‘Syberówką’ i tutaj właśnie jest usytuowany ciąg słonki. W kole jestem praktycznie jedynym, który odwiedza ciągi. Paru zachęcanych przyjechało, ale skwitowano to krótko. Małe i szkoda benzyny... Jedynie Stanisław chętnie mi towarzyszy i nie trzeba Go namawiać na wyjazd. Dziś jednak nie pojechał.

Stoję sam. Tutaj też już dotarło pierwsze nieśmiałe tchnienie wiosny. No może nie na tyle, żeby ostrożny dąb czy buk postarał się wystawić pączki liści ale na łozie są już pąki a jawor też zbrązowiał i zaczyna sączyć lepką maź. Bacznie się rozglądam po okolicy co ułatwia fakt, że liści jeszcze nie ma i nagle mą uwagę przykuwa żółta plama mocno kontrastująca z otoczeniem. Jest to dość daleko, ale mam jeszcze dużo czasu i postanawiam pójść obejrzeć cóż tam się znajduje. Wolno wędruję i widzę ogromny pęk kaczeńców, knieci błotnej a może jaskier?, wtopionych w małe oczko wodne ulokowane w zagłębieniu gruntu, gdzie ściekła woda z stopionych śniegów. Jestem już bardzo blisko, gdy z oczka z ogromnym wrzaskiem startuje wystrojony w godowe piórka kaczorek krzyżówki a za nim cichutko jego mniej reprezentacyjna małżonka. Kaczki z oporem windują swe kupry kręcąc slalom między drzewami a ja jestem mocno zdziwiony ich pobytem w środku lasu. Nigdy do tej pory ich tutaj nie spotkałem. Kończę ten niespodziewany wiosenny akcent składając się do kaczorka, tak jak dawniej, gdy polowałem na nie na wiosnę. Tym razem jednak palec się nie zgina, kaczki nikną pośród drzew a ja wolno wracam na stanowisko.

Dzień dogasa i na zachodzie czerwienieją coraz mocniej nadciągające szare chmury. Szczelnie zasuwa się nieboskłon i zaczyna siąpić drobniutki deszczyk. Las wkoło pełen tajemniczych szelestów, stąpnięć i trzasków. Słychać ćwierkania i trele skrzydlatej kompanii, która jednak już przybyła z dalekiej podróży i nic sobie nie robi z faktu, że tutaj zima może jeszcze wrócić i głodno i chłodno może się zrobić. Tym właśnie różni się jesienny las od wiosennego, że ten pierwszy jest praktycznie głuchy i tylko kruk lub sójka przerywa ciszę swym skrzekotem. Wiosenny jest pełen przeróżnych odgłosów ptaków i tej odwiecznej pieśni wabiącej samiczkę - nowego rodzącego się życia, nadziei. Później zaczyna się codzienna krzątanina i obowiązki, ale obecnie te ptaszki się cieszą i z zapałem uganiają się pośród drzew ciesząc oko i serce radosnym śpiewem. Głośne; kooo..rk, kooo.rk awizuje kolejnego gościa. Zdumiony obserwuję jak pośród patyków drągowiny dostojnie wlecze się kogut i co chwilę daje głos. Bania się dziś rozbiła, czy co... Do potoku gdzie bytują te ptaki jest około kilometra. Co to stworzenie tutaj robi? Jedynym wytłumaczeniem jest – wiosna...

Nagle słyszę świst, jeden, drugi i... chrup. Kręcę głową na wszystkie strony jak pilot myśliwca i nic nie widzę. Stoję na skraju niezbyt dużej polany a dookoła mur ogromnych drzew i nagle na tle nieba widzę cień ptaka. Jest bardzo daleko i przelatuje skosem za murem drzew. O tym aby strzelić nie podobna. Zresztą nie o strzał tutaj chodzi.

To jest misterium. Misterium rodzącej się wiosny, strzelających pąków i pierwszych kwiatów. Pszczół huczących na baźkach i trzasku pękającej kory, gdy rośnie drzewo. Oparów między drzewami w rosnącym mroku i głośnego plusku pędzącego, nabrzmiałego wodą śniegową strumienia. Aromatów trudnych do rozpoznania, tajemniczych i przywodzących na myśl jakieś wschodnie targowisko z dziwnymi perfumami i ingrediencjami. Ciepłego welonu mgły, który nieśmiało muska policzek jak dobra dłoń ukochanej istoty. Jakieś szepty i westchnienia, coś rozkwita i niesie nadzieję na przedłużenie czy kontynuację najlepszych, szczęśliwych i radosnych chwil. Ogromną nostalgię o tym co minęło i nie było dane doczekać... i jednak radość na przyszłe spotkanie...

Chrup, ssss... chrup. Od zupełnie innej strony widzę lecącego ptaka i wyraźnie widzę jak w powietrzu kręci głową - długodzioba. Wygląda to jak rzucona w powietrzu miękka, bezgłośna chusteczka. Leci na królewski strzał. Odruchowo, tym okropnym ‘wytrenowanym’ przyrzutem wypalam bez zastanowienia mocno odchylony już do tyłu. Jakby trafiła w szklaną płytę. Spada za mną w trawę. Rzucam się pospiesznie i podnoszę. W dłoniach ciepła, szara kupka piórek. Łebek zwisa bezładnie i jedynie w kącie długiego dziobka, rubinowa kropelka...
Jakby podkreślenie...



Syberówka 1994




18-12-2008 08:23BrakarzANDY!
Serdecznie i szczerze gratuluję publikacji opowiadania w "Braci Łowieckiej". Duch misterium wiosny, z długodziobą w tle, wprowadził mnie w przyjemny nastrój.
Pozdrawiam, Darz bór!
brakarz
22-10-2008 22:55loftką _gopięknie opisane, na cześć tego opowiadania dorzucę zdjęcie do mojej galerii obejrzyjcie za parę dni
22-10-2008 18:25julianPostać i posłuchać, pooddychać tym powietrzem. to jest wspaniałe. Teraz jadę w teren nawet bez broni aby To jeszcze raz przeżyć.
Pozdrawiam Julian.
21-06-2008 09:52KociskoJakbym tam był Andy. A byłem nieraz. Smutne to że , podobnie jak u mnie, Twoi koledzy mieli takie podejście do słonek.....
darz bór kolego!!!!!!!!!!!!!!
23-03-2007 12:57jandrusbPiękne opowiadanie, czytając czuje sie ducha puszczy i piękno łowieckiej, wiosennej przygody. Darz Bór.
19-03-2007 19:48krogulecDzięki Andy
19-03-2007 10:51dawids82Nie myślałeś o tym aby wydać swoje opowiadania w formie zbioru. Są super

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.