DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: ANDY30-11-2007
Andrzejki

Dziś moje imieniny – 30 listopada. Zupełnie jeszcze ciemno, ale jakoś tak inaczej niż w ‘zwykły’ listopadowy, szary i smutny dzień. Podchodzę do okna i... nie wierzę własnym oczom. Bieluteńko. Z ołowianego zwykle nieba opada biała zasłona płatków. Jest go już całkiem sporo. Cudowny prezent dostaję na mój dzień od Patrona – pierwszy śnieg i kilka stopni mrozu. Dziś dzień polowania na zające, lisy, bażanty i sarny. Zbieram się, coś na ząb, termos, amunicja i... omszała butelka. Koledzy nie odpuszczą... tradycja to rzecz święta...

‘Bierzemy’ pola między Dunajcem a wałem przeciwpowodziowym. Bardzo lubię to polowanie. Jest takie różnorodne i obfituje w niespodzianki. No i coś tam można po ustrzeleniu zabrać na własny stół. Z grubą zwierzyną jest to niemożliwe. Wszystko praktycznie musi iść do skupu. Czasem tylko jakaś wątróbka lub dzik wzięty na ‘kiełbasy’, które rozdzielone na dwadzieścia kilka osób całą rzecz czyni symboliczną. Szczególnie w kontekście – jak podzielić 3 kg kiełbasy na kilkadziesiąt przyjaciół czy znajomych. Znajomych, z których każdy myśli, że jak poluję to mam pełną zamrażarkę...

Cudowna – już zimowa sceneria. Ciągle pada mocno i śniegu przybywa szybko. Brniemy na stanowiska i mościmy sobie dołki aby znaleźć oparcie dla stóp. Ten rodzaj polowania i teren nie zapewnia jakiś nadzwyczajnych rozkładów. Trafia się zając, lis, który zaufał i pozostał na powierzchni nie szukając przystani po rozbójniczej nocy w czeluści ciepłej nory. Bażant wyciśnięty z jakiejś kępy rozbłyskujący złotem i czerwienią piór, gdy zmierza w górę i nagle łamiąc lot po celnym strzale roztrzaskuje się o zmarzniętą ziemię. Są jeszcze inne ‘niespodzianki’. Z szarej rozwichrzonej kępy traw wzlatuje stadko kur. Dwa szybkie strzały i o biały obrus uderza... 2 sztuki. Strzelec idzie po leżące na śniegu ptaki i od prowadzącego polowanie - wiekowego zacnego Nemroda - słychać: potrzebne Ci były... ten nieskładnie tłumaczy, że przecież wolno było strzelać. Jeszcze dziś...

W następnym miocie stoję blisko stalowej wstęgi Dunajca, obramowanej teraz w biały szalik z powtykanymi weń łętami wikliny i suchej trawy. Powierzchnia rzeki pomarszczona jest i pusta. Aż trudno uwierzyć jak ta sama rzeka wygląda w innej porze roku. Z oddali dochodzić zaczyna pokrzykiwanie naganki i widzę zmierzające w kierunku linii dwa zające. Jeden z nich nagle zmienia kierunek i zmierza do ciągnącej się wzdłuż Dunajca wikliny wpadając weń i znika mi z oczu. Drugi skręca w kierunku wału i nie zmieniając szybkości wbiega nań aby zniknąć z oczu tych, którzy w skrytości liczyli, że na nich wyjdzie. Nie tym razem. Czuję na sobie wszystkie spojrzenia, stoję bowiem pierwszy w lekkim zagłębieniu i reszta wie o tym, że zając raczej rzeki nie przepłynie... Kępa zeschłej trawy nagle się rozsypuje i z śnieżnej kurzawy wypada rozpędzony ‘trampkarz’. Już czekałem złożony i wpada w wiązkę śrutu, która go wywraca...

Łamię strzelbę i szepczę podziękowanie dla Patrona... Z przyzwyczajenia wstrzymuję wystrzeliwującą łuskę dłonią i chowam do kieszeni. W pustą komorę wędruje nowy patron.

Popatruję po linii i wiem, że jest sporo zawiedzionych – mógł wyjść na mnie - gdy jedna z sylwetek podnosi rękę i kieruje ją w moją stronę, celując w sypiące śniegiem niebo. Odwracam głowę i widzę olbrzymi klucz krzyżówek, ciągnący wzdłuż rzeki, nad jej korytem. Rozpadają się na mniejsze grupki i zaczynają zawracać kierując się w miejsce gdzie zostały ruszone. Jedna z nich leci bardzo szybko w kierunku wału i jej promień skrętu wypada nad moją głową. Spokojnie oceniam odległość, składam się i sporo zakładając, ciągnę spust.

Widzę jak rozpryskują się na boki piórka a sama kaczka bezwładnie, olbrzymim lobem, dodatkowo niesiona silnym wiatrem uderza w koronę odległego wału wzbijając gejzer rozprysku i znika za nim. Zadowolony, czekam na zakończenie pędzenia i jak naganka dochodzi, łamię broń i idę po zająca.

Po zrobieniu z nim co trzeba, zaczynam iść na miejsce zbiórki, która wypada obok wału za którym spadła ma zdobycz. Jestem jeszcze daleko, gdy jeden z myśliwych zaczyna wchodzić na wał w miejscu gdzie uderzyła spadająca kaczka, chwilę chodzi w miejscu zataczając niewielkie kółka i znika za jego przełamaniem. Dochodzę, kładę kota i sam drapię się na wał. W dole widzę Kolegę jak chodzi i popatruje uważnie popod nogi. Kaczki nie ma... Schodzę i pytam, co jest. Nie ma jej, mówi. Na wale jest miejsce gdzie uderzyła, ale poza smugą w śniegu nic nie ma. Odchodzimy dalej i nagle Kolega się schyla wkładając dłoń w śnieg. Podnosi rękę i w dłoni widzę kaczkę. Drugą wyciąga z gratulacjami. Biorę łup a ponieważ dziś akurat kaczek się nie spodziewałem, nie mam troków, zakładam rękawiczkę i mozolnie w obfitym śniegu drapiemy się na wał i miejsce zbiórki. Zaciekawione spojrzenia i bezładne szybkie słowa. Zadowolony z udanego pędzenia wyciągam paczkę papierosów, częstuję najbliższych i podchodzącego p. Dominika, który dziś prowadzi to polowanie. Ten bierze papierosa z podsuniętej paczki ale widzę, że coś mu leży na wątrobie. Osłaniając dłońmi zapalniczkę – podaję Mu ogień i nagle słyszę –czemuś ją zastrzelił, potrzebna Ci była na gwałt...

Zamieram i błyskawicznie robię ‘rachunek sumienia’ – bardzo zresztą lubię Tego zacnego Nemroda. Wolno, dobierając słowa i mocno zdenerwowany mówię, p. Dominiku, dziś moje imieniny – 30 listopada, kaczki jeszcze dziś przecież wolno strzelać, dlatego, że Patrona, dobrze pamiętam. Patrzy na mnie dobrotliwie zza krzaczastych brwi zaskoczony i po chwili słyszę: przepraszam Cię, faktycznie, jeszcze wolno dziś. Dalej pali i po chwili słyszę, ale powiedz: potrzebna Ci była...

Panu Dominikowi, za pierwsze kury w Jego obecności i pod surowym nadzorem strzelone.
I to, że był Sobą, zawsze.

Pola Radłowskie 1983




01-12-2007 10:49Szelest:)
01-12-2007 01:00ULMUSNajlepszego Andy.
30-11-2007 17:50ANDY Ten tekst w zamierzeniu jest dedykowany mysliwskim Andrzejom . Niestety 'cykl wydawniczy nie przewiduje wcześniejszego zapisu komentarza . Nie mogłem byc o 12 i nie dałem na wstepie komentarza i osobistych życzeń . Głupio mi niewymownie , a za te ciepłe słowa bardzo dziękuję i o wybacznie fo pa proszę najkorniej.
30-11-2007 13:53Alej.....Kolejnym, świetnym opowiadaniem zrobiłeś mi, ANDY, pierwszorzędny prezent z okazji swoich imienin.
Dzięki i najlepszego, alej
30-11-2007 13:25BrakarzMiejsce, duch i sceneria polowania mówią same za siebie. Niech Patron o Tobie pamięta, dobre zdrowie zawsze Ci służy, a opowiadania, wspomnienia z łowów, cieszą nadal liczną Brać myśliwską. Darz bór, Piotr
30-11-2007 12:44KulwapWspaniale jak zawsze. Żebym nie wiem co robił to równie pieknych zyczeń jak to opowiadanie złozyć nie zdołam. Prymitywnie więc poproszę: żyj nam sto lat! Andrzeju! A w każdą rocznicę literacką ucztę swym wielbicielom wydawaj.
30-11-2007 12:18saimonDo podziekowania, za piekne jak zawsze opowiadanie-wspomnienie mysliwskie, dolaczam serdeczne zyczenia imieninowe.
Darz Ci bor Andrzeju.Zachwycaj nas dalej swoimi opowiadaniami
saimon
Jerzy Przyluski

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.