DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: ANDY12-12-2007
Gile

O okienka myśliwskiego domku uderza ciepły południowy wiatr. Nic nie wskazuje, że jest to grudzień, który ‘normalnie’ zawsze kojarzy się z zapachem kiszonej kapusty i grzybów, ciasta i ryby. A także postukiwaniem stalowych łopatek o chodnik, jakimi stróż oczyszczał go i posypywał popiołem.
Brzękiem janczarów przy końskiej uprzęży i postukiwania wozaków rozwożących węgiel. Oczekiwaniem na urządzenie lodowiska na którym będzie można wypróbować ostrość dawno przygotowanych ‘panszenów’ i homeryckie boje na zawodniczym lodzie, gdy nam w zamian za oczyszczenie i wyrównanie powierzchni, srogi trener pozwoli pojeździć...

Ta dziwna pogoda trwa już od kilku dni, rozleniwia ciepło i zagania pod dach padający deszcz. Beznadzieja. Do aury dopasowała się zwierzyna. Wszystko gdzieś wciśnięte w mysie dziury. Żadnego ruchu. Wieczorem widziałem skurczonego w trawie zająca. Mokry i zmierzwiony ostrożnie wędrował krawędzią wąskiej przecinającej pola ścieżki. Stanąłem nieruchomo w kępie drzew a ten przyszedł mi na wyciągnięcie ręki. Spłoszony moim jakimś ruchem runął na oślep o mało nie uderzając w cholewki butów...

Przewracam się na pryczy bo już boki pobolewają od ciągłego leżenia i słyszę mocne, coraz bardziej natarczywe uderzenia pięści wiatru. O szyby trzaskają grube krople... Spadają powieki i lekko zasypiam a raczej drzemię kołysany tymi zewnętrznymi odgłosami. Wiatr osiąga na tej swoistej przełęczy siłę huraganu. Potężne uderzenia niosą obawę o to czy dach wytrzyma jego napór. Może też prysnąć jeden z licznych potężnych buków i dębów otaczający chałupę. Wyrywa mnie na siedząco swoista cisza po tym piekle. Patrzę na fosforyzujące wskazówki zegarka – 2-ga. Zdziwiony, że nie słychać łomotu od południowej strony nastawiam uszy i słyszę gwizd po północnej stronie i dziwne potrzaskiwania oraz coś jak dzwonienie czy pobrzękiwanie. Zastanawia też dziwna poświata, choć księżyca brak.

Wyskakuję do okna, ale co to. Szyba cała jest zasklepiona białym nalotem – szron, śnieg? Z wielkim trudem pcham okno. Cały świat w zasięgu wzroku zawalony ogromnym śniegiem. Gałęzie zwisają przywalone białym całunem. Kilka niewysokich jodełek złożone na bok ciężarem okiści. Zadymka szarpie gałęzie i uderza w domek, ale już od północy. Zmieniła się cyrkulacja i błyskawicznie spadła temperatura, którą przyniósł ten północny czarodziej. Znów powraca grudzień z śniegiem i mrozem barwiącym policzki dzieciaków i niosący z ust siwe smugi zamarzającego oddechu...

Rankiem ogromne słońce i błyskająca fontannami brylantowych rozbłysków przestrzeń. Lekki wiatr podzwania zamarzniętymi na kość gałązkami, które zlepił zamarzający deszcz i który później pokrył biały śniegowy całun. Śniegu jest bardzo dużo i chodzenie to męka, dodatkowo z góry lądują strząsane przez wiatr wagoniki śniegu. Na pewno nic nie chodziło w taką hamerę, jednak nie mogę siedzieć w domku w taki czas. Wolno zakładam swój trop w nadziei zobaczenia jakiś śladów życia i nagle słyszę dziwne odgłosy i popiskiwania. Sypiący z góry śnieg wskazuje sprawców. To stadko gili, ogromnie napuszonych i kolorowych, jak przeganiają się wśród zlodowaciałych gałązek. W ich zachowaniu jest zwykła radość z świeżego śniegu i mrozu i pobytu w tym białym królestwie. To północny wiatr uruchomił ich wędrówkę tutaj.

Teraz wiadomo, nadchodzą Święta i woń choinki i... ten nieziemski kojący spokój domowego zacisza...




13-12-2007 11:05ULMUSale zaczarowałeś ANDY :)
13-12-2007 10:37SopranoWitam

Właśnie siedze sobie w robocie gdzie panuje byle jaka atmosfera niewiem czym spowodowana ?? wiec postanowilem wejsc na ulubiona stronke aby troche sie odłączyć o niej... I prosze trafiam na tak piękną powieśc normalnie uciekłem i odłaczyłem się na dobre aż szkoda ze taka krótka ale za to efektownie pobudziła umysł do wyobrażenia sobie tego pięknego obrazu... aż tęskno za takimi krajobrazami...

Pozdrawiam Darz Bór Super Opowieść...
12-12-2007 19:26NemrodzikNa moment zapomniałem o szarym, mokrym i ponurym świecie. Znowu wróciłem do czasów zimy z dzieciństwa. Wszystko wtedy było jakoś poukładane inaczej, chyba lepiej.... Przepiękne opowiadanie.
12-12-2007 15:24PiotrekPatPiękne !

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.