DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: dawids8227-05-2008
Borys

Zbiorówki pokazały mi jak może wspaniale układać się współpraca między myśliwym i psem. Przychodząc do koła na staż dostałem dobrą radę od Prezesa Koła: Każdy myśliwy musi posiadać psa myśliwskiego i basta, inaczej jest jak żołnierz bez karabinu. W tamtej chwili traktowałem tą radę bardziej jako zrzędzenie starca, miałem dość prowadzenia na polowaniu psów kolegów z Koła, a jeszcze mi brakowało swojego! Po kilku takich namowach zdecydowałem się porozmawiać z rodzicami czy wyrażą zgodę na psa koło domu.
Po ciężkich negocjacjach, największy bastion oporu - mama - padł. Jeden warunek: piesek nie może być duży. Machina poszukiwań ruszyła i zaczęło się pytanie starszych kolegów: co, jak, który, dlaczego, gdzie? Początkowo padło na beagla, ale coś mi się nie widział, pies z Wysp rodem, mało tu polskiej tradycji. Ostatecznie decyzja oparła się o foksterierka, który w polskich lasach był zaprawiony w boju!

Zacząłem szukać. Nie tak jak wszyscy zaczynają od sprawdzonych hodowców, ale od allegro (niektórzy nadal uważają to za błąd młodości, ale Ja się do nich nie zaliczam). Początkiem czerwca znalazłem koło Leszna. Pochodzę z okolic Legnicy - wyprawa na cały dzień. Podróż pociągiem, jeszcze szybkie targowanie na miejscu i skromny budżet studenta 4 roku uszczuplił się o 120 zł. Pies miał około 1,5 mies., szczekał na mnie, gryzł niemiłosiernie i nie mógł usiedzieć sekundy w miejscu. Diabeł jakich mało! Podczas podróży powrotnej zdążył wyjeść ukradkiem prowiant pary studentów udających się na wakacje, załatwić się przy konduktorze i zniszczyć karton, w którym był przewożony.

Na chrzcie mała, plamiasta, włochata kulka dostała imię Borys - nie było innych opcji. Po tygodniu pobytu w domu przestał gryźć i zaczął reagować na nadane mu imię. Niestety niszczył wszystko co mieściło mu się w małym włochatym pyszczku. Cierpliwość mamy została szybko wyczerpana jak pogryzł jej buty. Pies musiał być przeniesiony do kojca (w którym zamykałem go od święta), czyli latał po obejściu. Decyzja przeprowadzki wymusiła na mnie częstsze przebywanie koło domu niż w nim. Staliśmy się nierozłączni: pies i jego właściciel.

Borys rósł i uczył się niebywale szybko: aport w wieku 2,5 miesiąca, potem siad, głos itd. Raczej nie było to podręcznikowe szkolenie pasa bo pierwszą zbiorówkę na kaczki zaliczył w wieku 3 mies. ale szło do przodu. Gorzej było gdy zaczęły się polowania na lesie. Pies nie chciał chodzić, polowanie go nie interesowało. Zaraz pojawiły się głosy, że tak to jest jak się kupuje psa z allegro, a nie po sprawdzonych użytkowo psów. Minął październik, listopad i częściej się musiałem rumienić za psa niż cieszyć z postępów w jego nauce.

W grudniu pies wywinął numer, który przeszedł do historii Koła chyba na stałe - obraził się na swojego właściciela. Przy porannej odprawie przed polowaniem pokrzyczałem trochę na niego. Pierwszy miot, walczę z zaroślami i podszyciem lasu, a pies zaraz po wejściu w miot zawraca i siada na stanowisku obok Prezesa. Drugi, trzeci, czwarty - sytuacja powtarza się, a pod moim adresem płynie potok żartów. Po śniadaniu jest jeszcze gorzej, wraca i układa się pod autem. Pies dostaje drugie imię od myśliwych "TWÓJ Profesor", nasłuchałem się, że nic z niego nie będzie, szkoda zachodu itp. Po trzech dniach dopiero mu przechodzi - gorzej jak z babą.

Nadszedł koniec grudnia, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, przyniósł upragnione efekty mozolnej nauki. Borys "siadł" na dzika i wyprowadził go pod lufę kolegi. Nikt nie wiedział co się dzieje. Następny miot to samo. Moim zdaniem przyszedł na niego czas i się obudził. Od tego dnia polowanie z Borysem zaczęło należeć do przyjemności. Najlepszą nagrodą dla nauczyciela jest widzieć efekty godzin mozolnej pracy z uczniem! Potem zaczęły się nory! Wszystko robił z niesamowita pasją, a drugie nadane mu imię "Profesor" nabrało innego znaczenia.

Sezon się skończył, potem przyszły egzaminy i nowy "Mój" sezon.
Sierpień w pełni, pogoda była cudowna i oczywiście polowania zbiorowe na ptactwo wodne. Borys bywał już na takich ale wtedy wolał siedzieć pod autem, niż aportować kaczuchy z wody. Teraz było inaczej, aportował lepiej niż wyżły specjalnie szkolone do polowań na zwierzynę drobną, wzorowo wyszukiwał zbarczone kaczki w trzcinach i wysokiej trawie.
Polowanie na lesie: wyprowadził mi pierwszego dzika w życiu, takich chwil się nie zapomina. Mała plamiasta, włochata "inwestycja" zaczęła się zwracać z nawiązką. Myśliwi zaczęli odnosić się do psa z większym szacunkiem i nie tylko dlatego, że był moim oczkiem w głowie, ale dlatego, że dobrze pracował. Na ostatnim listopadowym polowaniu Borys trafił na sporego odyńca, który poharatał psa. Weterynarz wydał wyrok: pies do łatania, idzie na miesięczną rekonwalescencję.

Rany goiły się „jak na psie”. Po dwóch tygodniach zdecydowałem się z psem na dłuższy spacer, dla przewietrzenia. Poszliśmy na dziką plażę jeziora nad którym mieszkam. Niestety pies poczuł pasję łowiecką, która tak długo w nim się nie mogła obudzić. Znalazł norę! Jak wszedł to przez kwadrans poza odgłosami walki z jej lokatorem nic nie słyszałem. Nagle wszystko ucichło. Zacząłem nawoływać: Borys, Borys, Boro do nogi. Nic! Minął kolejny kwadrans. Zaczynam się poważnie martwić o swojego podopiecznego. Biegnę do domu po szpadel i kilof. Zaczyna się kopanie, kilka godzin. Leżał przywalony piachem razem z lisem, którego starał się wygonić tak jak go pan uczył. W norze, podczas zwarcia, obsunęła się ziemia. Mała puchata kulka, którą przywiozłem do domu półtorej roku wcześniej, nie gryzła, nie szczekała, nie biegała dookoła - była martwa. W domu nikt nie chciał uwierzyć, nawet mama, która wojowała z psiną o szkody jakie robił w kwiatach przed domem. To ona podeszła do mnie i powiedziała, że drugiego takiego nie będzie. Jak przywiozę szczeniaka to będzie się bardzo cieszyć, nawet jak rozkopie cały ogród przed domem.

Ostanie zbiorówki bez psa w sezonie nie sprawiły mi przyjemności, nie chciało mi się nawet strzelać gdy nadarzała się okazja. Teraz wiem co to znaczy, że myśliwy bez psa jest jak żołnierz bez karabinu.

Od kilku miesięcy mam parkę foksików: Borysa (Juniora)i Maszę. Rosną, ale czy dorównają swojemu poprzednikowi? Mogę mieć tylko nadzieję!




10-09-2009 20:25jarkez współczuje koledze tak dobrze ułożonego pieska ja też zakupiłem na allegro i nie żałuję wyboru ale właśnie w jednym ci przyznam rację a mianowicie że myśliwy bez psa to jak żołnierz bez karabinu:)
13-06-2008 14:24canislupus4Cześć pamięci Borysa!!!
27-05-2008 12:25Jump76...ktoś kiedyś powiedział "pieskie życie",ale ile radości daje możliwość polowania z dobrze ułożonym czworonożnym przyjacielem.Współczuje Tobie kolego że tak szybko zgasło życie Borysa,którego już okrzyknieto "Profesorem".Coś się kończy coś się zaczyna..Wkładaj wiele serca w układnie pary psiaków.Jesteś młody wszystko przed Tobą:)
Z myśliwskim pozdrowiniem "DARZ BÓR"

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.