DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: ANDY18-11-2009
Gęsi

Połowa listopada dość łaskawego jak na ten miesiąc. Nie siąpi, w miarę ciepło, nie wieje zbyt mocno. Coroczne przeloty ptactwa ospałe jakieś i niezbyt liczne. Skuszony uwagą jednego z myśliwych iż ciągną dość dobrze kaczki postanawiam to sprawdzić. Wybieram ogromne i zarośnięte tamy na Dunajcu ok. kilometra od przewozu w Pasiece Otwinowskiej.

Zabieram z samochodu broń oraz składany stołeczek i mocno pracuję nad oporną wikliną aby ją sforsować i dostać się w pobliże lustra wody. Ta część tam jest pokryta żółtym piaskiem. Wybieram osłonięte miejsce i ustawiam stołeczek popod obwisłymi gałązkami wikliny. Granatowa ale czysta rzeka toczy swe wody szybko i tak samo od zarania dziejów. Szare patyki wikliny w dużej części już bez listków tworzą nieprzebytą szczotkę po obu stronach rzeki. Chwilę szukam po kieszeniach nabojów i wybieram dwie czwórki które wsuwam w lufy i zamykam strzelbę. Wygodnie się kokoszę na stołku i zastygam w oczekiwaniu. Po dobrej chwili widzę dwie krzyżówki jak dalekim łukiem okrążają tamę na której siedzę i wyraźnie przymierzają się do lądowania na potężnym polu po ściętej kukurydzy.

W zakolu rzeki wybucha ogromny plusk, jeden, drugi. Wrażenie jakby ktoś deską walił w wodę. To sandacz. Sądząc po odgłosach musi mieć ładnych parę kilo... Od dziecka mam do czynienia z wędką i umiem sobie radzić z takimi gagatkami. Następnym razem trzeba będzie wziąć spinning i spróbować dobrać się do niego. Wiem również o tym, że bywają tutaj opasłe bolenie. To wprawdzie już dość późna na nich pora, ale te ciepłe dni i obfitość drobnicy sprawia, że jeszcze warto spróbować.

Ale nie po nich dziś tutaj jestem i otrząsając się z wspomnień popatruję w gasnące i coraz bardziej ołowiane niebo. Znów ciągną kaczki w kierunku pola z kukurydzą. Może by tak podejść i zająć stanowisko na trasie ich przelotu licząc, że obniżą lot na tyle, że umożliwi to skuteczny strzał. Zaabsorbowany tym pomysłem wstaję z wygodnego stołka i z przyzwyczajenia popatruję jeszcze wzdłuż nurtu rzeki. W swoistej bramie jaką tworzą brzegi na tle szarego zasnutego cirrusem nieba – ciągnie wachlarzyk ptaków – gęsi...

Jest to takie dla mnie zaskoczenie iż usiłuję wgnieść się w stołeczek aby stanowić jak najmniejszy obiekt dla oczu tych przybyszów. Gęsi nadlatują spokojnie. Podnoszę się i równocześnie składam mierząc do skrajnej sztuki z lewej strony ciągnącej nad brzegiem, mając ją do boku ściągam spust. Gęś jest w tym momencie w odległości ok. 15 -20 m. Składa skrzydła i jak swoisty pakunek wali się pod moje nogi. Pozostałe zaczynają się podnosić w ciemne niebo wywrzaskując ogromne oburzenie, na przedłużeniu luf wyskakuje rozkrzyżowana sylwetka. Ciągnę drugi spust i kolejna z pluskiem uderza w taflę pędzącej rzeki wzbijając potężny gejzer wody. W głowie mi huczy, policzki pieką, lata całe na to czekałem i spełniło się tak pięknie. Łamię lufy i w tym momencie dociera do mnie, że strzelałem z 3 mm śrutu...

Hubert był łaskawy...




19-11-2009 09:04HubbertPiękne.

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.