DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Adrianooo03-08-2010
Te oczy...

Pewnego październikowego popołudnia postanowiłem się pouczyć do egzaminu w dość nietypowym miejscu, jak na tą czynność, na myśliwskiej ambonie. Dzień był ładny, bezchmurne niebo i delikatny wiatr stwarzały przyjemne warunki do spędzenia wolnego czasu na świeżym powietrzu. Jadąc na ambonę z pożyczonym sztucerem miałem raczej chęć nauki, aniżeli jakiegoś polowania. Jako miejsce zasiadki wybrałem ambonę stojącą na rowie w pobliżu ścierniska. Przez pierwsze dwie godziny nic szczególnego się nie działo. Wszystko było jak zawsze na swym miejscu, sarny na łące, kaczki i pojedyncze gęsi na jeziorze i ten przyjemny, delikatny śpiew ptaków, dobiegający gdzieś z głębi kniei. Gdy słońce schowało się za horyzontem, a ostatnie słoneczne promienie rozpłynęły się na pomarańczowym niebie, postanowiłem zakończyć naukę i rzucić się w wir polowania.

Wraz z upływem czasu robiło się mniej kolorowo, bardziej cicho i ponuro. Jednak zanim noc na dobre pokryła całą okolicę pojawił się pewien rudzielec. Odległość dzieląca mnie i owego nieszczęśnika wynosiła jakieś 300 m. Postanowiłem spróbować swoich sił w niełatwej sztuce wabienia. Pierwszy, drugi i kolejny pisk myszki zaowocowały zainteresowaniem przechery. Początkowo niepewnie ruszył w moim kierunku. Przystanął na chwilę, jakby coś przeczuwał. Ale zaraz potem ruszył zdecydowanie w kierunku ambony. Podszedł na jakieś 70 m gdy naprowadziłem krzyż lunety na jego komorę. Chwila na bezdechu, strzał i lis pada w ogniu... Patrzę w stronę oddanego strzału, aby się upewnić, że leży. Ze zdziwieniem patrzę na lisa, który utykając biegnie wprost na ambonę. Zanim zdążyłem przeładować lis stał jakieś 10 m od miejsca mojej zasiadki. Pospieszne szukanie lisa w lunecie, strzał i nic. Odskoczył jakieś 2 m i nadal stał. Trzeci nabój (ostatni z magazynka) powędrował do komory nabojowej, następnie padł kolejny strzał. A lis jak biegał tak biega. Pospiesznie szukałem ładownicy, w której miałem ostatnie dwa naboje. Zanim je znalazłem, lis odszedł na dalszą odległość od ambony. W tym czasie zdążyłem ponownie załadować no i cała procedura powtórzyła się. Tym razem lis padł w ogniu. Chcąc podnieść owego kuloodpornego przeciwnika zszedłem z ambony i udałem się w miejsce jego spoczynku. Gdy byłem 5 m od niego, on podniósł łeb i w nogi. Szybko cofnąłem się po sztucer zostawiony na ambonie, ostatni nabój w rękę i za lisem. Podszedłem dość blisko, za blisko... Zanim zdążyłem biedaka dostrzelić widziałem jak leży i wpatruje we mnie swoje czarne, przerażone oczy. Oczy, które wciąż widzę powracając w pamięci do owego polowania…

Postanowiłem opisać i uwiecznić to polowanie, nie ze względu na sukces w postaci lisa, nie ze względu na pierwszą udaną próbę wabienia lecz ze względu na te oczy... Myślistwo, broń i polowania to nie tylko pasja, przyjemność i zabawa. Łowiectwo, to przede wszystkim ogromna odpowiedzialność spoczywająca na myśliwym posługującym się bronią. Wspomnienie owego polowania ma mi przypominać (a czytelnikom z poza kręgu uświadamiać) o tej właśnie odpowiedzialności.




10-08-2010 08:48ULMUSZnaju o co chodzi . Napisałem tylko to co mnie się nasunęło na myśl a co jest bardzo adekwatne do "dogasających lamp". Myślę że każdy myśliwy nieraz przeżył dokładnie to samo co pisze Adrianooo. Może stąd wziął się ostatni kęs, może dlatego bywa grany "Lis na rozkładzie". Coś w tym jest .... Nikt normalny nie pozostaje obojętny w takim momencie.
08-08-2010 12:50AdrianoooKilka słów wyjaśnienia. Wszystkie moje teksty pochodzą z mojej kroniki. Traktuję je jako relacje, rzeczywiste odzwierciedlenie faktów, zdarzeń i emocji jakie przeżyłem w łowisku. Mają ukazać łowiectwo takim jakim jest w rzeczywistości, z tymi cudownymi chwilami, o których rozmawiamy przy każdej okazji oraz z tymi, o których mało kto chce mówić i pamiętać. Mam nadzieję, że moja córka lub może przyszły wnuk będą kiedyś polowali, a moje doświadczenia uchronią ich przed pochopnością i nadmierną ilością błędów.
Pisząc szerzej mógłbym rozmazać realny świat, stworzyć ciekawsze i barwniejsze opowiadanie. Mógłbym spróbować, gdybym pisał opowiadania...
06-08-2010 21:06mikeszTrochę to głupie ULMUS z Twojej strony choć uważam żeś spoko GOŚĆ.
Gdzieś czytałem ( to chyba w jednym z rozdziałów pewnej pięknej powieści )że "dogasające lampy" robią wrażenie mało pozytywne. Więc treść tego opowiadania ( mocnego ) ma odnośnik dla polujących i tego jak i kiedy mogą/ powinni "ściągnąć spust"...
Adrianooo pisz "szerzej" - chyba wiesz co mam na myśli...
04-08-2010 10:05ULMUSDlatego w sklepach obok różowej szyneczki nie leżą oczy.

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.