DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: postrzałek13-06-2011
Huczka

5 grudzień. Dziś zbiorówka. Wstaję rano, za wcześnie, cholera zawsze tak jest, że jak jest polowanie to nie mogę dospać do dźwięku budzika. Jak zwykle krzątam się po domu, zrobiłem sobie herbatę, jakąś kanapkę. Dwa razy sprawdzam czy wszystko jest, nareszcie słyszę klakson i już pędzę na dół do Macieja. Kiedy tylko otwieram drzwi staje jak wryty! PONOWA! Coś takiego, a wczoraj jeszcze się chmurzyło.

Droga mija błyskawicznie, dojeżdżamy do hubertowki, wszyscy już są. Jak zawsze czekamy na jakiegoś śpiocha, ale w tym czasie Maciej ma okazje pochwalić sie posokowcem, wszyscy go podziwiają tylko jak zawsze pan Jan, najlepszy myśliwy w kole i posiadający najlepsze foksteriery w okolicy z rozwagą przygląda się psu i pyta o znalezioną zwierzynę. Po krótkiej odpowiedzi kolegi kiwa głową i przyznaje, że taki pies może sie przydać w łowisku.

Nareszcie wszyscy są! A wiec zaczynamy zbiórkę! Prowadzący polowanie, pan Jan oczywiście stawia bezpieczeństwo na pierwszym miejscu, rozplanowanie miotów, zwierzyna na jaką polujemy i ruszamy.

Pierwszy miot to trzciny, zresztą cale polowanie dziś odbywa sie na nich. Czuć bardzo ostrą woń, prawdopodobnie dziki, ale nie jestem pewien. Ruszamy. Nie zdążyłem ujść 50 m i już słyszę dwa foksy pana Jana, Maksa i Tapira! Zaczęło się, a więc stary leśnik zna swoje tereny jak nikt inny. Szybki gon w stronę psów i całe towarzystwo wystrzeliwuje w stronę myśliwych. Już słychać szybkie i kąśliwe strzały, kwik i kolejny strzał kończący żywot biednego dzika. Po chwili telefon "uważajcie, w miocie ranny dzik"... Dochodzimy do myśliwych, Maciej patroszy przelatka, prosi o pomoc przy cielaku. Bór mu darzył. Wtem podchodzi do nas prowadzący z synem i prosi o pomoc w odnalezieniu dzika, Adam strzelał do odyńca, który cofnął sie w miot. Umawiają sie na "za dwa mioty" i ruszamy dalej.

Wszyscy się zbierają, brakuje jednego psa, Tapira, podobno ktoś słyszał jego skowyt. Nieciekawie to wygląda, ale mamy nadzieję, że się znajdzie, to doświadczony pies.

Drugi miot to same tarniny, woda po kolana, a na środku górka i dwa dorodne dęby. Pędzimy go powoli i dokładnie, byle jeden byk i nic więcej. Polowanie jakoś się ciągnie, jeszcze jeden miot i robimy przerwę.

W trzecim miocie podobno pewne dziki. Kukurydza po drugiej stronie drogi, kawałek dalej młodnik świerkowy z nieprawdopodobną ilością jeżyn, ale tu będzie ostro. Ruszamy. Mija może 10 min i słychać psa, dwa szczęknięcia, już wszystkie psy siedzą na watasze. Idą, prosto na nas, pewnie chcą wejść w uprawę, o kurcze, dziki jeden, drugi, z lewej, prawej... Nagle strzały, ale kanonada.... cisza... już wszystko ciche, zaczyna prószyć z nieba. Dochodzimy do końca, znów brakuje jednego psa, to brat Tapira, Maks. Jest, ale cały w farbie, o kur... to jego krew. Szybko w samochód, telefon do prowadzącego i Adam jedzie z psem do weterynarza.

Naganka zbiera zwierzynę, dużo jej, ale wszyscy czekamy na telefon w sprawie psa. Zbieramy sie przy hubertówce, brakuje tylko pana Jana i Maćka, poszli szukać dzika. Wszyscy czekają na telefon, jest... W słuchawce słychać drżący glos myśliwego, który nadaje okrutną informację... Pies nie żyje... Cisza, nikt nawet nie waży się zabrać głosu, odechciało się jeść...

Z lewej strony nadjeżdża samochód, to Maciej i p. Jan. Coś się stało, nic nie mówią, czyżby już wiedzieli? Przecież Adam nie kazał mówić ojcu, to jeden z dwóch jego przyjaciół. Ale nie... To jeszcze nie koniec, pan Jan ze łzami w oczach niesie na rękach drugiego psa. Ależ tragedia, dwa najstarsze, najlepsze i najbardziej doświadczone psy giną na jednym polowaniu. Cisza panuje między myśliwymi, naganka stoi na boku też w grobowej ciszy...

,,Przepraszam koledzy, ja dziś nie mogę"... Drżący głos prowadzącego wywołuje żal i łzy u wszystkich uczestników. Wszyscy wspólnie decydują o zakończeniu polowania.

Pokot przy zupełnej ciszy, Adam dołączył do nas, dziś jego pasowanie, ale jakoś bez radości, jego dzik się znalazł, ale to on rozerwał Tapira. Żal fryca do zwierza, ale wszyscy rozumieją, on się tylko bronił...

Dziś na pokocie 23 dziki, 3 spore odyńce, 2 z nich załatwiły 2 psy. Piękny oręż dziś nie sprawia tyle radości, co zawsze. Do tego cielak. Maciej królem polowania, ale dziś nic się już nie liczy, panuje smutek, żadnej biesiady, żadnych spotkań, wszyscy sie rozjeżdżają do domów. Nawet Maciej schował medal w kieszeń. Cóż, takie jest łowiectwo, nie zawsze się uda...

Część życia kniei i jej mieszkańców sie kończy, to już historia. Maciej też jakoś się nie cieszy ze znalezionego odyńca, powtarza tylko, że gdyby jego psu się coś stało... Przykre...

Tego dnia nie zapomnimy nigdy. Dwa psy "profesory" jakie pracowały w naszych łowiskach zapisały sie w pamięci wielu myśliwych, którzy do dziś pamiętają śmierć naszych przyjaciół podczas dziczego wesela i furii potężnych odyńców.

Dojeżdżamy do domu, nadal cisza, przekraczam próg domu, rodzice nawet nie pytają, chyba to widać... Zapada zmierzch, ciągle cisza, ciemność...

Darz Bór! TAPIRZE i MAKSIE!!!




14-06-2011 21:17krzysiek12Niestety cóż można napisać szkoda psów. Wiem coś o tym ,sam traciłem psy w podobnych okolicznościach. Najlepszym lekarstwem na taki bul jest nowy pies.
DB.
14-06-2011 14:19AdrianoooFajnie napisane. Świetnie przedstawiona wartość myśliwskiego psa jako towarzysza łowów, wiernego przyjaciela. DB
14-06-2011 08:56Ross 31Strata dwóch takich piesków to wielka tragedia.Wiem jak to jest gdy traci się przyjaciela,który był nam całkowicie oddany przez kilkanaście lat.Gratuluję opowiadania.Sądzę,że oprócz mojego komentarza ktoś jeszcze doda swój.Darz bór.

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.