DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: postrzałek01-07-2011
postrzałek

Polowanie na dzika opowiem wam z perspektywy Macieja, jakbym to ja sam na niego polował. 8listopad, dzień po zbiorowce, dziś jest kolejna "mała zbiorówka". Dzisiaj zbieramy się po raz drugi przy Hubertowce tylko w nieco węższym gronie, dziś polują tylko właściciele tropowców. Mamy dziś do sprawdzenia dwa dzicze postrzałki i jednego byka jelenia. Jest nas 7, tak więc za dzikami idą dwie grupy po dwóch myśliwych, a za bykiem idzie prezes, łowczy i skarbnik, tak więc trzech myśliwych z zarządu, a co ciekawsze byka postrzelił sekretarz. Ale ja wraz z Tadziem jako, że mamy mojego posokowca ruszamy za prawdopodobnie najgorszym postrzałkiem, spory dzik, po 30 m ucieczki znaleziona rapeta i to niestety nie napawa optymizmem. Ale idziemy.

Ja zaczynam od zestrzału, bawar od razu łapie trop. Po przejściu ok. 1 km znajdujemy pierwsze łoże, a więc dzik jest w nienajgorszym stanie, wątpię żebyśmy go doszli. Przechodzimy jeszcze 1.5 km, żadnego łoża, dzik buchtował nawet po drodze, a więc bedzie żył, szkoda tylko ze będzie cierpiał. Farby też już nie znaleźliśmy dobre kilkaset metrów. Wracamy ścieżka, która przecinała trop dzika, ale po przejściu stu metrów pies nerwowo ciągnie spowrotem. Do domu jakoś mi nie śpieszno, miałem iść dzis z dziewczyną do kościoła, a musiałem iść do lasu. Wracam z psem i spuszczam go, a ten odbija w lewo w jezyny. Po chwili słyszę szczekanie i juz widzę dzika, który utykając na lewy bieg wylazi tyłem z krzaków. Ja strzelam, ale zbyt nerwowo, tylko kolejny raz ranie dzika, który szarżuje na psa. Całe szczęście udaje sia psu uciec ale kolejny raz może już nie być szczęśliwy. Strzelam kolejny raz i znów nie trafiam śmiertelnie. Kurcze, ale pech, dzik podbiega po górkę, gdzie stoi kolega, ten też strzela, ale też nie trafia, dzik atakuje go i... myśliwy leży na deskach. Niestety dzik nie odpuszcza i rani łowcę, pies dopada go czym prędzej, ja podbiegan powoli pod górę, ale tym razem kładę dzika na łopatki. Kolega ma rozcietą rękę i nogę, cały krwawi. Pytam co mu jeszcze dolega, ale na szczęście tylko to. Wzywam pomoc, przyjeżdża prezes i zabiera rannego do szpitala. Dzik nie był taki wielki, 81 kg na skupie, ale szable mu trochę wystawały, jedna fajka obłamana, a mimo to blizny zostaną. Oręż odbity, szable 15,0 i 15,3 cm nie są jakims wspaniałym trofeum, ale dla zranionego łowcy są wspomnieniem do końca życia. DB!





Brak komentarzy do tego opowiadania

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.