DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: postrzałek02-02-2012
Co to się działo.

30 sierpnia. Do tej pory pogoda była "dobra": przez dwa tygodnie padał deszcz, żniwa opóźniały się, ale tydzień temu znacznie się polepszyło. W dzień jest upalnie, a w nocy ciepło i świeci księżyc. Niestety, pełnia minęła w pracy za granicą. Ale tego właśnie dnia wróciłem do Polski na tygodniowy urlop. Wieczorem spotkałem się z kolegą. Jego częściowa myśl skojarzyła mi się jednak inaczej niż jemu, bo hasło "połówka" raczej mi się skojarzyło z miłym, przezroczystym napojem. Jednakże Maciej radośnie śmiejąc się mówi, że dziś połówka księżyca;) Aha. No dobra, gdzie, o której?
- Zaraz, zaraz, muszę odebrać odstrzał, znaczy się jechać po nowy ;)
- Ok, na którą mam być?
- Przyjdź o 19, pojedziemy do łowiska, dawno nie byłem, luknę na pola co i jak, skoczymy do łowczego i na polowanie.
- Ok, będę.

O 19:20 jestem u "brata". Wszystko po kolei wykonane. Na łąkach są dziki, jest skoszona pszenica, a dalej rzepak, jeszcze stoi. Jedziemy właśnie tam. W odstrzale myśliwiec ma 4 dziki. Jest też jeleń byk, ale w trzeciej klasie. Raczej na niego się nie nastawiamy. Idziemy przy ścianie lasu, na dębach zaczynają pracować dziczki, ale jeszcze nieśmiało, a dębów tutaj sporo. Nawet widać tropy sporego dzika. Na stołkach zasiadamy ok. 20:10, od razu zza górki ukazuje się lis. Kurcze, ma szczęście, że latem do lisów Maciek nie strzela. Po 15 min zasiadki na łące w lesie pojawia się jeleń. Jeden, drugi, trzeci... Dwanaście jeleni, niedługo rykowisko. Szkoda, bo myśleliśmy ze na łąkach są dziki.

Muszę tu zaznaczyć, że laki to gęste kępy traw, pojedyncze olchy, huczki tu odbywają się najwspanialsze na świecie. Co roku pokazuje się tu komuś ten jeden jedyny życiowy odyniec. Zawsze jest zajęte, od końca października do końca lutego nie ma szans się wpisać. Ale dziś są tam jelenie, a podobno tam gdzie są dziki nie ma jeleni... Te wyszły na ściernisko, młode wszystko. Maciek mówi, że to pierwsza klasa. Poszły po godzinie.

Księżyc już zaczyna się przydawać. Niebo nałożyło ciemnoniebieski kolor, jest cudnie. Tylko te komary, przy takich bagnach zawsze jest ich masa. Ale Maciuś ma jakiś nowy środek niemiecki. Pryskamy i rzeczywiście mamy nareszcie spokój.

Ok. 22 na polu słychać charakterystyczne dla dzików odgłosy, dochodzą właśnie z łąk, a więc jednak są wyjątki od reguły;). Na polu pojawia się wataha, jak na te okolice spora. W jej skład wchodzą: 4 duże lochy, 3 przelatki i 17 warchołów. Mamuśki nie strzelamy, więc będzie na pewno przelat. Maciek powoli wstaje, ale zza pleców fuknięcie. Zastyga w bezruchu, ni to kucnięcie, ni stójka. Ale czeka. Następny dzik okrąża nas, ale nie pokazuje się. My siedzimy przy kępie drzew, tam jest troszkę jeżyn, nic na pewno tam nie leżało. Nareszcie cisza. Maciej rozkłada pastorał, podświetlenie, średni przelat w krzyż, bach, w ogniu, wataha wraca do łąk, warchoł, krzyż, roluje. No to jest dublet do dzików:).

Jest 22.40. Dziki wypatroszone, a my wracamy na nasze stołki. Ale na łąkach słychać jakieś głośne, przerywane wycie, uuuuuuuuuu uuuuuuuuuuuuu. Co jest u licha. Latarka, schodzimy po skarpie w dół. Powoli idziemy ścieżką zwierzyny, dostrzegamy farbę... co jest do licha? Powoli, powoli idziemy i w pewnym momencie dostrzegamy przelatka wciśniętego pod kępę trawy. Siedzi i groźnie wyje. Strzał i koniec trzeciego żywota dziczego tego wieczoru. Ale jak to się stało, farba świeża, zabieramy przelatka i idziemy po farbie z powrotem. Okazało się, że przy strzale do warcholka przelat złapał kulkę na nerki.

Mamy trzy dziki. Szkoda zjeżdżać, ale bez sensu wykonywać cały odstrzał od razu. Idziemy po stołki, jak coś będzie to zobaczymy. Idziemy powoli i cicho, za górką są nasze stołki przy kępie. 30 m od kępy jest ścieżka dębowa a pod nią... kaban jak malowany, czarny jak święta ziemia, sam, ok 80 kg. No i co? Szkoda ci...? cicho, będę strzelał. Strzał z podpórki, a dzik na nas.... Okazało się, że wpadł do kępy i tam został. Czyżby on tu zalegał? Przecież to niemożliwe, ta kępa ma może ze 4 m szerokości i z 10 m długości. Fakt, że to dołek, ale przecież by uciekł jak usiedliśmy przy niej. Maciej zaproponował spokojne zebranie tusz, puścimy psa. Tusze były razem, więc szybko nam to zeszło. Samochodem podjechaliśmy pod sama kępę i puściliśmy psa. Ten wyskoczył prosto na dzika, leżał on pół metra od pola.

Piękny oręż, dzik ma ok 100 kg a oręż może i medalowy. Patroszymy, później oglądamy dokładnie. Niestety po drugiej stronie sama fajka, szabla świeżo złamana. Ciekawe gdzie i jak?

Koniec polowania. Pokot 4 dziki. Dziki ważą odpowiednio: pierwszy przelatek 41 kg, warchlak 17 kg (bardzo ładny), drugi przelatek 32 kg, odyniec 107 kg. Pierwszy przelatek idzie do Macieja, a warchlaka dostaję ja w zamian za naszą przyjaźń, pomoc w polowaniach, towarzystwo i w podzięce za pomoc przy piesku (miesiąc wcześniej jego pies wpadł pod samochód, miał obrzęk mózgu, jego mama bez auta, a ja zawiozłem go do weterynarza, gdybyśmy zajechali pół godziny później pies mógłby nie żyć, tak powiedział weterynarz). Warchlaczek będzie w całości pieczony na ognisku, a moja i Macieja rodzina na pewno razem spróbują go siedząc przy jednym stole i popijając już tę właściwą "połówkę" ;)

Darz Bór!





Brak komentarzy do tego opowiadania

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.