DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: jani09-02-2012
Ten pierwszy

W żadnej ze szkół edukujących mnie przez trzy ćwierci wieku nie zrozumiałem tak głęboko, co to jest proporcjonalność, jak w przypadku ziszczenia się jednego z moich życiowych marzeń.
Pięćdziesiąt do pięciu! Im dłuższe oczekiwanie, tym większe przeżycie! Pięćdziesiąt lat przygody ze strzelbą i w pięć dni stałem nad poległym z mej ręki pięknem, jak napisał klasyk.

Zaczęło się od pilnej wiadomości. Kamil napisał, że można strzelić tryka, ale pozwolenie aktualne w najbliższy weekend.

Jest piątek. Marcin, z którym mógłbym jechać w Kotlinę Kłodzką, mieszka bez mała 300 km ode mnie. Muszę go powiadomić, żeby przyjechał, a potem wspólna już droga do Kłodzka. I od tej chwili wszystko zaczyna się toczyć z szybkością kosmiczną. Różne samochody, w które się przesiadamy, pokonują w różne strony polskie drogi, przejeżdżają tysiąc kilometrów, by wreszcie znaleźć się u Roberta. To człowiek niezwykły. Dla niego nie ma złej drogi, dla jego terenówki nie ma nieprzejezdnych szlaków, najgorsze wertepy to autostrada. No i ten całkowity i wieczny optymizm: "Spokojnie, jutro realizujemy plan B".

Pierwszego dnia zawozi nas w jakieś lasy nieprzebyte, dobrze, że towarzyszy mi Marcin, sam przepadłbym z kretesem. Nie powiem, że podejścia były łagodne, myślałem, że ducha wyzionę. Dobrze, że ciężar sztucera i pastorału Marcin wziął na siebie. Pazurów i zębów przy wdzieraniu się na stoki zacząłem używać dopiero na Wilczej, a tu Kamil mówi: "Dziękuj Bogu, że to nie "lizawki"! Spotkany na inaugurację kierdel rozpłynął się w przestrzeni jeszcze nim rozpoznaliśmy tryki. Owce stały z lewej strony przy paśniku, a "siedmiu wspaniałych", jak ich nazwał Marcin, poszło warstwicą w prawo, nie do doścignięcia. Więc nasz przewodnik poszedł za nimi, bo miał jakieś porachunki osobiste z "Józkiem", trykiem z tej kawalerskiej grupy. Wiele razy przewijał się Józek w naszych strategicznych rozważaniach, ale niestety, już go więcej nie widzieliśmy. Więc jak mówię, Robert poszedł za nimi, mnie i Marcina, chyba by nam pokazać trudy polowaczki, wysłał w górę, na wprost. To była właśnie Wilcza.

Dwieście, może trzysta metrów pod kątem 45 stopni w górę, a na Wilczą poprzedniego dnia spadł śnieg. Było tej hamującej nogi bieli po kolana. Marcin wdarł się pierwszy na szczyt, no cóż, młodość. Ja tutaj, prócz znalezionego w lesie kija, używałem zębów i pazurów, by wciągać się krok po kroku, od pnia do pnia, w pocie zalewającym oczy i nasączającym koszulę na plecach.
Wreszcie sukces, nad nami już tylko buki, świerki i niebo, a w otwierającej widok w dół haliźnie krajobraz szerokiej doliny. Było tam wszystko: nasze zmęczenie, zachwyt nad urodą gór, czyste niebo, gdyż właśnie wyjrzało słońce, pokrzykujący z dołu Robert, który obszedł Wilczą dookoła. Tylko "siedmiu wspaniałych" nie było!
Tak w podchodach minęły dwa dni.

Trzeciego dnia zaczęliśmy realizację planu C!
Spokojnie! - mówił Robert. Więc od 5 rano siedzieliśmy do 8 na ambonie, przesmykiem pokicał zając! Do obiadu plan D i trzeba było ponownie zmieniać koszule, a od 16 po całkiem niezłym obiedzie usiedliśmy znów na ambonie. Tym razem widzieliśmy lisa, a więc zaznaczył się postęp - zawsze to już grubszy zwierz. Nie wiedzieliśmy, co nas czeka następnego dnia. To był któryś już wariant planu strategicznego, w wyniku którego Robert z Wojtkiem pojechali do domu przebrać się, a ja z Marcinem usiedliśmy na ambonie by na nich poczekać. Nie pamiętam, do której litery alfabetu doszliśmy w opracowaniu planów przechytrzenia Józka, ale wreszcie był finał! Weszliśmy na tę najlepszą ambonę. Marcin orzekł, że to plan Z, czyli zasiadka! Ledwie usiedliśmy i zdążyliśmy rozejrzeć się w położeniu, ze stoku, od strony bardziej niedostępnej, zjechał kierdel złożony z kilkunastu muflonów, w tym chyba 4 tryki! Jeden był dziwnie smolisto - czarny, inne miały typowe umaszczenie. Decyzja szybka, bezpiecznik, krzyż lunety na cel (tryka miałem na kulawy sztych), nie trzeba nawet było przyśpiesznika i po chwili już znaleźliśmy się przy niezwykłej zdobyczy. Marcin odłamał świerkowy złom i dokonał przepisowych obrzędów, moment wzruszenia i otwarte ramiona, sesja fotograficzna "dla potomności" i patroszenie. W takich podniosłych chwilach zawsze żałuję, że św. Hubert nie obdarzył mnie słuchem muzycznym i nie potrafię zagrać na rogu! Gdybym choć miał dubeltówkę, bo na lufie jakoś potrafię!
Tak zakończyła się leśna część Wielkich Łowów!

Kamil chyba telepatycznie zjawił się niezadługo, a co było potem, to wiedzą ci, co tam byli!
I ja tam byłem, miód i ...

A dociekliwym dodaję, że Robert ma szafę z zamkiem atestowanym. Wszystkim zaś marzącym o takich łowach powtarzam: trzeba chcieć, a marzenie się spełni!




11-03-2012 08:45krzysiek77I to jest piękne w łowiectwie, że nie zawsze jest łatwo. Im trudniej zdobyć trofeum tym jest ONO dla nas cenniejsze, bardziej zapada w pamięci! Gratuluję Nestorze i równie emocjonujących polowań w drugiej pięćdziesiątce przygody łowieckiej! Darz Bór!
13-02-2012 20:06sumadaTo i dobrze, że tak łatwo nie poszło. Było o czym pisać i co wspominać. DB
11-02-2012 11:54CYJANEKSzafa z zamkiem atestowanym z pewnością pozwoliła na głębokie i powtórne przeżycie tej wspaniałej przygody. :)
Gratuluję i Darz Bór !
09-02-2012 18:57canislupus4Pięknie!!!Marzenia to zwierz,którego warto tropić,aż po kres...
09-02-2012 16:05hunter26Gratuluje wspanialej przygody! Marzenia maja to do siebie ze sie czasami spelniaja. Trzeba tylko bardzo chciec i... troche im pomoc. Darz Bor!
09-02-2012 15:25Jozef Starski"jani" - im więcej potu wylejesz, tym lepiej piszesz. Podoba mi się bardzo ten akapit, w którym wyrażasz swoje uczucia po dotarciu na Wilczą...Gratuluję spełnienia marzeń i ciekawej przygody z lasem.
Darz Bór - Joe
09-02-2012 14:05BrakarzMasz rację, marzenia się spełniają, szczególnie, bardzo chcącym. Napisałeś tak ciekawie myślałem chwilami, że razem z Tobą polowałem na tego czarnego zwierza. Wspaniałe dopełnienie tak długiej pasji życia. Może będzie medalion? Takiej przygody można życzyć każdemu myśliwemu. Gratuluję i dziękuję.Darz bór!
09-02-2012 13:34UrticaDziękuję Jani, właśnie to chciałam przeczytać. TAKIEJ przygody nie można zmarnować, jest warta wspomnień. Życzę spełniania kolejnych marzeń.
09-02-2012 12:32dziadek 985Ciekawe opowiadanie. Aż strach pomyśleć co by się stało gdyby skończył się polski alfabet ? Gratuluję przyjacielu...

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.