DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: janpio07-12-2005
Krakowskie Przedmieście

Pogoda przepiękna - słoneczna.. grzech przesiedzieć popołudnie w mieście. Nosi mnie, bo niedawno dokupiłem 223 – więc przeżywam emocje nowego sprzętu. Założona fajna lunetka Zeissa 3-9 x 40. Przystrzelałem zestaw na strzelnicy – rewelacja. No nic – wracajmy na ambonę...

Słonko jeszcze wysoko - chyba się trochę zagapiłem – bo koło stu metrów dojrzałem odchodzącego od ambony lisa. Odczekałem kiedy dość wysoko skacząc w trawach wybiegł na łąkę – na 120 metrze został w ogniu. Dalszy czas poświęcam na kontemplowanie spokoju i przyrody... Pomalutku słonko ma się ku zachodowi (i jak napisał Mleczko: „I ja je rozumiem” ).. Z lasu i trzcin zaczynają wychodzić sarny... Emocje nieco opadły.... Spokojnie pasą się. Z trzcin opodal wyszła dorodna młoda koza z koźlęciem - pasie się ze 150 m pod wiatr. Nagle – ze 100 m dalej wychodzi mocny szóstak – pasie się zerkając coraz to w kierunku młodej mamy. Mając ich pod wiatr – słabiutki jednak – sięgam po wabik – i próbuję mikotać. Nie mam doświadczenia – więc nie robię sobie wielkich nadziei. Ot – zabawię się w swata . Kozioł – o dziwo – zareagował i podszedł bliżej do kozy. Chwilę później doskoczył słabszy kozioł – no i wciął się szóstakowi między wódkę a zakąskę. Mocny nie pozostawił cienia wątpliwości – kto tu jest panem... Przegonił młodego aż się kurzyło pod sama ambonę. Dama patrzyła obojętnie. Obejrzałem go sobie dokładnie – słaby widłak – do selekcji. Mogłem strzelać ale.. szkoda mi było rozwijającej się sytuacji..

Nagle patrzę – na zawietrznej – tuż pod amboną łazi mi kolejna koza z koźlęciem.. No - myślę sobie – szyję sobie ukręcę. Ruch – cholera - jak na Krakowskim. Szóstak zaczął ostro dobierać się do kozy – ta jednak nie miała zbytniej ochoty na amory i dość ostro odbiegła kilkadziesiąt metrów zostawiając koźle samo na środku łąki. Z zarośli wyszedł trzeci kozioł – podszedł do koźlęcia – obwąchał – na szczęście nie miał inklinacji do nieletnich. Wróciłem wzrokiem pod ambonę – obejrzałem z 10 m ponownie kozę z koźlęciem... Nagle patrzę – niech to szlag ! Tuż pod amboną myszkuje lis... Nie mam szans wychylić się i strzelić – za blisko – na 100% zauważy ruch. Na szczęście – budowniczy ambony źle wymierzył drzwiczki i zostawił pięciocentymetrową szparę. Bez większych ceregieli złożyłem się do lisa. Zamazany obraz w lunecie – ale chybić nie można było. Lis wypełnił całe pole. Został w ogniu. I tu moje zdziwienie – pasąca się kilka metrów obok koza... zareagowała niedbałym uniesieniem na chwilę łba. Koźlak podobnie – i spokojnie pasły się dalej. Zaaferowane romansujące towarzystwo – jakby w ogóle nie usłyszało strzału.

Zaczynało zmierzchać.. mój selekcyjny widłak odszedł na ponad 200 m – popatrzyłem z lekkim żalem – no cóż – nie wszystko naraz... A jednak przeznaczenie kazało mu zawrócić w kierunku ambony. Ustawił się na blat dokładnie w miejscu gdzie został pierwszy lis. Mocno już zmierzchało – i teraz już nie miałbym szans go ocenić. Jednak, jako że obejrzałem go sobie dokładnie wcześniej – zdecydowałem się na strzał. Błysk ognia w lunecie oślepił mnie na chwilę. Odczekałem echo... i cisza. Żadnego ruchu. Łąka nierówna – więc nie mam szans dojrzeć cokolwiek. Po 10 minutach zszedłem – był tam, gdzie go trafiłem. Precyzyjny strzał na szyję. Mocno już było ciemno kiedy dotarłem objuczony do samochodu... Uff.. takiego zamieszania dawno nie przeżyłem.

PS. W Lublinie główna też nazywa się Krakowskie Przedmieście. Stąd tytuł.




05-09-2008 21:38Simex96No! masz talent do pisania!:)
śliczne to było:)
Darz Bor!
10-12-2005 22:05wilusJak na jedną zasiadkę, toś się chłopie nastrzelał!
Lubie takie opowiadania.

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.