DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: Jump7619-02-2007
Spełnianie pasji życiowych czyli od radości do smutku.

Myślistwem byłem zarażony już od wczesnych lat dziecięcych. Pamiętam, że jako mały brzdąc w czerwonych gumaczkach i kapelusiku towarzyszyłem Ojcu w wypadach do kniei, nie tylko na polowania... lubiłem "działać" przy pracach na poletku zaporowym, podawać gwoździe i deski przy budowie brogów i paśników. Podczas wspólnych wypraw u boku Taty poznawałem piękno naszej Mazurskiej kniei, uczyłem się zwyczajów i tradycji łowieckich.

W dwunaste urodziny jako prezent podarowano mi pierwszą książkę o tematyce łowieckiej - "Tropy i ślady zwierząt". Poradnik dla miłośników przyrody autorstwa Wiesława Albina Chmielewskiego. Na pierwszej stronie widnieje dedykacja: "Rafałowi, aby tropy poznawał w lesie. Kętrzyn 16.10.88 A. Niemiec". Podarował mi tę książkę serdeczny przyjaciel mego Ojca - wybitny i wytrawny myśliwy, pan Andrzej. Poradnik zajmuje do tej pory honorowe miejsce w mojej bibliotece łowieckiej. Po lekturze książki i pod czujnym "okiem Ojca" mogłem w praktyce rozpoznawać ślady i tropy zwierząt, Rozpoznawałem klucze przelatującego ptactwa, rozróżniałem trop stary od świeżego.

Z biegiem czasu fascynacja łowiectwem nie malała, wręcz przeciwnie... Już jako młodzieniec z utęsknieniem czekałem pięknej, złotej jesieni, gdy u boku pana Andrzeja przemierzałem leśne dukty w pogoni za bykiem... Ach te zimowe zbiorówki na stanowisku razem z Tatą... Wiosenne podchody za kozłem... Latem wpatrzony w zachody słońca skąd zza widnokręgu nadlatywały tabuny kaczek na rozległe rozlewiska w okolicach Kętrzyna... To był czas młodzieńczej, beztroski, fascynacji i zauroczenia łowiectwem.

Ojczulek od samego początku wpajał mi zasadę "Dobry myśliwy to nie koniecznie król polowania" i ciągle powtarzał słowa "Kto nie hoduje ten nie poluje". W myśl tej zasady ze swoim przyjacielem Irusiem (obecnie kandydat na myśliwego w naszym kole :) będąc brzdącami, zbieraliśmy żołędzie dla dzików, stale podbieraliśmy jabłka i marchew z piwnic Rodziców. Gdy nastawały mrozy i biały puch pokrywał pola wspólnie z moim kompanem ładowaliśmy w worek uzbieraną karmę i na saneczkach do knieji. Za miejsce dokarmiania wybrałem niewielką remizę, przez którą przepływał strumyk. Zwierzyna szybko przyzwyczaiła się do nowej "stołówki" - gościł w niej niewielki rudel sarn. Żołędzie wyjadał spory odyńczak, a marchew wcinały zające. Byłem zadowolony z siebie i Irusia - że mogliśmy pomóc zwierzynie przetrwać ten trudny zimowy okres.

W wieku osiemnastu lat zostałem kandydatem w K.Ł. "Szarak". Moje podanie zostało rozpatrzone pozytywnie i stałem się pełnoprawnym kandydatem z dzienniczkiem stażysty w ręku. Dwa lata stażu, kurs i egzaminy minęły bardzo szybko, później sprawy związane z pozwoleniem na broń, wpisowe czyli tzw. "sprawy papierkowe". Wreszcie z sztucerem otrzymanym od Taty - pierwsze polowanie. Pełen wiary w łowiecki sukces, nadziei, energii i chłonny wrażeń, zmierzałem ku swej kandydackiej ambonie...

Nie tylko samym lasem człowiek żyje. W deszczowy, ciepły czerwcowy dzień złożyłem obietnicę przed ołtarzem. W grudniu następnego roku jako szczęśliwy Tatuś odciąłem pępowinę mojego Skarbulka - Urszuli. Być przy porodzie to piękna, niezapomniana chwila... jaka ona podobna do mnie! Duma i siła rozpierała mnie. Dwa lata później nadszedł ten mroźny, styczniowy dzień, gdy cały świat wartości poległ w gruzach. Nie wytrzymały fundamenty - podwaliny związku.

Minęły kolejne dwa lata... nie jestem na co dzień przy boku mojego Skarbulka. Gdy się budzi rano i gdy zamyka oczka do snu. Zastanawiałem się wiele razy, czy spełniając swoją pasję nie zatraciłem świata, który mnie otaczał... czyli od radości do smutku...




04-03-2007 00:04iwonaNie tylko samym lasem człowiek żyje - ale to właśnie las pomaga zapomnieć o problemach .
03-03-2007 21:22MAX-508Życie już niestety takie popieprzone czasem jest,wiem coś o tym...Pewnych spraw się nie pogodzi ,innych nie załatwi,na niektóre w ogóle nie mamy wpływu a jeszcze inne nas przerosną.Podobno to co nas nie zabija sprawia że stajemy się sliniejsi.pozdrawiam
19-02-2007 22:00dominik 30to co napisałeś to jest jak nasza przyroda poprostu super, szkoda że takie zakończenie, takie jest właśnie życie jak myślisz że masz już wszystko o czym mażysz to zawsze musi się coś zepsuć. Trzymaj się bracie zobaczysz zaświeci jeszcze i dla Ciebie słońce-rozumiem cię też byłem w podobnej sytuacji więc wiem co to znaczy nie być przy własnym dziecku. Mam nadzieję że jeszcze wszystko się ułoży-powodzenia.
19-02-2007 12:58LufaPiękne, ale ....
Nie zawsze znajdujemy zrozumienie i akceptację tego co robimy.
Boli najbardziej jeśli dotyczy to naszych najbliższych.

Zawsze jednak trzeba pamietać "że czas leczy rany".

Darz Bór.

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.