DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: ANDY23-01-2008
Wilcze łyko

Koniec stycznia. Zima dotrzymuje, duży śnieg i spore spadki temperatury, choć od czwartku wyczuwa się, że zelżało. Śnieg staje się bardziej zbity i ciężki, z dachu zaczyna kapać a rankiem zwisają potężne sople. Tropimy w całym łowisku chcąc wyłuskać jakiegoś pojedynka a ponieważ jest nas tylko trzech idzie to dość wolno, bowiem poruszanie się w ogromnym rozmiękłym śniegu to wyczerpująca praca...

Piątkowy poranek nie przynosi zmiany. Nic nadal nie ma, jak wyjęty z wody wracam do domku aby się osuszyć i coś zjeść a zwłaszcza uzupełnić te pół wiaderka które wpłynęło w moje buty po plecach... mijam narożnik sporego młodnika i słyszę: jest! - ogromny odyniec, leży za twoimi plecami w tym młodniku. Pod olbrzymim bukiem stoi jeden z naszej trójki i na znaczący gest aby cicho mówił stwierdza, że otropił potężnego odyńca, który przyszedł w nocy zza granicy, od sąsiadów i tutaj właśnie zażywa Morfeusza. Wyjścia nie ma. Ponieważ jest jeszcze trzeci uczestnik tego tropienia to trzeba nań poczekać. Zapalam papierosa i podpieram olbrzymiego opancerzonego śniegiem buka. Niestety te ilości wody jakie tkwią w mym ubraniu zdążyły już ostygnąć tworząc mokry kompres. Wstrząsa mną dreszcz i zaczynam dygotać. Długo to trwa ale wreszcie widzę migającą między bukami długą sylwetkę. Dochodzi i natychmiast wsadza w łapiące powietrze usta nowego papierosa. Ponieważ może tylko słuchać, mamy szansę zreferować sytuację. Po chwili ustalamy, że jeden wejdzie za tropem w młodnik a pozostali obsadzą rogi i... zobaczymy co zrobi odyniaszek. Jest tylko jeden problem, trzeba znaleźć wariata, który przy tym śniegu wejdzie w ten młodnik ryzykując upadek na głowę paru ton śniegu i wybicie oczu sterczącymi sucharzami. Czuć napięte oczekiwanie, ale żaden się nie kwapi. Wszyscy wiemy, że ten co wejdzie w młodnik szanse na strzał ma jak wygrana w loterii. Co najwyżej może się zdarzyć coś zupełnie nieciekawego, gdy zirytowany lub postrzelony odyniaszek wróci swym tropem w miejsce skąd przyszedł. Uciekać na boki nie bardzo jest gdzie...

Wszystko jedno, ‘bohatersko’ zgłaszam się na ochotnika. Nawet perspektywa spotkania oko w oko jest lepsza niż ten obrzydliwy dygot. Czekam cierpliwie jak ‘szczęśliwcy’ rozchodzą się na swe stanowiska, ładuję brenekę w lufę śrutową i wchodzę w opancerzone śniegiem niskie czepliwe jodełki. Niestety są zbyt niskie abym mógł iść wyprostowany czy schylony. Praktycznie opadam na kolana i trzymając wierną Bronkę za koniec lufy drugą usiłuję sobie jakoś torować drogę w tym zbitym szaleństwie. Trwa to długo i w końcu zupełnie tracę orientację gdzie jestem, dzik bowiem prostym tropem nie chadza szukając miejsca na spoczynek. Wstaję w końcu z kolan i wydłubuję się z zbitego materaca opadających gałęzi... Parę kroków ode mnie wybucha nagle mały wulkan sypiącego się śniegu któremu towarzyszy trzask łamanych gałązek, rzucam do twarzy strzelbę i... Strzał... To nie mój, to któryś z obstawiających młodnik. Z wielkim trudem forsuję ścianę jodełek i w końcu wychodzę za tropem na wąską ścieżynę, której nieskalaną biel znaczy olbrzymi trop idącego w susach dzika. Za ścieżką jest rzadki las opadający do potoku i na przeciwległą ubocz. Nadchodzi strzelec z niezbyt szczęśliwą miną. Dzik wypadł jak z katapulty i mimo, że naprawdę dobrze strzela chyba sknocił, skuteczności nie jest pewien. Jednak rezultat trzeba sprawdzić dokładnie. Ponieważ chętnych jak zwykle brak, a mnie już jest naprawdę wszystko jedno, ruszam tropem.

Rzadki, goły las zdecydowanie ułatwia to zadanie. Dzik idzie w olbrzymich susach nie zwalniając zupełnie. Na tropie poza rozrzuconą ściółką nie ma rubinowych kropelek, chociaż, a to co takiego...

Na ścianie znajdującej się po drugiej stronie potoku, powyżej miejsca gdzie przeskoczył widać czerwonawą smugę. Jednak coś złapał. Ponieważ nie jestem dzikiem takich rozmiarów, nie potrafię ot tak przeskoczyć tego parowu i muszę poszukać obejścia. Zziajany jak pies wychodzę w wyższą część tego zbocza i zaczynam schodzić do miejsca gdzie widziałem ten czerwonawo rubinowy ślad, ostro się odcinający od nieskalanej bieli, tylko w miejscach gdzie odcisnął swój trop rozerwanej. Idę teraz znów po tropie tego pojedynka, ale na szczęście w dół a to łatwiejsze... i wreszcie jest.

Z rozmiękłego śniegu wystaje kilkadziesiąt centymetrów grubej gałęzi. Ten gruby patyk jest obklejony drobniutkimi kwiatuszkami rubinowo-fioletowego koloru. Wygląda to jak maźnięcie pędzlem na olbrzymim białym blejtramie...


Jaworze 1986




31-01-2008 12:28BrakarzANDY
Ten niepozorny krzew potrafi oczarować niejednego, szczególnie w pełni śnieżnej zimy, sam tego, kiedyś, doświadczyłem. Polowanie, na „czarnego” i nie tylko, daje możliwość zobaczyć znacznie więcej niż byśmy się tego spodziewali, ale trzeba umieć „to coś” dostrzec. Ty robisz to po mistrzowsku. Pozdrawiam, Darz bór.
23-01-2008 23:21Szelest:>
23-01-2008 13:16jurek123Andy Dobrze że podałes datę i rok.Dziś takie opowiadanie byłoby niemożliwe dziś polowanie musi być w planie ,zatwierdzone,powiadomieni, Nadleśnictwo ,Urząd Gminy i inni .Powiadomieni koledzy ,prowadzący ,kartki,ustalenie prawa czy wchodzący w miot może strzelać.itd. Mnie osobiście przypomniały moje wspomnienia i mam teraz mieszane uczucia bo w ciągu 20 lat zniweczyliśmy mozliwość przeżywania takiej przygody. Obecnie wykonuje sie plan "pozyskuje" a polowanie już w takiej wersji niemożliwe. Dobrze że młodzi przeczytaja Jeszcze lepiej jak nieświadomi zmian nie zarzucą że przecież wg dzisiejszych uwarunkowań to łamanie przepisów.Co nam zostało z tych lat mozna by powiedzieć za poetą ,tylko wspomnienia. Pozdrawiam

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.