DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: ANDY27-02-2008
Berta

Ostatnie kończące kolejny sezon łowiecki polowanie na bażanty i lisy. Fantastyczna rozluźniona atmosfera, praktycznie ‘sami swoi’. Nie ma spojrzeń spode ‘łba ‘, dziwnych niedomówień czy niechęci na obliczu. Jest po prostu ‘czyste powietrze’. Przyroda też jakby chciała się dopasować do realiów. Śliczny czas bez wiatru, nie ma mrozu, pomimo, że koniec lutego. Kolejne mioty zakładamy wzdłuż pasa wikliny, która obramowuje lewy brzeg Dunajca. Posuwamy się w górę rzeki. Wszystko odbywa się na ‘nogach’ i zajmuje sporo czasu.

Rekompensatą jest cudowna sceneria pól i zagajników i to oczekiwanie na wysuwający się z kępy suchego cień rudego czy wystrzeliwujący w niebo rozkrzyżowany kształt koguta. Jakoś inaczej niż na początku sezonu smakuje się te chwile. To jak dostały trunek, który wchodzi łagodnie i przyjemnie a trzyma mocno i długo. W przerwach rozmowy są niespieszne, gesty życzliwe, papieros smakuje lepiej...

Berta – jag, drobniutkim kroczkiem obiega kolejne kępy. W tym małym ciałku jest ogromna pasja i chęć doprowadzenia zawsze do jednego – wyciśnięcia na myśliwego zwierzyny. Mijają kolejne mniej lub bardziej obfite pędzenia. Czas jest nieubłagany i dzień wolno poczyna dogasać.

Ostatni miot od przewozu. Stoję przy samym brzegu rozlanego w tym miejscu Dunajca, którego wartki prąd przesiewa się na kamieniach. Od naganki dobiegają pokrzykiwania i słychać strzały z stanowisk rozciągniętych na flance. Na pewno są to strzały do lisa, nic bowiem nie wzniosło się ponad rozwichrzone czubki wiklinowych łętów. Miot jest długi i zarośnięty co powoduje, że naganka kluczy szukając dogodnych przejść. Słyszę szelest przed sobą w kępach ogromnej żółtej trawy porastającej osuszoną starą tamę. Mocniej ujmuję broń w dłonie i... widzę czarno-podpalany kształt – to Berta. Ogromnie zaabsorbowana z wietrznikiem przy ziemi błyskawicznie skręca w lewo i wpada w suche łęty. Jej szlak wskazuje poruszająca się trawa. Wtem głośne koor..k, sygnalizuje kolorowego rycerza. Wystrzeliwuje w górę i skręca w stronę flankowych stanowisk. Gdy z żalem odprowadzam jego sylwetkę, nagle skręca w moją stronę jednak po skosie i oddala się w kierunku Dunajca. Jest już bardzo wysoko i sunie jak pocisk. Moja 20-stka sama wpada w dołek i na przedłużeniu luf ciemny kształt otacza się rozpryskiem piórek, ale dalej ciągnie. Przerzucam lufy jeszcze dalej i naciskam spust. Zastyga w pędzie i rozwichrzony kształt ciągnie lobem nad stalową wstęgą wody, ogromnie daleko od brzegu wytryskuje gejzer wody. Na powierzchni ciemny kształt podrzucany silnym prądem wznosi się i upada. Po jakiego czorta strzelałem, kogut jest praktycznie nie do podniesienia... Koniec miotu.

Idę wzdłuż brzegu przeklinając swoją głupotę i zastanawiam się jak podnieść jednak tego koguta gdy do brzegu dopada Berta a za nią jej Pan. Pyta – gdzie spadł, żałośnie wskazuję płynącego ptaka. Słyszę Berta – aport – psina wpatrzona w ciemny kształt – dygoce. Protestuję – zimna woda – bez sensu – pies skacze i płynie w kierunku koguta. Sam mam dygoty i mówię do Leszka, coś Ty zrobił, za moją niefrasobliwość suka zapłaci być może kurczem i w konsekwencji... no sam wiesz. Słuchaj mówi – wiem, że to może dziwnie zabrzmi , ale jej nic nie powstrzyma z wyjątkiem smyczy a poluje ze mną na okrągło i woda jej nie straszna. Suka dopada płynącego koguta i jak uderzający z odchylenia głowy wąż zaciska na nim szczęki. Kieruje się w naszą stronę ale ciężko pracuje i pędząca woda znosi ją daleko w dół rzeki.
Z obawą patrzę jak drobna głowa psa z aportem w pysku coraz niżej osiada w szarej wodzie. Na szczęście rzeka jest tutaj płytka i pies dostaje łapami dna i wychodzi wyżej, coraz wyżej. Leszek schyla się i wyciąga Bertę na brzeg. Warty ten psiak ucałowania – może to śmiesznie brzmi, ale...

Wycieramy psiaka czym się da, sucha trawa, kurtki, etc.. sama też wpada w suchą trawę i wywija w niej jak fryga donośnie warcząc. Ściskam dłoń Kolegi i odbieram ptaka, wygląda dość żałośnie, kolorowe piórka mokre i zlepione nie przypominają tych fantastycznych błyskających złotem i czerwienią. Zmierzamy w kierunku grupy stojących obok samochodów myśliwych i naganki. Idący obok mnie Kolega łapie się za kieszeń i bezradnie wymawia – psiakość, zgubiłem telefon. Wszystko musiało się odbyć na dystansie kilkudziesięciu kroków. Ogromne trawy, resztki śniegu – beznadziejna sprawa. Z swego telefonu wybieram Jego numer. Abonent zajęty – informuje mnie uprzejmy głos. Teraz nawet dźwięk telefonu, który mógłby nas naprowadzić na jego trop, odpada. Dochodzimy do miejsca gdzie odbieraliśmy od suki aport, na śniegu odbicie butów nad samym brzegiem. W płytkiej wodzie majaczy znajomy kształt...

Niestety po wyjęciu wygląda to gorzej niż strzelony bażant...


Pola Radłowskie – Bobrowniki 2006




25-11-2010 14:42AdrianoooFajnie napisane. Gratuluję koguta i ręki do pióra. Darz Bór!
02-03-2008 10:59ULMUSTeż nie mogę się doczekac kiedy opowiadania Andego pojawią się na księgarnianych półkach.
29-02-2008 11:11sympatyk40Dziękuje ANDY! Wspaniale się czyta Twoje opowiadania... Nie wydałeś już jakiejś książki? Bardzo pragnął bym ją mieć w swojej biblioteczce... Darz Bór!!!
28-02-2008 12:57BrakarzANDY
Doceniam Twój szacunek dla tego psa, zasłużył na niego całkowicie. Warto było poświęcić mu, choć nie tylko, to wspomnienie. Podziwiam również celne oko, a kunszt strzelecki, z dwudziestką, szczególnie.
Pozdrawiam, Darz bór, Piotr
28-02-2008 08:12daras6022Fajne to Twoje opowiadanie podczas czytania czułem sie jak jak bym tam był na serio, nawet mam gęsią skórę i mi się zrobiło zimno jak napisałeś że pies wszedł do tej zimnej wody. Pozdrawiam i oby tak dalej. Darz Bór
28-02-2008 00:47Szelest:)
27-02-2008 14:15ANDYAlej...przyjemne dla mej próżności są te ciepłe słowa . Bardzo dziękuję . A tak naprawdę w ciągu tych 30 lat , te parę zaledwie wyjść czy polowań , opisane lepiej lub gorzej to strzępy( lub zakładka) wielkiej całości, życiem przez niektórych zwanej a tego nie da się opisać . I prawdą jest to co kiedyś słyszałem od innych ,że lepiej pamięta się te z przed wielu lat .....sam tego doświadczam .DB
27-02-2008 13:33Alej.....Przyznaj no się ANDY. Pamiętasz choć jeden taki miot, jedno wyjście, którego nie potrafił byś tak zgrabnie opowiedzieć? Bo ja, osobiście, w to wątpię! Pozdrawiam, alej

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.