DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: mikesz19-01-2010
Na Bobrowym szlaku.

Kiedy ostatni raz tropiłem Bobry zachowanie tych zwierząt świadczyło o nadchodzących mrozach. Był to początek grudnia 2009 roku więc wszystko możliwe, myślałem wówczas. Minął prawie tydzień od ostatniego wypadu, a mrozu jak nie ma, tak nie ma. Aż wreszcie, popołudniowe słońce oznajmiło, że noc będzie mroźna. Wracałem właśnie z pracy kiedy temperatura gwałtownie spadła do minus dziesięciu. Pomyślałem w duchu - to fajnie, jutro mam wolne. Kiedy kładłem się spać obficie sypał śnieg. Poprosiłem Basię aby obudziła mnie kiedy tylko wstanie do pracy. Wczesną pobudkę jaką zafundowała mi żona na moje "chcę " poraziła zmysły kiedy spojrzałem w okno. Śnieg jaki spadł tej nocy przekroczył moje wyobrażenia. Jego gruba warstwa przekraczała dobre dziesięć centymetrów. Taki widok otrząsnął mnie z resztek snu. Po szybkiej toalecie i śniadaniu byłem gotów ruszyć w teren. Zamierzenie - Niżawka.

Kiedy wstawał blady świt ja przekraczałem torowisko kolejowe. To niczym granica w moim terenie - między cywilizacją a dziczą. Idealna cisza wskazywała, że jestem między snem a dniem. Dobry to czas dla wędrowca takiego jak ja. Tylko ten wiatr, narastał z każdą chwilą. Sypki śnieg pod moimi stopami i zimowy kamuflaż dawał mi radość wędrowania. Pomyślałem w duchu - nie tylko mało mnie widać - ale i słychać niewiele kiedy kurzawka taka. Skupiłem się na stawianiu kroków. Powoli, niczym drapieżca, pokonywałem przestrzeń dzielącą mnie od "bobrowego świata".
Po dwudziestu minutach "cichego chodu" dotarłem na bobrowy szlak. Zrobiło się prawie widno. Bezruch jaki nastał o tej porze nie wróżył pomyślnego foto polowania. Ok - pomyślałem w duchu - spenetrujemy okoliczny teren. Obchód trwał dobrą godzinę. Zerwałem spod swoich nóg dwa Bażanty i kilka Kaczek Krzyżówek z pobliskiego kanału. Nic to - pomyślałem w duchu. Przejdę na podmokłe łąki. W okolicznych brzózkach lubią "dniować" Dziki. Ruszyłem powolutku wąskim przesmykiem wśród trzcin. To zapadałem się w większej nawianej zaspie śniegu, to znów wychodziłem na suchy szlak. Krok po kroku dotarłem do brzózek samosiejek. I nic, cisza. Miałem zawrócić lecz coś, sam nie wiem co, pchało mnie do przodu - mówiąc jak gdyby – IDŹ.

Wzmagał się wiatr. Ciął zmarzniętą twarz niczym chłopski bicz, zasypywał oczy dając przeszklony obraz dziwnego krajobrazu. Po chwili wahania ruszyłem w gęsty brzozowy młodnik. Pierwsze kilka metrów zaowocowało cichym przekleństwem. Plątał się plecak, wadził kaptur kamuflażu.
Spojrzałem przed siebie - dobra, jeszcze kilkanaście kroków i jestem na lepszym terenie. Pochylony próbowałem się przedrzeć przez młodnik. Zaplątałem prawą stopę w coś nieznanego. Odruchowo pchnąłem stopę w przód. O dziwo " to coś" zacisnęło mi się wokół obutej stopy. Spojrzałem w dół. Wokół mojej kostki zacisnęła się kłusownicza pętla. Pętla z cienkiej linki ułożona poziomo. Idealna na bażanty które bytują w tym terenie. Cholera - zakląłem w duchu - że też ja muszę trafiać na takie "urządzenia". Tym razem byłem pewny, że jestem sam w tym terenie. Odciąłem linkę od drzewa. Silnym zamachem wyrzuciłem wnyk na pobliską brzozę. Tym razem spenetrowałem dokładnie teren. Narobiłem, tym samym, hałasu i śladów. Zostawiłem swój odwiatr. Przeklęty dla zwierząt odwiatr dwułapego. Celowo, dla Ichniego bezpieczeństwa... dla kłusola natomiast, ślad również przeklęty – ktoś był, ktoś widział, ktoś zniszczył...




20-01-2010 19:53RolnikChyba większość z nas odczuwa podobne emocje podczas łowieckich spacerów.
To, że nie musisz dodawać fabuły, że jest to autentyczne, czuje się więc od razu.
Darz Bór Kolego
19-01-2010 18:38mikeszAd; Rolnik.
Z górą ( a z przerwami ) 20-cia lat minęło jak przemierzam leśne ścieżki i uroczyska. To moje odczucia związane z życiem kniei. Niekiedy fantastyczne a niekiedy stresujące. To moja cicha miłość, miłość którą staram się przelać na " wirtualny " papier. Nie upiększam i nie kłamię. To nasz bogaty język pozwala nam na wyrażanie swoich myśli w sposób piękny i niepowtarzalny...
a jeśli komuś się podoba...
19-01-2010 18:14RolnikŁadne,pisz częściej
19-01-2010 12:41ULMUSBrawo brachu !

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.