DZIENNIK
Redaktorzy
   Felietony
   Reportaże
   Wywiady
   Sprawozdania
Opowiadania
   Polowania
   Opowiadania
Otwarta trybuna
Na gorąco
Humor
PORTAL
Forum
   Problemy
   Hyde Park
   Wiedza
   Akcesoria
   Strzelectwo
   Psy
   Kuchnia
Prawo
   Pytania
   Ustawa
   Statut
Strzelectwo
   Prawo
   Ciekawostki
   Szkolenie
   Zarządzenia PZŁ
   Przystrzelanie
   Strzelnice
   Konkurencje
   Wawrzyny
   Liga strzelecka
   Amunicja
   Optyka
   Arch. wyników
   Terminarze
Polowania
   Król 2011
   Król 2010
   Król 2009
   Król 2008
   Król 2007
   Król 2006
   Król 2005
   Król 2004
   Król 2003
Imprezy
   Ośno/Słubice '10
   Osie '10
   Ośno/Słubice '09
   Ciechanowiec '08
   Mirosławice '08
   Mirosławice '07
   Nowogard '07
   Sieraków W. '06
   Mirosławice '06
   Osie '06
   Sarnowice '05
   Wojcieszyce '05
   Sobótka '04
   Glinki '04
Tradycja
   Zwyczaje
   Sygnały
   Mundur
   Cer. sztandar.
Ogłoszenia
   Broń
   Optyka
   Psy
Galeria
Pogoda
Księżyc
Kulinaria
Kynologia
Szukaj
autor: mikesz10-07-2011
Z Rudym na rżysku

Iść przed siebie. Omijać kałuże po wczorajszym deszczu, ścierać z twarzy poranną mgłę, która otula pola. Oddychać, odpoczywać. W porannym blasku słońca oślepiony niczym kret brnie przed siebie. Wrześniowy świt wita wędrowca kaskadą kolorów. Wysokie źdźbła traw moczą spodnie do pasa, przyklejają je do ud, a zimno przenika do szpiku kości. Nic to, myśli wędrowiec, nic to, zaraz będzie droga przecinająca dwie łąki i pole, będzie lepiej. Zmęczenie wczorajszego dnia daje dziś znać o sobie. Zwalnia. Powłóczy nogami. W zasięgu wzroku na środku pola widzi wielką „piramidę” zboża. Tu odpocznę, myśli.

Przecina pole i już po chwili zrzuca plecak z ramion, aby usiąść. Zamiera w połowie tego ruchu. Na szczycie „piramidy” stoi spokojnie Lis. Mykita potwierdza swoja obecność ostrym zapachem piżma. Bystre lampy zwierza lustrują obcego. Trwa to krótką chwilę. Mądry drapieżca robi zwrot i niknie z oczu wędrowca. Skacze na ziemię. Mężczyzna obiega snop, rudego jednak nie ma. Spojrzenie w pole potwierdza przypuszczenia. Zwierz ostrym tempem ucieka w las. Chromy to jednak bieg, Lis najwyraźniej kuleje. Choć wędrowiec nie jest myśliwym rozumie postępowanie drapieżcy. Jak najszybciej pokonać otwarty odcinek, jak najszybciej dopaść ściany lasu, tam będzie bezpiecznie. Mężczyzna wraca do pozostawionego plecaka. Wyjmuje lornetkę i wraca na skraj snopa. Wychyla lekko głowę, aby w szkłach lornetki przeczesać ścianę lasu. Jest. Rudy cwaniak przysiadł pod jednym z drzew i obserwuje balot. Czy widzi człowieka? Trudno powiedzieć. Zapach piżma powoli znika dając miejsce innemu. Mężczyzna analizuje zapach, zna ten zapach. Zapach wsi i czegoś jeszcze. Wędrowiec wytęża zmysły. Tak to zapach myszy. Aaa bratku, uśmiecha się nieznajomy, śniadanko się przedłużyło i spotkałeś człowieka. To było duże ryzyko – myśli. Mogłeś zapłacić frycowe gdybyś trafił na myśliwego.

Wczesny świt zachęca do odpoczynku. Kusi, aby posiedzieć. Taka godzina to czas dla Saren. Dobry kierunek dla zdjęć. Ostre światło poranka daje dobre kolory i dobre zdjęcia. Posiedzę sobie godzinkę – myśli. Przysiada i myśli. Lis mocno kulał na lewą tylną stawkę. Uraz pewnie. Po chwili się reflektuje. Trop lisa pomieszany jest z innym, większym, okrągłym. Obok kolejny, ten ogromny. Mężczyzna zmienia pozycję w kucki. Czyta tropy. Niektóre wyraźne inne zamazane.
Psy. Dwa psy. Jeden z nich musiał być bardzo duży. Mężczyzna wstaje i po tropach rusza wokół snopa. Kolejne tropy są mocno pomieszane. Tu doszło do walki. Posoka i sierść. Ruda sierść. A więc, psy dopadły w tym miejscu rudego. Doszło do walki. Mykita jednak zdołał umknąć na snop. Balot ułożony w kształt dziwnych stopni umożliwił nań wejście. Dlaczego psy nie dotarły w to miejsce? Ach, były za ciężkie. Jeszcze raz rozgląda się bacznie. Teraz widzi i czarną sierść. Tak więc i rudy nie pozostał dłużny. Zajadle musiał się bronić. Odważny zwierz. Czy przyjął atak czy też został zaskoczony. Nieważne. Umknął oprawcom, wykazał się sprytem. Kolejne zaskoczenie. Trop butów. Ludzki trop. Gumofilce cholera. Tu był człowiek. Zbieg okoliczności czy psy towarzyszyły człowiekowi. Chwilami widać, że człowiek biegał. Pomagał psom czy odganiał?

Mężczyzna rusza tropem ucieczki Mykity. Dwadzieścia, pięćdziesiąt aż do stu metrów. Lis nie „znaczy” tropu posoką. To dobrze. Rana jak widać musiała się już „zaklepić”. Mężczyzna zadowolony zawraca. Tym razem dotyka opuszkami palców te tropy które są bardzo wyraźne. Obrzeża są mocne, twarde. Świrze, pewnie wczorajsze i to wieczorne bo w dzień padało. Teraz sprawdza te ludzkie, dokładnie to samo.
Czyżbyś rudzielcze przesiedział tu noc – myśli – tak, nocowałeś na snopie. Na śniadanko byś tu nie został bo za wiele hałasu uczyniliście walką. Więc co? Psy nie chciały odpuścić? Tak na pewno tak – wnioskuje wędrowiec. Jak to się stało, że człowiek nie zgonił cię ze snopa. Czyżby nie widział, że tam jesteś? A może było już ciemno? - pewnie tak.

No dobra, nieważne – myśli. Zasiada oparty plecami o snop. Już po chwili zmęczenie osiada na powiekach mężczyzny. Zamyka je coraz częściej. Podciąga plecak pod kolana, a pas aparatu owija wokół lewego nadgarstka. Choć wie, że zapada tylko w letarg to jednak w ten sposób zabezpiecza sprzęt. Tym razem to nie letarg, to sen. Twardy to sen wędrowca kiedy nie słyszy ciągnika jadącego skrajem pola. Dopiero po chwili gdzieś w podświadomości rejestruje ten dźwięk. Otwiera oczy.

Ciągnik właśnie się zatrzymał pod ścianą lasu. Traktorzysta po chwili wysiada. Patrzy wprost na snop. Pewnie zobaczył intruza i zaraz podjedzie. A cóż to? Jednak nie widzi wędrowca. Traktorzysta rozgląda się uważnie wokół. Otwiera burtę przyczepy i zdejmuje coś długiego. Wędrowiec sięga po lornetkę, przykłada ją do oczu. W zbliżeniu widzi drabinę. Zaskoczenie. Co ten facet kombinuje – w pole z drabiną? Lekko z boku w szkłach lornetki rejestruje ruch, szybka poprawka na obiekt. Pies! A z boku jeszcze jeden. Oba psy sadzą wprost na wędrowca. Odkłada lornetkę bo zwierzęta nie mieszczą się już szkłach. O cholera jak blisko! Wędrowiec odsuwa od siebie sprzęt i sięga do plecaka. Szybkim ruchem wyłuskuje stary czeski bagnet, który nosi tak „na wszelkie zło”. Plecak w lewej dłoni osłoni niczym tarcza od ataku. Bagnetem będzie musiał zadać cios. Dwa duże psy - z czego jeden wręcz ogromny – sadzą środkiem pola. Sto pięćdziesiąt metrów. Wędrowiec „rzuca okiem” na rolnika, a ten biegnie z drabiną za psami.

Szybka myśl – wróciłeś draniu po lisa bo nie mogłeś go zgonić ze snopa. Myślałeś, że zdechnie do rana. Sto metrów. Wędrowiec czuje suchość w ustach, zasłania się plecakiem, opiera mocno plecy o snop, a bagnet szykuje do ciosu. Pięćdziesiąt metrów, a może i mniej. Wędrowiec wykrzykuje – ejjjj!
Traktorzysta staje jak wryty. Teraz dopiero zobaczył człowieka. Zawraca do ciągnika. Ty draniu – przelatuje przez głowę mężczyźnie.
Psy zwalniają ostre tempo biegu. Dobiegają jednak do wędrowca., węszą. Złowieszczy warkot dużego rasowego Doga przeraża. Drugi, typowy Owczarek niemiecki, jeży sierść.

Kątem oka wędrowiec widzi zawracający polem ciągnik. Psy reagują na ten dźwięk. Obracają łby, aby zobaczyć co też „pan” robi.
Dog powoli zaczyna się zbliżać. Jego ciało drży z napięcia. Wędrowiec wolnym płynnym ruchem podnosi bagnet ponad swój bark. Wie, że cios musi być tak silny, żeby rozpłatać psi czerep. Jeden i bardzo mocny. Na drugi nie będzie czasu kiedy zaatakuje ten drugi. Owczarek tymczasem zmienia pozycję i próbuje zajść z lewego boku. Mężczyzna śledzi ten ruch nie odwracając głowy. Warkot Doga przechodzi w sapnięcie. Jeszcze raz obraca łeb w kierunku skąd odjechał „jego pan”. Mężczyzna dostaje dziwnego olśnienia. To nie pierwszy atak tych psów. Próbuje przełknąć ślinę próbuje intensywnie myśleć. Nic, pustka w głowie. Czekać, czekać może odpuszczą. Mijają sekundy, a może minuty...

ATAK. Dog mocnym odbiciem tylnych łap podrywa masywne ciało do skoku. Kiedy jego przednie łapy łapią kontakt z plecakiem wędrowiec wymierza silny cios. Już jest spokojny, nerwy odchodzą wraz z zadaniem ciosu. MUS. Skupia się na sile i tym, aby utrzymać w dłoni bagnet. Brązowe przyrdzewiałe ostrze przecina powietrze lądując na kufie psa. Trzewioczaszka zostaje głęboko przecięta, a pies wydaje skowyt bólu. Jednak puszczone w ruch masywne ciało uderza w wędrowca, a ten odbija się od snopa. Wykorzystuje siłę odbicia ruchem ciała w lewo rzuca w Owczarka plecakiem. Ten, aby uniknąć zderzenia z czymś dlań dziwnym i dużym zawraca w miejscu i rwie co sił w kierunku skąd odjechał ciągnik.

Skowyt Doga przechodzi w cichy pisk. Jeszcze przez chwilę rwie rżysko wielkimi łapami, aby po chwili zastygnąć w bezruchu.
Wędrowiec patrzy przez chwilę na psa. Mężczyzna rusza do plecaka, drżącymi dłońmi uwalnia bukłak z wodą podczepiony pod plecak. Pije łapczywie wodę. Klnie siarczyście. Odwraca wzrok bo nie może patrzeć na swoje „dzieło”. Oddycha głęboko, aby uspokoić tętno. Siada przy snopie, grzebie w plecaku. Znów pije wodę. Wreszcie nieco uspokojony przypala fajkę. Zaciąga się niczym normalnym papierosem. Mocno, intensywnie. Przeszklone oczy wędrowca świadczą jak mocno przeżywa to co musiał zrobić. Oczami wyobraźni widzi psy swojego dzieciństwa. Zastanawia się czy można było uniknąć ataku, czy można było zrobić coś innego?

Pustka w głowie, rozbiegane myśli, cholerny świat.
Po kilku minutach wyjmuje telefon aby powiadomić policję...

(wrzesień 2010)




12-07-2011 10:37mikeszDziękuję za pozytywne wypowiedzi. Podkreślę może skąd ten bagnet przy plecaku. Przede wszystkim służy do prac obozowych kiedy mój wypad połączony jest z noclegiem w terenie lub kiedy pokonuję podmokłe odcinki. Wówczas służy jako siekierka do ścięcia "kija pielgrzyma" którym macam teren. Nie ukrywam, że posłużył już podobnej obronie jednak nie tak drastycznej jak ta ostatnia, opisana. Na szlaku niejednokrotnie spotykam różne psy. Te zdziczałe nie są jednak tak niebezpieczne bo schodzą człowiekowi z drogi. Gorzej mijać wsie na szlaku. Tu różnie bywa. Najczęściej nieogrodzone posesje a w nich duże agresywne psy które odbierają wędrowca jako intruza...
Dziękuję i pozdrawiam, DB.
ps; jest mi znacznie lżej na duszy...
11-07-2011 12:46ULMUSNo nieźle... czego Ty żałujesz?. Załatwiłeś psa który atakował ludzi . Może ocaliłeś jakiegoś dzieciaka tym prostym , normalnym sposobem. Zdumiewa mnie tylko rozpatrywanie zjawiska przyrodniczego w kategorii winny nie winny. Jak by Ci konar spadł na głowę w lesie sadzonym przez leśników to zadawałbyś pytanie czy konar był winny czy ne winny ?. Agresywny pies i to wszystko. Dobrze że Ci się udało. Podziwiam opanowanie i refleks.
Opowiadanie wyślij do posłanki Muchy pod hasłem "zerwijmy łancuchy".
11-07-2011 12:01Andrzej_MNie wiem, co napisać, ale uważam że warto dodać komentarz bo ciarki przeszły mi po plecach gdy to czytałem. Pozdrawiam autora.
11-07-2011 11:30postrzałekmikesz ja mysle ze nie masz sie czym przejmować. przeciez pies zaatakował Ciebie a nie Ty jego. w takim przypadku zostały dwie opcje: Ty albo on. na szczęście wygrałeś Ty. a co do psów to też mysle ze one nie są winne tylko ich właściciele, nie potrafią sami sie zachować z godnością i później zwierzęta też takie chowają.
11-07-2011 10:52kalmarprzede wszystkim: świetny tekst, niesztampowy, niepodobny do innych opowiadań, jednym słowem - oryginalny. I co najcenniejsze - pełen ludzkich emocji. Co do przygody - gratuluję właściwych reakcji. Mnie by pewnie te te psy tam wpie...doliły, zanim bym zdążył znaleźć nóż.
gratuluje i pozdrawiam
10-07-2011 20:32mikeszDziękuję za wyrozumiałość. Opublikowałem to opowiadanie z wielkim strachem, a było ono przygotowane w ubiegłym roku w grudniu.
Mimo wszystko uważam, że nie psy są winne tych wszystkich tragedii jakie mają miejsce z ich udziałem. Żałuję, że tak się stało. Nie miałem wyjścia...
DB
10-07-2011 12:41postrzałekBardzo mi sie podobało, czułem sie prawie jak bym tak był, a takiego dziada powinni zamknąć a psy pousypiać. Opowiadania gratuluję i z niecierpliwością czekam na następne.

Szukaj   |   Ochrona prywatności   |   Webmaster
Copyright(c) 2001-2015 P&H Limited Sp. z o.o.